Koktajl „Truskawkowa fantazja”

  • 500 g truskawek
  • 2-3 pomarańcze obrane ze skórki i z białej błonki
  • 1 szklanki  jogurtu, kefiru, maślanki lub mleka (hulaj dusza)
  • 2- 3 łyżki miodu lub w ostateczności cukru
  • garść świeżej mięty

Wszystkie składniki miksujemy blenderem, wlewamy do szklanek i gotowe! Można dodać kostki lodu, ale najlepiej przed podaniem schłodzić 1-2 godziny w lodówce.

Wersja podstawowa jest bez pomarańczy i mięty. Koktajl jest niezwykle prosty w przygotowaniu, szybki i smaczny. W sezonie truskawkowym nie wyobrzażm sobie dnia bez szklaneczki tego napoju. Smacznego!

Zapraszamy do lektury spotkań przy stole: Strawberry Fields Forever

Photo by Borys

 

Knedle z truskawkami

  • 500 g ugotowanych ziemniaków
  • 200 g mąki pszennej (może być ciemna)
  • 1 jajko
  • około 400 g truskawek

Dodatki:

  • 4 łyżki masła i 3 łyżki bułki tartej lub gęsta śmietana
  • 2 łyżki brązowego cukru

Ugotowane i przestudzone (sic) ziemniaki przeciskamy przez praskę, dodajemy mąkę i jajko. Następnie wszystkie składniki mieszamy i zagniatamy. Pamiętajmy, że gotowe ciasto musi się nieco lepić do ręki i nie da się uniknąć robienia go trochę „na oko”, ziemniaki różnią się między sobą. Ciasto powinno być bardzo delikatne. Na sowicie oprószonej mąką stolnicy, formujemy  z niego wałek, i nożem odcinać niewielkie kawałki ciasta. W środek wkładamy truskawkę (małą w całości, większe pokrojone w kawałki), tworząc w dłoniach kulkę. Jest to świetna zabawa dla dzieci.
Knedle wrzucamy do gotującej się wody i po wrzuceniu od razu zmniejszamy moc gazu do minimum. Można delikatnie poruszyć je po wrzuceniu, żeby nie przylgnęły do dna.Od  momentu wypłynięcia gotujemy je jeszcze około 10 minut (w zależności od wielkości).
Knedle podajemy polane podsmażoną ma maśle bułką tartą lub śmietaną i posypane cukrem. Obie wersje są bardzo smakowite, choć my preferuje bułeczkę. Życzymy smacznego!

Zapraszamy do lektury spotkań przy stole: Strawberry Fields Forever

Photo by Borys

Pomarańczowe muffiny śniadaniowe

  • 75 g masła
  • 250 g mąki my dałyśmy orkiszową
  • 25 g migdałów
  • 1 czubata łyżeczka sody oczyszczonej
  • 75 g cukru (my dałyśmy nieco mniej)
  • otarta skórka z 1 pomarańczy
  • 100 ml świeżo wyciśniętego soku pomarańczowego
  • 100 ml mleka 3,2 %
  • 1 jajko

Masło rozpuszczamy i odstawiamy do ostudzenia. W dużej misce mieszamy mąkę, migdały, sodę, cukier i skórkę z pomarańczy.
Do drugiej miski wlewamy mleko i sok, wbijamy do tego jajko, dodajemy ostudzone masło i mieszamy.
Teraz wlewamy płynne składniki do sypkich i wymieszaj ciasto za pomoca widelca.
Masa może być trochę grudkowata, ale taka właśnie ma być. Składniki mają być zaledwie wymieszane.
Cały sekret ciasta na muffiny, to właśnie jego „niedopracowanie”.
Ciasto nakładamy do foremek wysmarowanych masłem lub wyłożonych „papilotami” i pieczemy 20 minut w piekarniku nagrzanym do 200 C.
Te mufiny nie są zbyt słodkie. Jeśli więc chcecie podać je na deser możecie wsypać więcej cukru albo dodać startą czekoladę.
Najlepsze w tych muffinach jest to, że ich zrobienie zajmuje jakieś 15 minut :) Smacznego

Zapraszamy do lektury spotkań przy stole: Strawberry Fields ForeverO co chodzi z muffinami…

Przepis pochodzi z  książki Nigelli Lawson „Nigella Gryzie”. Delikatnie go przystosowałyśmy… 

Photo by Borys

Strawberry Fields Forever

Let me take you down,

’cause I’m going to Strawberry Fields.

