Nie ma dostatecznie przekonujących dowodów na istnienie magii. Nie ma takich, które mogłyby utwierdzić znakomitą większość, że magia działa. Tym bardziej niesamowite jest to, że tak wielu z nas magii ulega. Poddajemy się magii osób, atmosfery, zapachu, miejsc… Miejsca magiczne to szczególny rozdział w dla wielu. To naprawdę nie jest wszystko jedno, i wszyscy to chyba przyznamy, nie jest wszystko  jedno GDZIE …

Okolice świąt to czas, kiedy większość z nas zwalnia i nagle wpada na „dziwne”pomysły odwiedzenia przyjaciół, posiedzenia w bezruchu z książką w dłoni, zajrzenia komuś w oczy lub zajrzenia w niektóre miejsca. Szczególnie mocno przyciągają wtedy właśnie magiczne miejsca. W magicznych miejscach działają dobre duszki/duszyczki (czasem złe ale o tych miejscach nie chcę pisać) sprawiając swoimi czarami, że inni czują się jak… zaczarowani. W magicznych miejscach spotykają się ludzie, którzy powinni się spotkać ale może w innych miejscach mniej magicznych, albo zupełnie nie pozostających pod wpływem magii po prostu by się nie spotkali. Magiczne miejsca przyciągają innych magicznych ludzi dzięki czemu atmosfera czarów jeszcze się intensyfikuje. Tym właśnie magicznym sposobem zawitaliśmy ponownie w drewniane progi MILIMOI i chcąc zabawić tam „godzinkę” zostaliśmy cały dzień. Było, co tu dużo mówić, magicznie i po prostu przeuroczo.

Właściwie kiermasz świąteczny okazał się tylko pretekstem, żeby znów zobaczyć Milenę, zjeść zupę imbirową, praliny, ciastka bardzo czekoladowe i pooddychać klimatem otwartości, swobody i refleksji. Na podwórzu wśród stoisk z przetworami, literaturą, rękodziełem biegały dzieci, a rodzice rozsiani przy stolikach, zajęci rozmową czy kupujący wina w MIĘDZYWINAMI mieli poczucie, że dzieci bawią się doskonale. Ludzie poznawali się ze sobą, rozmawiali jak gdyby nigdy nic o tym i owym, snuli się między kolorami i zapachami. Rozwodzili się na temat jedzenia, picia, wychowania dzieci, świąt, wakacji. Niektórzy przyciągnęli swoich przyjaciół, żeby podzielić się z nimi znaną dobrze atmosferą okolicy i magią miejsca. A przyjaciele ulegali jej…

Kupując przetwory o magicznych smakach (pomarańcze z amaretto i cynamonem, morele z lawendą) poznałam przemiłą parę, którą fascynuje zdrowe, pełne smaku i zapachów jedzenie. Ludzi poszukujących ciekawego stylu życia jest wokół Mileny pełno. W MIĘDZYWINAMI nabyłam wspaniałą, aromatyczną oliwkę, którą uwielbiamy jeść jako dodatek do chleba. Szczególnie wspaniale smakuje z chlebem na zakwasie delikatnie w niej moczonym. Wystarczy podać jeszcze sałatkę i uczta gotowa. Długo siedzieliśmy w MILIMOI. Zajadaliśmy wyśmienitą, chrupiącą (a to ci niespodzianka) zupę imbirową, jedliśmy tarty z warzywami, piliśmy doskonałą kawę zagryzaną pralinami i ciastkami własnej roboty. Wspólnie jedząc rozmawialiśmy o sprawach bardzo ważnych i nie zauważyliśmy jak w magiczny sposób minęło kilka godzin…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Trochę mi głupio, że znów piszę o MILIMOI i to w samych superlatywach. Być może wygląda to dziwnie, że w ciągu tak krótkiego czasu wylądowaliśmy tam ponownie. Da się to wytłumaczyć magią ale również sympatią dla osób tworzących to miejsce. Mogliśmy tamten dzień spędzić w zupełnie inny sposób, zostać w domu, pójść do kina, nadrobić zaległości (cokolwiek to znaczy) ale wiedzieliśmy, że jadąc na kiermasz do MILIMOI naładujemy baterie na kolejne dni i będziemy rozsiewać pozytyw dalej w kosmos. No to rozsiewamy…

Proponujemy Wam zrobienie trufli czekoladowych w zielonym pyle, będą miłym wstępem i zapowiedzią tego co znajdziecie u Mileny w MILIMOI. A pamiętajcie, że jej praliny nie mają sobie równych!

Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się pod linkami!

Photos by Iza