Tafla truskawkowa bez cukru i glutenu

Odkąd mój starszy syn i ja mamy narzuconą dietę bez cukru, radzimy sobie jak możemy. Oto jeden z naszych deserów inspirowany przepisem z książki „I quit sugar” Sarah Wiloson.

  • około 15 truskawek
  • 5 łyżek wiórków kokosowych
  • 1/3 szklanki oleju kokosowego
  • 5 łyżek masła (najlepiej delikatnie solonego)
  • 2 łyżki kakao
  • 2 łyżki syropu ryżowego

Na talerzu, płaskim, rozkładamy papier do pieczenia. Ja najczęściej obcinam papier tak aby idealnie pasował do talerza. Na papierze rozrzucamy pokrojone w plastry truskawki. Wcześniej oczywiście umyte i osuszone. Truskawki posypujemy niesłodzonymi wiórkami kokosowymi.

W rondlu rozpuszczamy olej kokosowy i masło dodając kakao i syrop ryżowy. Mieszamy wszystko na gładką masę. Polewamy truskawki i wiórki uzyskaną masą.

Teraz najprostsza część. Wystarczy poczekać 30 minut aż deser stężeje w zamrażarce.  A czekać warto!

Smacznego!

Photo by Iza

 

 

Ciasto z truskawkami – bezglutenowe

  • 4 jajka
  • 1 szklanka brązowego cukru
  • 1 szklanka mąki kukurydzianej
  • 0,5 szklanki mąki ziemniaczanej
  • 3 łyżki oliwy z oliwek
  • 1 łyżka octu jabłkowego
  • 2 łyżki wody
  • 0,5 łyżeczki proszku do pieczenia (najlepiej bezglutenowego)
  • około 0,5 kg truskawek
Jajka ucieramy z cukrem na gładką masę, dość długo i cierpliwie (mikser będzie najlepszy). Następnie, ciągle mieszając, dodajemy oliwę i ocet. Potem mąki i proszek do pieczenia.
Formę (ja użyłam okrągłą ceramiczną tortownicę) smarujemy masłem i wysypujemy bułką tartą.
Teraz wlewamy naszą masę.
Na wierzchu układamy truskawki. W całości. wbijamy je w ciasto dosyć gęsto.
Ciasto pieczemy przez około 50 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.
Przed podaniem posypujemy cukrem
Smacznego!

Photo by Iza

 

Brownie bez mąki z ziarnami i sosem truskawkowym

  • 225 g gorzkiej czekolady (70 % miazgi kakaowej)
  • 225 g masła
  • 150 g fruktozy
  • 3 jajka, roztrzepane
  • 100 g pestek słonecznika
  • 100 g pestek dyni
  • 50 g rozdrobnionych migdałów
Sos truskawkowy:
  • 500 g słodkich truskawek
  • garść świeżych liści mięty

W rondlu o grubym dnie (lub w kąpieli wodnej) rozpuszczamy czekoladę  i masło na małym ogniu. Zdejmujemy rondel z ognia, dodajemy fruktozę, mieszamy i odstawiamy do przestygnięcia. Gdy masa już przestygnie dodajemy jajka, mielone migdały i pestki. Przekładamy masę do kwadratowej foremki o boku 24 cm. Brownie pieczemy 25-30 minut w piekarniku rozgrzanym do 170 stopni.
Kiedy wystygnie, ostrożnie kroimy na mięciutkie kwadratów.

 

Photo by Iza

 

Cykoriowe łódeczki z humusem

Odstawienie pszenicy nastręcza czasem nieco trudności. Bo jak zjeść ukochany humus, który do tej pory spożywało się ze smakiem na pajdzie chleba? Pomysły na śniadanie bez pszenicy są owocem gimnastyki umysłu, walki z przyzwyczajeniem i zabawą z wyobraźnią. Jest miło! Podstawą był oczywiście zakup cykorii…

  • 1 cykoria
  • pęczek natki

humus

  • puszka cieciorki (około 400 g)
  • 4 łyżki sezamu
  • sok z 1 limonki
  • 4 łyżki oliwy z oliwek
  • 1 łyżki oleju sezamowego
  • szczypta soli
  • ewentualnie ząbek czosnku

Sezam prażymy na suchej patelni uważając aby go nie spalić. Podprażony sezam miksujemy w blenderze z odcedzoną cieciorką. Następnie dodajemy cieciorkę, sok z limonki, pokrojony dość grubo czosnek, oliwę i szczyptę soli i ponownie, dokładnie miksujemy. Gdyby pasta okazała się zbyt gęsta możemy dodać odrobinę przegotowanej, ciepłej wody.

Cykorię rozdzielamy na listki i w każdej „łódeczce” umieszczamy humus łyżeczką. Każdą „kanapkę” posypujemy suto posiekaną natką.

