Nasz Manifest

W celu uporządkowania myśli odkopałyśmy dawną lekturę. Przy kawie (słabość) ale bez ciasteczka (siła woli) przeglądałyśmy stronice książki Mireille Guiliano „Francuzki nie tyją”. Tytuł zachęcił nas już kilka lat wcześniej, no bo jeśli Francuzki rzeczywiście nie tyją, to może my też możemy. W poszukiwaniu sekretu, zawartego w podtytule, zgłębiałyśmy łapczywie lekturę. Książkę tę czyta się znakomicie i jest tak smakowicie napisana, że połyka się ją niemal w całości. Jednak, żeby ją zrozumieć, zastosować się do jej zaleceń, znaleźć sekret drzemiący na stronicach trzeba trochę dystansu i doświadczenia. Tak nam się dziś wydaje. Kilka lat temu nie byłyśmy jeszcze gotowe na odnalezienie sposobu, który podobno, Francuzki znają od wieków. Teraz, trochę starsze, może bardziej refleksyjne i mniej zdesperowane znów trzymałyśmy książkę w ręku i dumałyśmy nad tym, o co w tym wszystkim chodzi.  Ludzie wokół kręcili się, siadali, rozmawiali, zastanawiali się co zamówić, zamawiali, zjadali. Niektórzy jedli szybko, inni wolno. Jedni mieli poczucie winy wypisane w spojrzeniach rzucanych na jedzone smakołyki inni rozkosz rysującą na twarzy po każdym kęsie. Ile emocji budzi jedzenie, pomyślałam. Ale czy zawsze są to emocje pozytywne? Mimo wszystko chcemy żeby były pozytywne. Siedząc wspólnie przy stoliku kawowym posumowałyśmy wnioski i skleciłyśmy swoisty manifest, NASZ MANIFEST!

Oto on:

1. Każdy posiłek to obrządek należy mu się odpowiednia oprawa i celebracja.

2. Nigdy nie jemy sami. Bo nawet jeśli jemy sami jesteśmy sami… ze sobą, a to doskonale towarzystwo.

3. Nie godzimy się na byle jakość. Nie chcemy tym samym jeść byle czego, byle gdzie, byle jak, byle …. zjeść

4. Naszym celem jest podsycanie radości życia, traktowanie go jako źródła przyjemności. Więcej, nasz cel, to radość życia sama w sobie.

5. Dbamy o wszystkie trzy komponenty, ciało, umysł i ducha.

6. Chcemy podsycać pozytywną energię i apetyt na życie.

7. Wprowadzamy całkowity (no może nie taki całkowity) zakaz rozmawiania o dietach, przy jedzeniu. Zwłaszcza z nieznajomymi.

8. Wypowiadamy wojnę (g)astronimicznej nudzie. Urozmaicenie przeciwdziała złym nawykom żywieniowym.

9. Cieszymy zmysły  kolorem, zapachem, fakturą, różnorodnością.

10. Mniej znaczy więcej, jemy wszystko (no prawie wszystko) ale z umiarem.

11. Dążymy do wagi   ” dobrego samopoczucia” jeśli oczywiście nie stoi ona w sprzcznosci z zachowaniem zdrowia.

12. Chcemy zastępować śmiecie smakołykami.

13. Pragniemy znaleźć drogę, na której nasz apetyt nie będzie stał w sprzeczności z dobrem innych istot i naszego świata (bardzo  trudne!)

i wreszcie:

14. Spotykamy się po to, żeby było miło. Bo RAZEM SMACZNIEJ, zdrowiej i ładniej.

I tyle. Na razie. Może jeszcze nam coś wpadnie do głowy. Na pewno spotkamy kolejnych inspirujących ludzi, lektury, miejsca. Dziś chyba odkryłyśmy to co można nazwać francuską metodę „kulinarną”. Naszym zdaniem brzmi ona tak:  pozwól aby twoje dążenie do zdrowego ładnego wyglądu „zaprzyjaźniło” się z twoim pragnieniem zmysłowych przyjemności, słabości do jedzenia. Znajdź swój Złoty środek. Poszukamy!

 

Dieta krojona na miarę!

