Piknik „Razem smaczniej” zbiegł się w czasie z końcem świata. Wprawdzie z końcem, który w końcu nie nastąpił, ale chyba łatwo wyobrazić sobie tę podniosłą atmosferę. Radośni, wygrzani w warszawskim słońcu, nasyceni doborowym towarzystwem z ulgą przyjęliśmy fakt, że godzina 18.01 wydarzyła się jednak w dniu 21 maja 2011 roku. A przecież miało tak nie być…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pomysł na piknik kiełkował w głowie Lidki już od dawna, „Iza, zróbmy piknik, no zróbmy piknik, ja chcę piknik, można zaprosić mnóstwo ludzi i jeść na trawie…”. Nie dałam się długo prosić zwłaszcza, że obsesja Lidki stawała się coraz bardziej męcząca. Zaproponowałam Pola Mokotowskie, które wykorzystuję z dziećmi dość często do sprawiania sobie przyjemności (rolki, rowerki, spotkania z przyjaciółmi). Jednak nigdy, przenigdy nie jadłam na trawie w warszawskim „Central Parku”. Nie zwlekając wysłałyśmy zaproszenie do kilku przyjaciół, oni wysłali do kilku przyjaciół i w ten prosty, pantoflowy (nie mylić z pantoflarskim) sposób znaleźliśmy się w gronie około 30-tu osób na łonie miejskiej, gościnnej przyrody. Pojawili się ludzie cudowni, interesujący, pełni energii i do tego pięknie ubrani. My to mamy szczęście…

Wszystko wokół było niezwykłe. Niby centrum stołecznego miasta a panowała jakaś wiejsko-sielska atmosfera, kojąca, doskonała na wszelkie problemy i całotygodniowe zmęczenie. Pogoda dopisała, choć wcześniej, tuż przed piknikiem grała z nami w ciuciubabkę. Towarzyszyło nam mnóstwo niesamowitych zjawisk, zbliżający się koniec, a co za tym idzie wszechogarniająca, niemal materializująca się refleksja, pies uśmiechający się do jedzenia (dosłownie) oraz mokry hart pozbawiony „en face”. Miał tylko dwa profile, bidulek. Kosiliśmy trawę śmiechem (dowcip głównie sytuacyjny), ukwiecaliśmy ją uśmiechami a nasze rozmowy, o mały włos, a rozwiązałyby kilka palących problemów. W trakcie tych wszelkich, przyjemnych, pełnych radości działań oczywiście jedliśmy…

A jeść było co. Bo jedzenia było w bród, wszystko pyszne, sprytnie i pięknie podane starczyło (z nawiązką) na długie oczekiwanie na nienadchodzący koniec. Nie tylko my przygotowałyśmy się kulinarnie na spotkanie. Każdy z przybyłych, w miarę swoich możliwości, przyniósł co nieco, a wiele z tych dań zapadło w naszą pamięć i wypełniło brzuszki po brzegi. Przepiękne muffinki Marty, zdrowe i pyszne naleśniki Marty (innej Marty), nieziemskie bułeczki z „Charlotty” (Chleb i Wino, plac Zbawiciela), lemoniada Dorotki (WhiteChocolateMoccha) i (uwaga) jeszcze innej Marty, tortille Karola, kiełbaski w cieście francuskim Moniki a również soki, pączuszki, owoce i… koce. Lidzia przygotowała wspaniałe, niekończące się przekąski: tosty z łososiem, kanapki z pastą jajeczną i pomidorem, ciabatę z kurczakiem, ananasem i kiełkami. Nie zabrakło też muffinów czekoladowych z migdałami, również jej autorstwa. Wszystko pyszne i świeże nie ustępowało smakiem przygotowanym przeze mnie: tarcie razowej z warzywami i fetą oraz ciastu „na zdrowie”. Jego nazwa odnosi się do faktu,że pomimo swojego „eko-składu”, przypadło do gustu nawet osobom lubiącym bardziej „tradycyjne” słodycze. Mam tu na myśli również wymagające, jak zwykle, dzieciaki. Na szczęście dla naszych ciał (i dusz), ku uciesze niektórych miłośników piłki (brawo Artur), amatorów kółek przy stopach (Olu, dziękuję za niezapomniane podróże alejkami i cudowne „przygody”, śmiejesz się ??) i rasowych biegaczy (Tymek, byłeś wszędzie) był też SPORT. Chwała mu za to!

Nasz piknik, przebiegł w atmosferze niesamowitości, radości i poczucia wspólnoty. Dzięki cudownym ludziom, którym bardzo dziękujemy, przebiegł również w „oka mgnieniu” i skończył się nim zdążyliśmy się nim nacieszyć. A świat się nie skończył. Stoi jak stał i pewnie jeszcze trochę postoi. Niestety nie od nas (a szkoda) zależą losy tegoż świata. Może w jakimś stopniu zależą, ale napewno w niewielkim… Chcemy na przykład, żeby było milej, piękniej, bardziej kolektywnie, smaczniej i oczywiście zdrowiej. Robimy co w naszej mocy. I będziemy się starać. Niezależnie od tego gdzie będziemy, choćby na końcu świata, i niezależnie od tego (co udowodniłyśmy) ”kiedy” będziemy, choćby przed końcem świata… Następny piknik „Razem Smaczniej” już wkrótce.

Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się pod linkami.

Photo by Iza, Lidka, Marta