Śniadanie gotowe… I czegóż chcieć więcej? Może jeszcze kawy

Smacznego!

Photo by Iza

 

Zupa tajska z krewetkami

  • 2 marchewki
  • 1 pietruszka
  • kawałek selera
  • por
  • papryczka chili
  • cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • gałązka trawy cytrynowej (ja dałam łyżeczkę startej i mrożonej)
  • 2 cm kawałek imbiru
  • 1,5 limonki
  • liść laurowy, ziele angielskie, ekologiczne warzywko, zioła
  • około 600 ml mleka kokosowego
  • około 600 g średnich krewetek
  • olej ryżowy
Ewentualnie:
  • świeża kolendra lub natka
  • makaron sojowy

W garnku o grubym dnie rozgrzewamy 4 łyżki oleju ryżowego. Pokrojone drobno cebulkę, czosnek i imbir podsmażamy na złoto. Dodajemy również drobno posiekaną papryczkę chili (ilość zależy od preferencji w sprawie ostrości), ja dodałam jej pół. Teraz czas na pozostałe warzywa. Umyte, obrane i pokrojone dość drobno wrzucamy do garnka i delikatnie podsmażamy. Solimy je i dodajemy ekologiczne warzywko. Mieszamy.  Po około 7 minutach zalewamy wszystko 2 litrami wody. Teraz dorzucamy liść laurowy, ziele angielskie. Ja dodałam jeszcze łodyżki natki (bez liści), lubczyk i trochę kolendry oraz mięty. Tak naprawdę można użyć takie zioła jakie mamy i jakie lubimy. Kolendra i mięta świetnie się sprawdzą na pewno. Wywar gotujemy na wolnym ogniu przez około 20 minut.

W tym czasie przelewamy zamrożone krewetki wrzątkiem. Gdy minie wyznaczony czas na bulgotanie rosołu mamy dwa wyjścia, albo przecedzamy rosół aby powstał klarowny wywar, albo zostawiamy go z pływającymi warzywawami. Po podjętej decyzji dodajemy krewetki i po 5 minutach wlewamy mleko kokosowe i sok z limonki. Wyłączamy ogień.

Zupa jest właściwie gotowa. Podajemy ją z kolendrą lub natką a dodatkowo można zaserwować do środka drobny makaron sojowy.

Smacznego!

Zapraszamy do lektury spotkania przy stole: Pszenico, zdradliwa Pani…

Photo by Iza

 

 

Pszenico, zdradliwa pani…

Szczerze mówiąc jestem zaintrygowana. Od dawna żaden pomysł dietetyczny nie wzbudził tylu moich refleksji i pytań a także nie rozbudził nadziei. Bo muszę przyznać, że jako zatwardziały „pszenicofil” nie czuję się idealnie z moim uwielbieniem dla tego ziarna, a codzienne (niby) zdrowe zwyczaje żywieniowe nie powodują znikania pewnych dolegliwości. Na temat zdrowia rozwijać się nie będę aby nie przynudzać ale mogłoby być lepiej (choć nie jest najgorzej). Mimo, że zjadam produkty pełnoziarniste, piekę chleby, dodaję zdrowe składniki wcale się od tego lepiej nie czuję. Coś ewidentnie nie gra a chorobliwe przywiązanie do węglowodanów ogranicza często moje menu i eliminuje produkty zapewne bardziej mi potrzebne. To wiem od dawna ale skąd wiadomo, że to właśnie pszenica jest „be”? Czy to kolejna moda czy naprawdę coś w temacie siedzi?

Zaczęło się od audycji dr Mularczyka. Dostałam od niego maila, wnikliwie i cierpliwie wysłuchałam audycji

http://www.polskieradio.pl/9/304/Artykul/793976,Zastanow-sie-dwa-razy-zanim-siegniesz-po-buleczke

Po wysłuchaniu audycji przerażona dzwonię do przyjaciółki informując ją, że jest źle, i to bardzo. Wyłuszczam jej, że chyba trzeba będzie wszystko wywrócić do góry nogami. A przecież tak mi się nie chce. Ona na to, żeby się uspokoiła bo przecież to niemożliwe, żeby tak żyć i że bez przesady, że jemy całkiem zdrowo i w ogóle… To się uspokoiłam na jakiś czas.

Ta sama przyjaciółka, miesiąc później pokazuje mi książkę Williama Davisa ” Dieta bez pszenicy” i mówi, że czas na rewolucję, że dosyć tego, że pszenica nie ma tej wartości co kiedyś bo ją amerykanie zepsuli i w ogóle… Znów się zainteresowałam i uśpione pytania rozbrzmiały ze zdwojoną siłą. A może warto spróbować?