Jak zwiększyć stres przedobiednich przygotowań? Proste, wystarczy zaprosić na przyjęcie dietetyka. Niby kolega ale czy spojrzy łaskawie czy zbeszta. Zaakceptuje skladniki, proporcje, smak i …. i w ogóle. Ostatecznie spróbujemy uwieść  go estetyką. Oczywiscie podanych potraw. Michał Mularczyk jest lekarzem i w swojej działalności łączy zawód z zamiłowaniem do poszukiwania zdrowego stylu życia (niby oczywiste, a jednak nie zawsze).  Dietetyką zajmuje się od lat z wielką pasją i zaangażowaniem. Może się wydawać dość radykalny w swych poglądach ale w gruncie rzeczy jego zalecenia zrodzily się ze zdrowego rozsądku. Zwolennik diety krojonej na miarę (przed rozpoczeciem diety zaleca zrobienie badań), powolnego żucia (hasło na dziś!), aktywnego życia a przede wszystkim podsycania w sobie radości i entuzjazmu. Misja – odżywić grubasów, bo Ci jego zdaniem są najbardziej niedożywieni ze wszystkich. Michał nie lubi liczenia kalorii, nie wierzy w skuteczność diet niskokalorycznych (Czy ktoś z Was widział kalorię?). Wierzy w najdanie się do syta odpowiednimi produktami, w odpowiednich konfiguracjach. Zaleca ograniczenie słodyczy (nie będzie dziś deseru, ech) i odżywianie się jak najmniej niezdrowo eliminując chemiczne dodatki i polepszacze i stawiając na potrawy przygotowane samodzielnie. Planując posiłek kierowałyśmy się jego wytycznymi. Zupa poszła na pierwszy ogień (najpierw pokarmy płynne, potem stałe). Bałyśmy się połączenia mięsa ze skrobią (ziemniaki) głównie dlatego, że Michał nie pozwala, ale również dlatego, że jedna z nas mięsa nie jada. Zdecydowałyśmy się więc na zupę z brukselką opartą o bulion warzywny wykonany z ekologicznej włoszczyzny (vivat produkty doskonałej jakości!). Na drugie podałyśmy … starter, w postaci sałatki z jajkiem w koszulce. Mieniąca się kolorami, bogata w witaminy i kolory odstraszała jedynie dzieci, które jak wiadomo, mogą być znienacka zaatakowane przez witaminy. Na trzecie podałyśmy drugie, również bezmięsne ponieważ był ryż. Wg zaleceń Michała Mularczyka podając skrobię należy unikać mięsa. Można sobie jednak pozwolić na sos pozostały z tegoż mięsa przygotowania. Curry warzywne wyglądało naprawdę okazale. Było smaczne, choć nieco ostre (dla nas bomba!).

Jednym ze sztandarowych haseł Michała postanowiłyśmy prowokować naszych gości do refleksyjnego spożywania. Każdy, obok swojego talerza napotkał karteczkę z propozycją, a raczej przepisem na dobre trawienie i lepsze przyswajanie pokarmów. „Żuj powoli” nawoływało hasło . Brzmi kontrowersyjnie ale nasi goście z uśmiechem przyjęli ten pomysł. Przy stole wrzało. Oprócz Michała gościli u nas: Kasia – wydawca książek kucharskich, Kamil – fotograf, Miłosz – fotograf i grafik, Marcin – mistrz nożyczek, Paweł -kompozytor, Franio i Tymek (synowie Izy), Michał (syn Michała seniora). Wszyscy zadawali ekspertowi pytania  nie przekrzykując się nawzajem jedynie z powodu dobrego wychowania. Ten, dzielnie odpowiadał tłumacząc sprawy fachowo ale na tyle przystępnie, że każdy, nawet dziecko, mógł zrozumieć. Przy okazji udowodnił, że żywienie, zdrowy styl to naprawdę jego pasja a zdolności pedagogiczne (o boska cierpliwości dla nas laików) to ukryta zdolność, którą być może kiedyś przyjdzie mu wykorzystać.

