Kamil zaprosił nas na śniadanie już w piątek a w niedzielę wykazał się nie lada bohaterstwem dotrzymując słowa i otwierając drzwi, gdy pełni entuzjazmu pukaliśmy wnosząc ze sobą zapach wiosny. (Wiosny, która wtedy jeszcze zaszczycała nas swoim towarzystwem). Kamil, po pierwsze nie podzielał entuzjazmu, a po drugie nie miał siły. Położył się o dziewiątej rano a dwie godziny później my już szczerzyliśmy się w uśmiechu w jego progu. Mimo wszystko nam otworzył, doceniamy…. Szybko przejęliśmy inicjatywę. My obie zdominowałyśmy kuchnię a dzieci były wszędzie. Tego ranka postawiłyśmy na pancakes a Kamil miał nas poczęstować swoją popisową jajecznicą. Byliśmy bardzo głodni…

Pancakes stanęły do konkursu. Dysponowałyśmy dwoma przepisami, jednym bardziej tradycyjnym (pochodził z książki „Nigella Gryzie”) a drugi eksperymentalny z dodatkiem ciemnej mąki i bez rozpuszczonego masła tak charakterystycznego dla american pancakes. Zaczęłyśmy od Pancakes z mąką razową. Ja byłam sceptyczna, Lidka bez słowa komentarza (jakże to charakterystyczne) mieszała i smażyła. Już pierwsze placuszki dały mi do myślenia, były okrąglutkie i ładnie przypieczone, a gdy usłyszałam zachwyty i mlaskanie Tymka wiedziałam, że nie zorientował się, że są w miarę zdrowe. Dzieci zwiedzione zapachem zaczęły podkradać naleśniki, które okazały się być „pyszne mamo i ciociu”! Wielkie zwycięstwo pomyślałam, ciemna mąka, nie łączyłyśmy mąki z tłuszczem (dr Mularczyk), niewiele cukru i dzieci to zjadły smakowicie mlaskając. Wszystko było piękne dopóki nie zaczęłam przygotowywać zwykłych pancakes. Ich jaśniejszy kolor i podobieństwo do znanych, babcinych naleśniczków sprawiły, że Tymek i Franek zmienili obiekt zainteresowania. Polewali sobie placki syropem klonowym (wzgardziwszy zbyt wyrafinowanym sosem czekoladowym Nigelli) i zachwyceni zajadali, właściwie nie rozmawiając. Paweł czekał na jajecznicę dopytując się czy będzie mięso a Kamil… Kamil się uśmiechał. I oczywiście  robiąc zdjęcia dyrygował nami gdy już zabrałyśmy się za jajecznicę.

Jajecznica zachwyciła. Mruczenie było zapewne słyszalne w budynku obok. Na deser raczyliśmy się „pankejkami” głosując na ulubione. Trzy (Franek, Tymek, Paweł) do trzech (Iza, Lidka, Kamil). My wolałyśmy zdrowsze i to nie tylko dlatego, że są zdrowsze, ale dlatego, że były pyszne. Już przy kawie rozpoczęły się naciski (Franek) aby wybrać się na boisko do koszykówki. I tak się stało. Kamil ożywiony fakturą piłki do kosza rozegrał mini mecz z Frankiem, niechcący przestraszył Tymka i rzucił kilka razy z połowy boiska (wow). Oczywiście trafiając. My, nie bacząc na nieodpowiednie stroje (spódnice) rzucałyśmy zapamiętale. Czasami trafiając. Wróciliśmy ożywieni i pełni wiosennej energii.  Śniadanie odeszło do przeszłości zostawiając w naszej pamięci smakowity ślad. Powtórzymy je na pewno.

Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się pod linkami!

Fotos by Kamil