Próbujemy, od dwóch dni. Wczoraj było super, dziś trochę gorzej odzywa się tęsknota za węglowodanem ale uaktywnia się kreatywność i ciekawość nowinek. Zgodnie z radą pani redaktor skupiam się na tym co mi wolno a nie na tym czego nie. Ogólnie unikam glutenu i sprawdzam co się z tego urodzi. Może nowe zwyczaje? Będę informować na bieżąco.

Dziś wczorajsza ZUPA TAJSKA Z KREWETKAMI. Doskonała alternatywa na obiad bez glutenu. By by pszenico!

Aha i jeszcze jedna uwaga, od dziś, przez jakiś czas będę udawać, że jestem uczulona na gluten bo nie chce mi się tłumaczyć w restauracjach, że bardzo nie chcę pszenicy na moim talerzu. Ale czy na pewno nie chcę?

Photo by Iza

 

Curry dyniowe z cieciorką

Kochani, póki za oknem jeszcze jako tako, chce się wszystko. Skoczyć na bazar, kupić dynię, odwiedzić przyjaciółkę, gotować z nią. Jak się chce to się chce. A mi się dziś zachciało (lub misie, dziś zachciało) czegoś hinduskiego i cieciorki. Można? Można…

Kupiłam lub miałam:

  • około 400 g cieciorka (po ugotowaniu, lub z puszki)
  • 4 szalotki
  • 5 ząbków czosnku
  • 2 małe papryczki chili
  • około 2 cm kawałek imbiru
  • 2 szklanki pure z dyni (jak zrobić, np. TUTAJ)
  • 1 żółta (lub pomarańczowa) papryka
  • kurkuma 2 łyżeczka
  • kolendra (ziarna) 2 łyżeczki
  • 6 ziarenek kardamonu
  • pieprz czarny 1 łyżeczka
  • pieprz cayenne 1 łyżeczka
  • sól 1 łyżeczka
  • pół limonki
  • 3 łyżki oliwy z oliwek
  • 6 łyżek jogurtu

Dynię myjemy, kroimy na spore kawałki i układamy na blaszce pokrytej papierem do pieczenia. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 40 minut. W czasie pieczenia przygotowujemy pozostałe produkty. Na patelni należy zeszklić na oliwie pokrojone drobno szalotkę z czosnkiem i imbirem. Po chwili dodajemy pokrojone chili. Po 3 minutach wrzucamy ziarna kolendry i kardamon. Teraz kroimy paprykę i dodajemy po kolejnych trzech minutach. Pamiętamy o mieszaniu. Po kolejnych 3 minutach wrzucamy ugotowaną cieciorkę (lub odsączoną z puszki). Upieczoną i lekko przestudzoną dynię oddzielamy łyżką od skóry (odchodzi wyśmienicie) i miksujemy lub rozdrabniamy widelcem. Dodajemy na patelnię. Solimy i pieprzymy oraz dodajemy pozostałe sypkie przyprawy. Dusimy kolejne 3 minuty. Teraz dodajemy 6 łyżek jogurtu naturalnego i wyłączamy ogień lub elektryczność. Wciskamy sok z limonki, mieszamy i możemy się delektować. Danie jest pyszne. Jeśli okazałoby się zbyt ostre można dodać jeszcze nieco jogurtu. Podajemy je z brązowym ryżem lub kaszą jaglaną.

Smacznego!

Photo by Iza

 

Zupa marchwiowo-kokosowa

  • około 650 g marchewki
  • 2 średnie cebule
  • 2 średnie ziemniaki
  • 3 cm-owy kawałek korzenia imbiru
  • 6 szklanek wody
  • łyżka miodu
  • 3/4 szklanki mleka kokosowego
  • sól i biały pieprz do smaku
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • oliwa z oliwek

Wszystkie warzywa myjemy i obieramy ze skórki. Marchewkę kroimy w plasterki, cebulę w piórka a ziemniaki w kostkę. W rondlu lub garnku o grubym dnie (wypełnionym 3 łyżkami z rozgrzanej uprzednio oliwy z oliwek) smażymy cebulę na złoto. Dodajemy plasterki marchewki, ziemniaki, i pokrojony drobno imbir. Dusimy przez około 15 minut. Następnie wlewamy wodę i zmniejszamy ogień. Gotujemy przez około 10 min. Teraz nadchodzi czas na miksowanie. Zdejmujemy zupę z ognia i robimy to (najlepiej „żyrafą” bo wtedy nie musimy jej przelewać) na gładką masę. Wstawiamy zupę z powrotem na gaz i dodajemy miód, mleko kokosowe, sos sojowy oraz sól i pieprz,. Dajmy potrawie jeszcze 5 minut na małym ogniu i będzie gotowa. Podajemy z natką pietruszki (koniecznie) grzankami lub prażonymi pestkami słonecznika.