Udało się zadowolić Szanownego Dietetyka. Pochwalił dobór dań, połączenia składników, estetykę a przede wszystkim smak potraw. Jak to określił, posiłek był skomponowany „poprawnie metabolicznie”. Cieszymy się tym faktem do dziś. Postanowiłyśmy dogłębniej przyjrzeć się diecie Michała Mularczyka i w przyszłości zorganizować jeszcze spotkania pod jego „patronatem”, jeśli  tylko wyrazi zgodę. Jedno jest pewne, nie wyobrażamy sobie, ze całe życie liczymy uważnie kalorie. A przecież dieta musi być na całe życie, bo tylko na takiej jesteśmy w stanie  efektywnie schudnąć nie obawiając się efektu jo-jo. Sztuką nie jest schudnąć, sztuka jest nie przytyć. Howgh!

Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się pod linkami!

Fotos by Milo i Kamil

Curry warzywne

  • 200 g ugotowanej czerwonej soczewicy (może być z puszki)
  • 2 papryki pokrojone w grubą kostkę
  • 2-3 średnie cukinie
  • 3 duże cebule, pokrojone w plasterki
  • 2 ząbki zmiażdżonego czosnku
  • 2 łyżeczki startego lub pokrojonego świeżego imbiru
  • 1-2 chilli
  • 1 jogurt (typ grecki)
  • garam masala, curry, sól, świeży pieprz
  • 3-4 łyżki posiekanych liści kolendry i/ lub natki pietruszki
  • łyżka oleju ryżowego

Podgrzewamy olej ryżowy w dość dużym garnku.
Na rozgrzany tluszcz wrzucamy pokrojoną cebulę, czosnek, imbir i smażymy chwilę. Następnie zmniejszamy ogień i dodajemy przyprawy: paprykę, chili i lekko zrumienioną cukinię.  Gdy warzywa zmiękną dodajemy soczewicę i przyprawy (sporo curry, garam masala, troszkę soli i świeży i pieprz). Po wymieszaniu gotujemy jeszcze kilka minut, a następnie dodajemy jogurt. Dusimy pod przykryciem jeszcze ok 10 minut na bardzo malym ogniu. Uważamy aby warzyw nie rozgotować i nie odebrać im wyglądu, smaku i zdrowia.
Podajemy z ugotowanym, brązowym ryżem (lub kaszą jaglaną), kolendrą i/lub pietruszką. Smacznego i zdrowego.

Zapraszamy do lektury spotkania przy stole: Dieta krojona na miarę

Photo by Kamil/magazynwrazen.pl

Sałatka z jajkiem w koszulce

  • 3 garście ulubionych sałat,
  • garść groszku cukrowego
  • 4 ładne pieczarki
  • 4 jajka
  • Olej lniany budwigowy (lub oliwa z oliwek), sól, pieprz

Groszek cukrowy wrzucamy do lekko osłodzonej wrzącej wody i gotujemy 5- 10 min, nastepnie odlewamy i pozostawiamy do wystygnięcia. Pieczarki myjemy, i obieramy (lub nie), a następnie kroimy w grube plastry. Na oczyszczonaj sałacie rozrzucamy groszek, pieczarki, całość polewamy olejem lnianym i przyprawiamy. Na środku naszej sałatki kładziemy jajko ugotowane na miękko w koszulce i nacinamy nożem, tak aby żółtko się rozlało na sałacie.

Smacznego i na zdrowie!

Zapraszamy do lektury spotkania przy stole: Dieta krojona na miarę

Foto by Milo

Zupa z brukselką

  • 500 g brukselki (może być przekrojona na pół, ale my wolimy w całości)
  • cebula pokrojona w piórka
  • włoszczyzna (2 marchewki, 1 pietruszka, 1/4 selera, por)
  • 200 g ziemniaków pokrojonych w kostkę
  • 2 łyżki oliwy
  • sól, pieprz, ziele angielskie, liść laurowy
  • majeranek
  • natka pietruszki

Włoszczyznę kroimy w talarki a następnie dusimy na oliwie. Do warzyw dolewamy cztery szklanki wody (najlepiej wrzątkek), dodajemy przyprawy, 2 łyżki oliwy i gotujemy pod przykryciem ok 15 minut. Brukselkę i ziemniaki dorzucamy do warzyw,a w tak zwanym między czasie, na patelni lekko przysmażamy cebulę z łyżeczką majeranku. Gdy cebula już się zeszkli, dodajemy ją do zupy i gotujemy ok 15- 20 minut do miękkości ziemniaków.
Podajemy ze świeżą natką pietruszki, i jak ktoś bardzo lubi z odrobiną śmietany. Ważne jest aby warzyw nie rozgotować, al dente będą dużo bardziej estetyczne a przede wszystkim zdrowsze.