Nothing is real

and nothing to get hung about.

Strawberry Fields forever…

Teraz zanudzam najbliższych „Bitelsami”. Dzięki Marcie, która podarowała mi biografię Lennona. Ale przyznajcie sami, jest w truskawkach pociągająca bezpretensjonalność, owocowa prostolinijność. Tchną truskawki również odrobiną romantyzmu i wiedzieli to nie tylko The Beatles ale też „Pretty Woman” zamawiając szampana w ich towarzystwie na wstępie jednej z największych przygód miłosnych końca dwudziestego stulecia. Pewnie romantyzm odziedziczyły truskawki po poziomkach, których są bliskimi krewnymi. A świat pamięta siebie bez truskawek.

 

 

 

 

 

Stworzono je około dwustu lat temu. A wszystko za sprawą niepohamowanego łakomstwa Ludwika XIV, króla Francji, który zdaje się, zazwyczaj robił to, co mu się podobało. Wielbiąc poziomki postanowił skłonić nadwornego botanika do eksperymentów.  Antoine Nicolas Duchesne, skrzyżował dwie odmiany poziomek – chilijskie i wirginijskie i zapewne ku własnemu zaskoczeniu otrzymał owoc okazały, soczysty i pełen tego i owego. Bo truskawki, co zadziwiające, pełne są tego i owego. Mają więcej witaminy C niż na przykład słynąca z niej cytryna. Wystarczy zjeść 20 dag truskawek aby zaspokoić dzienne zapotrzebowanie homo sapiens na tę witaminę. W sezonie to takie łatwe… Nie wypada nie wspomnieć o innych witaminach, takich jak: A, B1, B2, B3, PP oraz pektynach (polisacharydy), wszystkich makro- i mikroelementy jakie znamy, a także wapniu, fosforze, magnezie, manganie, żelazie. Brzmi zdrowo i przekonująco, czyż nie? A teraz was zaskoczę, uwaga: truskawki wybielają zęby, a nawet zapobiegają osadzaniu się na nich kamienia. Zawarty w nich wapń i fosfor wzmacniają nie tylko zęby ale  kości i mięśnie, w tym również serce. Powtarzam co usłyszałam ale to nie plotki. Zachęcam, polecam, gwarantuję!

Dziękując Królowi Słońce za jego nieumiarkowanie, spotkaliśmy się na łonie konstancińskiej przyrody, na tarasie Basi i Borysa, żeby oddać hołd sezonowym córom matki natury (i dociekliwych naukowców). Nie będę ukrywać, że nie wszyscy byli zachwyceni. Niektórzy (17-letni młodzieniec, którego ukoiła dopiero wygrana partia szachów) wałęsali się wokół stołu dąsając się jednocześnie, że nie ma czegoś zwanego „konkretnym”. Knedle z truskawkami na obiad, doprawdy oburzające. Oburzające i przepyszne. Muszę przyznać, że zazwyczaj, głownie we wrześniu, knedle wypełniam śliwkami. Truskawki, wiedziona wspomnieniem z dzieciństwa, zazwyczaj zawijam w naleśniki. Był to mój pierwszy raz więc jak to z truskawkami bywa, było romantycznie…
Przygotowanie knedli, w mojej opinii, wymaga towarzystwa. Nie dość, że sprawę załatwia się szybciej to jeszcze można czerpać radość ze współpracy, rozmowy, wymiany doświadczeń. Nie muszę chyba zachęcać… Wymienialiśmy doświadczenia, rozmawialiśmy i przede wszystkim współpracowaliśmy w „basinej” kuchni ciesząc się zapachem truskawek i perspektywą obiadu na stuletnim tarasie. Dzieci się garnęły do pracy a praca paliła się w rękach. Ubieraliśmy truskawki w kożuszki z ciasta chowając do środka ich właściwości antybakteryjne, oczyszczające i wzmacniające mając nadzieję, że jak to mają w zwyczaju, poprawią nam przemianę materii i ułatwią spalanie tłuszczy. Nie dzieliłyśmy się tymi nadziejami z dziećmi, bo i po co…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Deser, który nastąpił po leśnym spacerze, był zaskakująco „nietruskawkowy”, lub raczej, jedynie częściowo truskawkowy. Pomarańczowe muffiny Nigelli, delikatnie przez nas zmodyfikowane okazały się doskonałym towarzystwem dla koktajlu truskawkowego. Zwłaszcza, że i on nie był ortodoksyjny w swoim składzie, szczycąc się również obecnością pomarańczy. Wieczór nas dopieszczał. Ptaki dawały koncert (stroiły z gitarą Borysa), rozmowa się kleiła a dzieci deptały młode trawniki grając we frisbee z wujkiem Szymonem (chwała mu za to). Mimo, że truskawki najlepiej jeść na czczo my zamierzamy się nimi karmić przez najbliższe, mamy nadzieję długie tygodnie o różnych porach dnia. Nocą odpoczniemy. Będziemy korzystać z ich budzącego wyobraźnię smaku, szerokiego zastosowania w kuchni i niosącej zdrowie zawartości. Pozwolimy im chronić nasze nerki, zapobiegać miażdżycy i walczyć z komórkami rakowymi. Włączymy je do naszej diety i zaufamy, że pod czas gdy my zajmiemy się czerpaniem rozkoszy z ich smaku one poprawią wygląd naszej skóry. Dziękujemy  Ci najjaśniejszy Panie, Strawberry Fields Forever!