Jest cudowna. Smacznego!

Photo by Iza

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Spaghetti razowe z cukinią i marchewką

 

 

Uwielbiam proste, zaskakujące przepisy. Uwielbiam, kiedy warzywne dania potrafią satysfakcjonować mięsożerców i uwodzić niewiernych. Uwielbiam cukinię i marchewkę i ten aksamitny sos… Kiedyś podobny makaron przygotowała dla mnie moja przyjaciółka Magda i nigdy jej tego nie zapomnę.

To danie to nie tylko wspaniały pomysł na „wykwintny”, codzienny obiad ale również dobra propozycja dla dbających o linię. Nieprzesadnie kaloryczny ale też pożywny pozwoli nasycić się ale nie przejeść. Tym bardziej zachęcamy!

  • 250 g razowego makaronu spaghetti
  • 1 średnia cukinia
  • 3 średnie marchewki
  • około 2 łyżek oliwy z oliwek
  • pieprz i sól do smaku
  • natka pietruszki do dekoracji (ewentualnie)
sos:
  • 5 łyżek oliwy
  • około 60 g sera rokpol
  • 2 ząbki czosnku
  • 3 łyżeczki musztardy sarepskiej (choć nie powinnam, polecam Roleski)
  • nieco pieprzu
Marchewkę i cukinię myjemy, oczyszczamy (kiedy cukinia jest młoda nie musimy jej obierać) i ścieramy na tarce o grubych oczkach. Oczywiście polecamy wszelki maszyny rozdrabniające ale poczciwa, tradycyjna tarka też się doskonale sprawdzi. Na dużej patelni rozgrzewamy oliwę. Dodajemy starte warzywa i najpierw delikatnie podsmażamy a potem dusimy przez około 15 minut. Warto uważać aby zbyt mocno nie zmiękły i zachowały pożądaną, delikatną jędrność. W czasie gdy warzywa się duszą (od czasu do czasu przez nas mieszane) przygotowujemy sos.
W małym rondelku o grubym dnie rozgrzewamy oliwę. Dodajemy rozdrobniony czosnek (najlepiej pokrojony bardzo drobno) i delikatnie podsmażamy uważając, aby się nie spalił. Po chwili dodajemy ser i mieszając rozpuszczamy go. Teraz czas na musztardę. Łączymy ją z pozostałymi składnikami na gładką masę. Zdejmujemy rondelek z ognia, dodajemy nieco pieprzu i sos mamy gotowy.
Makaron, oczywiście ugotowany al dente (wg przepisu na opakowaniu), układamy w zgrabne gniazdo na głębokim talerzu. Pokrywamy duszonymi warzywami i polewamy sosem. Podajemy niezwłocznie, udekorowane liśćmi natki pietruszki. Smacznego! A będzie :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Photo by Iza

 

 

Spaghetti razowe z papryką i kardamonem

  • 250 g razowego spaghetti
  • 3 łyżki oliwy z oliwek
  • około 2 cm korzenia imbiru
  • 1 średnia czerwona papryka
  • 1 szalotka
  • 2 ząbki czosnku
  • 6 ziaren kardamonu
  • garść świeżej kolendry
  • kawałek parmezanu
  • łyżeczka soku z limonki
  • pieprz, sól

„Co tak pięknie pachnie mamo?” – rzekł mój syn powróciwszy do domu ze szkoły. „To moje spaghetti” – odrzekłam – „Masz ochotę spróbować”. „O tak, mamo, wielką…”

I wyobraźcie sobie smakowało. Prosty makaron o dość odważnym smaku ujął mojego syna i mnie również. Dzisiejszy, ekspresowo przyrządzony, obiad zaliczam do niezwykle udanych. A robi się go tak…

Brązowe spaghetti gotujemy al dente w lekko osolonej wodzie. Odcedzamy i przelewamy zimną wodą.

Na patelni rozgrzewamy oliwę i zaczynamy podsmażanie. Najpierw wrzucamy pokrojony w drobną kosteczkę imbir, następnie, dosłownie po chwili, drobno pokrojone czosnek i szalotkę. Po około 2 minutach dorzucamy paprykę. Całość podsmażamy na średnim ogniu przez około 5 minut. Teraz czas na potraktowane moździerzem ziarna kardamonu, sól i pieprz. Po około 3 minutach dodajemy makaron i dosłownie minutkę podsmażamy łącząc go z pozostałymi składnikami. Gasimy palnik. Spaghetti, jeszcze na patelni skrapiamy sokiem z limonki i posypujemy kolendrą. Przekładamy na talerze i dekorujemy tartym parmezanem. Danie, jest gotowe i naprawdę pyszne! Smacznego!

Photo by Iza