Sałatka Tymka

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jednym z większych sukcesów RazemSmaczniej jest niegasnący zapał siedmioletniego Tymoteusza do gotowania. Tymek jest też wielkim smakoszem co na pewno zapał ten podsyca. Na zajęciach kulinarnych w szkole opracował z przyjaciółką recepturę na ulubioną swoją sałatkę i zdarza mu się dość często ją popełniać. Oczywiście samodzielnie. Zażądał ode mnie umieszczenia przepisu na naszym portalu co niniejszym czynię.

  • 4 jaja (najlepiej „zerówki”)
  • puszka kukurydzy
  • 150 g sera
  • 2 łyżki majonezu
  • odrobina soli
  • szczypiorek (ewentualnie)

Jaja należy ugotować na twardo i ostudzić. Następnie obrać dokładnie ze skorupek i bardzo drobno pokroić (Tymek najczęściej używa „jajcarki” – takiej maszynki do rozdrabniania jaj). Drobniutkie kawałki jajek wrzucamy do miski i dodajemy odsączoną kukurydzę. Ser żółty ścieramy na drobniutkiej tarce (Tymek uważa, że to bardzo ważne aby użyć drobnej tarki). Starty ser dodajemy do pozostałych składników i łączymy z odrobiną soli i majonezem. Teraz należy składniki dokładnie wymieszać. Tymek robi to dłuuuugo i dokładnie. Na koniec można sałatkę udekorować szczypiorkiem.

Tymek życzy smacznego i zachęca dzieciaki do robienia i jedzenia sałatki. Bo jest pyszna!

Photo by Iza

 

 

Dzieci gotują (Prolog)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Oznaki większego zainteresowania moich synów kuchnią obserwuję już od dawna ale teraz, kiedy RazemSmaczniej towarzyszy stale naszemu życiu objawy te się nasiliły. Chłopcy rozmawiają ze mną o gotowaniu, pytają o nasze kulinarne plany, ciekawią się sukcesami i smakiem potraw. Szczególnie zaangażowali się w przygotowywanie rastafariańskiego menu, pewnie głównie ze względu na muzykę, która towarzyszyła nam wszędzie. Również w kuchni. Zdarza im się ostatnio, nieproszonym,  przygotować samodzielnie proste desery a czas spędzony w kuchni zaliczają, zdaje się, do świetnej zabawy. Oczywiście nie zawsze tak jest, a właśnie wtedy kiedy najbardziej chciałabym ich zaangażowć do pracy i skorzystać z ich pomocy mają lepsze i ciekawsze zajęcia. Mimo wszystko mogę powiedzieć z całkowitą odpowiedzialnością i pewnością: dzieci ciągnie do kuchni.

Planowałyśmy pogotować z dziećmi razem i bardziej na poważnie  już od dawna ale jakoś się nie składało. Poza tym dręczył nas odwieczny problem co zrobić, żeby Kochani Milusińscy łaskawie zjedli. Wiem, że nie jestem jedyną mamą, która boryka się z tym problem. Jak podać zdrowe produkty, jaką nadać im formę, jak doprawić żeby usłyszeć „ale pychota mamo” i nie ujrzeć zmarszczonych nosków i wywracających do góry oczu. Zdrowe jedzenie moich dzieci nie pociąga, a zmiany stylu żywienia to ciągła walka ze złymi nawykami, pokusami otoczenia i powszechną dostępnością niezbyt zdrowych produktów. Edukacja jednak trwa, jest to proces trudny, wymagający inwencji, konsekwencji a niekiedy zdecydowania i nie ulegania kaprysom. Nie poddaję się. Moje dzieci też nie. Nie poddaje się również Lidka, która potraktowała naszą wspólną kolację jako wyzwanie. Przy każdym spotkaniu martwi się co chłopcy zjedzą i czy aby nie umrą z głodu jeśli znów będą zdrowe dania. Z tym większą ulgą zasiadła wraz ze mną do planowanie czegoś specjalnie dla nich. Poszłyśmy najprostszym tropem. Co dzieci lubią? Hmmm, co one lubią, żeby nie było słodkie, było pożywne, sycące i nie było tym co zwykle. W co „zapakować” warzywa, żeby zjadły i nie analizowały tego co jedzą zbyt skwapliwie (bo wtedy na pewno nie zjedzą). Padło na naleśniki. Wiedziałam, że naleśniki z kurczakiem skonsumują na pewno, nawet jeśli zrobimy je z ciemnej mąki (tak robię najczęściej). Postanowiłyśmy wypełnić je nie tylko drobiem (ekologicznie hodowanym, takim co miało dobre życie), który uwielbiają, serem, który jedzą ze wszystkim ale także cebulą, tymiankiem, i papryką(!). Moje dzieci jedzące paprykę pragnęłam ujrzeć bardziej niż cokolwiek innego. Chłopcy pomagali nam kroić produkty, posunęli się nawet do przygotowania surówki, choć zazwyczaj surówki są równie przerażające co papryka. Jednak sałatka z arbuzem i ogórkiem, którą zrobił Tymek (w trakcie przygotowań, niedopilnowany, o mały włos nie pochłonął całego arbuza), smakować będzie chyba wszystkim dzieciom. Moim smakowała, i nie przeszkadzała im nawet aromatyczna mięta (z ogródka przyjaciółki) i krem balsamiczny.

Z rozkoszą patrzyłam jak dzieciaki (i nie tylko) pochłaniają naleśniki z ciemnej mąki z kurczakiem i warzywami. Dla mnie przygotowano specjalną wersję (o tym już jutro). Prowadziliśmy miłą rozmowę przy stole ciesząc się, że da się jednak zdrowo i wspólnie. Przy okazji uświadomiłam sobie, że korzyści z dopuszczenia dzieci do pracy  w kuchni są wszelakie. Przede wszystkim wychowujemy dziecko w poczuciu, że jest to ważne i „fajne” miejsce, w którym może się coś ciekawego wydarzyć (szczególnie istotne jest to, wydaje mi się, dla rodziców chłopców, niech mali mężczyźni wiedzą, że w kuchni nie straszy). Mamy możliwość „sprzedać”, rozwijającym swoje gusta i przekonania małym ludziom, nieco filozofii zdrowego stylu życia: opowiedzieć o produktach, których używamy, dlaczego ich używamy i jak ich używamy. Mamy okazję spędzić z nimi trochę czasu, i podczas gdy nasze ręce i ręce naszych dzieci są zajęte, głowy mogą podlegać przeróżnym procesom myślowym, a usta prowadzić pasjonującą konwersację (właściwie wystarczy mówić „aha”, gdy oni opowiadają o skrzydlatym potworze strzelającym ognistymi kulami „o tak, i tak” ). W kuchni z dziećmi jest naprawdę fajnie i mimo, że trzeba zachować ostrożność, być czujnym przewodnikiem i cierpliwym nauczycielem dość szybko się okazuje, że nasze dzieci są w kuchni bardzo pomocne. Będziemy więc nadal razem z nimi gotować i dzielić się z Wami wspólnymi osiągnięciami. Nie możemy się już doczekać.

 

 

 

 

 

 

 

Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się pod linkami.

Photo by Kamil