Polecamy również: Sałatkę z truskawkami, kozim serem i miętąMój pierwszy sernik

Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się po linkami.

Photo by Borys, Iza i Lidka

Sałatka z miętą, truskawkami i kozim serem

  • 120 g roszponki lub innej sałaty
  • pęczek świeżej mięty
  • 12 dojrzałych truskawek, pokrojonych na połówki
  • 120 g sera koziego

Sos balsamiczny

  • 3 łyżki octu balsamicznego
  • 2 łyżki oliwy
  • sól, świeży pieprz

Roszponkę mieszamy z miętą i wrzucamy do miski. Na sałacie układamy truskawkawki i kozi ser, nalepiej małe kawałki które nakładamy łyżeczką do herbaty. Przed samym podaniem sałatkę polewamy przygotowanym sosem balsamicznym (najlepiej składniki na sos wymieszać w małym, zamniętym słoiczku) i posypujemy świeżo zmielonym pieprzem.
W tej sałatce można użyć dowolnej sałaty, a zamiast koziego sera, fety, natomiast mięta, truskawki i sos balsamiczny są stałą i przepyszna podstawą. Niezwykłe, kolorowe i smaczne połączenie, nie przekonacie się jak nie spróbujecie. Życzymy smacznego!

Zapraszamy do lektury spotkań przy stole: Dzień Matki, czyli „Dzieci (znów) gotują”

Photo by Iza

Dzień Matki, czyli „Dzieci (znów) gotują”

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nie ma chyba słowa, które miałoby więcej pozytywnych skojarzeń niż słowo MATKA. No może jeszcze OJCZYZNA… Troszkę żartuję oczywiście. Ale tylko troszkę,.. Ze słowem matka wiąże, lub chciałoby się wiązać tak wiele innych ważnych i dobrych słów, że aż nie sposób o tym pisać nie popadając w nastrój podniosły i uroczysty prowadzący do powagi, z której mogę się już nie wyplątać. Słowo MAMA  jest równie miłe, mniej zobowiązujące i bardziej pasujące do podejmowanej tematyki. Przy nim zatem pozostanę w swoich dalszych rozważaniach i wspomnieniach. A było to tak… Na dzień mamy postanowiłyśmy nieco MAMY nasze odciążyć i wykorzystując wciąż rosnącą energię kulinarną pociech, ich (pociech) coraz sprawniejszymi rączkami obiad ugotować.  Aby dodatkowo, naszym kochanym MAMOM sprawić przyjemność postanowiłyśmy namówić dzieciarnię do zrobienia czegoś co same również zjedzą, tak aby nasze kochane MAMY nie musiały się zamartwiać, że latorośle głodne chodzą a one tu sobie odpoczywają i się jeszcze najadają do syta. Tak więc aby wilk, a raczej wilczyca była syta i … wilczątko najedzone padło na lasagne.