Zapraszamy do lektury spotkania przy stole: Dieta krojona na miarę.

Photo by Milo

Tatar z łososia

  • 500 g świeżego łososia
  • 2 małe cebule
  • 3 niewielkie ogórki kiszone
  • 4 żółtka jajek
  • oliwa z oliwek
  • cytryna
  • sól i świeży pieprz

Przygotowanie tatara należy rozpocząć od posiekania łososia w drobną kostkę. Do tak przygotowanej ryby można dodać pokrojoną w drobną kostkę cebulkę, ogórka, przyprawy i żółtko, po czym należy masę dokładnie wymieszać, uformować i ułożyć na talerzu.
My podałyśmy tatara z dodatkami leżącymi obok ryby, ponieważ uważamy że cała przyjemność to doprawianie go samodzielnie na talerzu. Nasi goście dostali posiekaną rybę i wszystkie niezbędna składniki i „gotowali” razem z nami.

Zapraszamy do lektury spotkania przy stole: Ciesz się każdym kęsem

Photo by Milo

Ciesz się każdym kęsem

Podczas pierwszego obiadu  Razemsmaczniej.pl zdecydowaliśmy się poedukować nieco nasze podniebienia.
Pierwszy wspólny raz i pierwszy pomysł na drodze ku poprawie stylu jedzenia, ba, nawet stylu życia. Zasługujemy na najlepsze. Postanowiliśmy się zabawić w smakowanie. Kolacja w stylu francuskim z wieloma małymi daniami była do tego doskonałym pretekstem. Nie najadamy się, a smakujemy. Większość z nas ma na swoim koncie doświadczenia z jedzeniem na stojąco, połykaniem byle gdzie i to niejednokrotnie byle czego. Jak się po tym czujemy? Hmmm….warto spróbować pokosztować …  Małe porcje, ale za to pięknie podane, tak aby napawać jak najwięcej zmysłów, cieszmy się odrobiną luksusu, którą sobie fundujemy. Bo piękno to luksus, na który nas wszystkich stać.

Zaprosiłyśmy kilku przyjaciół. Bez nich to wszystko nie miałoby sensu. Radość to dzielenie doświadczeń. Przybyła Milena, bufetowa, stylistka, artystka, jak samą siebie nazywa, właścicielka, jednego z najbardziej uroczych zakątków na świecie. Był genialny fryzjer, takiż grafik i nie mniej genialny kompozytor. Do kompletu miałyśmy dwóch nieletnich mężczyzn (6 i 10 lat), których podniebienia są dla nas nie lada wyzwaniem. Byli też pieseczek (ok. 70 kg) z koteczkiem. Z myślą o tej barwnej brygadzie układałyśmy menu, które  najlepiej pasowałoby do tematu. Liczne dania, małe porcje. Po długich rozważaniach padło na: tatar z łososia (cudowny starter…), krem z porów, krewetki z makaronem razowym. W związku z tym, że było co świętować  i należało uczcić inaugurację na całego postanowiłyśmy przygotować również deser. Zaserwowałyśmy creme brulee. Do dziś nieskromnie uważamy, że był boski. Spotkanie przy stole wypadło znakomicie, było magicznie, energetycznie, smakowicie i zdrowo (żadnych polepszaczy, poprawiaczy same produkty o doskonałej jakości). Goście dodali nam skrzydeł i sprawili, że nasz wysiłek nie poszedł na marne. Wszystko dookoła mówiło, że będzie jeszcze lepiej.

 

 

 

 

 

 
Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się pod linkami!

Photo by Milo

Krem z porów

  • 3- 4 pory (tylko jasna część) pokrojone w plasterki
  • 2 średnie ziemniaki pokrojone w kostkę
  • 1 ząbek czosnku
  • 2 łyżeczki masła
  • 500 ml bulionu warzywnego
  • 4 łyżki śmietany 18 %
  • sól, świeżo mielony pieprz, gałka muszkatołowa
  • natka pietruszki
  • opcjonalnie: kilka „szczypt” płatków migdałowych może być również groszek ptysiowy lub grzanki

Pory szmażymy na tłuszczu,  nastepnie dodajemy ziemnaki i czosnek, troszkę podsmażymy po czym zalamy warzywa bulionem. Gotujemy aż ziemniaki będa miękkie, ok 15- 20 min. Zupę miksujemy, przyprawiamy oraz dodajemy śmietanę. Nasz krem podałyśmy z natkę pietruszki i płatkami migdałowymi, można równiesz podawać z groszkiem ptysiowym, grzankami w zależności od gustu.

Zapraszamy do lektury spotkania przy stole: Ciesz się każdym kęsem.

Photo by Milo

Creme Brulee

  • 600 ml śmietany kremówki
  • 8 żółtek
  • 1 laska wanilii
  • 3 łyżki cukru
  • ok. 6 łyżek cukru trzcinowego

Śmietanę z laską wanilii doprowadzamy w rondlu prawie do wrzenia. Żółtka (użyłyśmy jajek z pięknym  numerem „0″ ) z cukrem ubijamy w misce na puszystą masę i nadal ubijając dolewamy do nich śmietanę z wanilią. Do czystego rondla przelewamy zawartość miski i gotujemy na wolnym lub średnim ogniu , aż krem zgęstnieje (ok 10 minut). Należy bardzo uważać aby krem się nie zwarzył, w takim wypadku należy szybko schłodzić rondel wstawiając go do zimnej wody.
Gdy masa będzie odpowiednio gęsta, wyjmujemy laskę wanilii i przelewamy krem do kilku małych dobrze schłodzonych naczyń do zapiekania (może być też jedno większe, ale my uważamy, że nie ma to jak creme brulee podawane w maleńkich naczyniach) . Krem pozostawiamy do ostygnięcia, a następnie chłodzimy w lodówce. Tuż przed podaniem posypujemy go brązowym cukrem i przypalamy palnikiem, lub wstawiamy pod dobrze nagrzaną górną grzałkę piekarnika do momentu stopienia się cukru. Smak jest niebiański. Sprawdziłyśmy!

Zainspirował nas przepis Nigelli Lawson z książki „Nigela Gryzie” (wydawnictwo FILO). Lubimy to!

Zapraszamy do lektury spotkania przy stole: Ciesz się każdym kęsem

Foto by Milo

Krewetki z makaronem razowym

  • 0, 5 dag mrożonych krewetek (najlepsze są surowe, te w mało apetycznym szarym kolorze)
  • 15 dkg świeżego lub mrożonego szpinaku
  • 15 dkg pomidorków koktajlowych
  • 0, 5 kg makaronu linguine lub innego ulubionego, najlepiej razowego
  • odrobina imbiru, kolendra, 3 ząbki czosnku
  • sól, świeży pieprz
  • oliwa

Rozmrożone i oczyczczone krewetki najlepiej zamarynować na kilka godzin przed smażeniem w oliwie, zmiażdżonym czosnku, drobno pokrojonym imbirze i kolendrze. Na patelni grillowej smażymy krewetki z obu stron na różowy kolor, a na drugą rozgrzaną wrzucamy mokry, świeży szpinak i pod przykryciem gotujemy do momentu kiedy straci swoją jędrność. Szpinak odsączamy i smażymy chwilę z dodatkiem oliwy, czosnku, pokrojonych na pół pomidorków i przypraw.
Makaron gotujemy al dente w lekko osolonej wodzie. Pilnujmy żeby go nie rozgotować, bo oprócz tego że nie będzie już taki smaczny, to staje się również tuczący (a tego byśmy nie chcieli). Po ugotowaniu makaron odcedzamy, dodajemy szpinak i wszystko mieszamy. Krewetki podajemy na makaronie i posypujemy obficie kolendrą. Najładniej, naszym zdaniem, wyglądają podawane w małych porcjach na dużym, lub nawet bardzo dużym talerzu.

Zapraszamy do lektury spotkania przy stole: Ciesz się każdym kęsem

Photo by Milo