Wraz z moimi cudnymi, nieprzeczuwającymi niczego chłopcami, wybrałyśmy się z wizytą do sąsiadów. Ania, która podobnie jak my nie ustaje w wysiłkach poszukiwania zdrowego  stylu życia podąża również za pasją związaną z rozwojem osobistym. Na tyle zdecydowanie, że od pewnego czasu zajmuje się tym zawodowo. Przy okazji z zaangażowaniem i nie gasnącą przyjemnością tworzy kolejne, słodkie wypieki, których sława obiegła chyba całą okolicę. Tym chętniej, wsparta przez trójkę swoich dzieci i tym samym, trzy pary rączek chętnych do pracy, uchyliła kulisy swojej kuchni. A my lubimy poznawać nowe kuchnie.


Po przywitaniu się i wstępnym rozgoszczeniu zaczęłyśmy namawiać dzieci. Do lasagne, wiadomo, łatwo młodych namówić, ale najłatwiej gdy  się mielonym mięsem, pod postacią bolognese po brzegi ją wypełni. Tego dnia jednak to warzywa, a nie mięso miało być  podstawą dania. Zagrałyśmy ambitnie i nie dość, że musiałyśmy namawiać do wspólnej pracy, (argumentując, że zabawa, owszem, też jest fajna, ale praca w kuchni dużo, dużo fajniejsza) to jeszcze skłaniać do krojenia warzyw, które jak wiadomo, nie zawsze żyją z dziećmi w zgodzie. Jednak jak się okazuje, łatwiej się je, gdy się samemu przygotowało. Mój syn odpowiadające na moje pytanie jak to możliwe, że zajada cukinię i jej podobne odrzekł: „MAMO, jem to, gdyż wiem co tam jest”. Dech mi zaparło w piersiach…  A my biedne MAMY, w samotności ładujemy samo zdrowie na talerze podczas gdy nasze dzieci potrzebują pracować w kuchni aby móc zjadać z poczuciem bezpieczeństwa i zaspokojonej świadomości. Niechaj zatem pracują!

Lasagne z cukinią i pomidorami uznać można za skonsumowaną ze smakiem. Dzieci wiedziały co jest w środku i prawie wszystkie zaakceptowały warzywny skład. Mozzarella neutralizowała siłę rażenia warzyw. Ja uważam, że lasagne wypadła świetnie. Jednak chyba największą niespodzianką była boska wręcz sałata, którą dzieci właściwie własnoręcznie stworzyły. Oczywiście czuwałyśmy z boku, dyskretnie radząc i pomagając nie zaciąć się nożem. Były tak przejęte komponowaniem Sałaty z miętą, truskawkami i kozim serem i widokiem powstającego kolorowego, kulinarnego tworu, że niektóre z nich zapomniały,że salaty nie jadają. I zjadły. My też, oj też…  Deser był dla MAM (niektórych) dużym zaskoczeniem. Podczas gdy chłopcy odpoczywali od kuchni bawiąc się w…coś…dwunastoletnia Julia właściwie sama zrobiła sernik na zimno, któremu nadałyśmy tytuł „Mój pierwszy sernik” . Deser został zrobiony wg przepisu jej MAMY, za co bardzo dziękujemy… Dzieci się napracowały i chyba były z tego zadowolone. Przeszły mały trening przed TYM dniem aby w TYM DNIU móc się popisać. Nie możemy się doczekać…

Dzień mamy to pewna konwencja. Jak wszystko, mógłby ktoś powiedzieć. Przynosi się kwiatki, laurki, korale i płynnie przechodzi się w dzień następny. Na przykład w dzień bez papierosa. Kiedyś jednak, gdy sama byłam w swojej pierwszej ciąży dopadła mnie pewna refleksja. Patrząc na tłum ludzi przewjający się przez gęsto nim usianą ulicę pomyślałam… „O MATKO (sic), tych wszystkich ludzi urodziła kobieta!”. Tak, tych wszystkich ludzi urodziła kobieta, MAMA. Miłego dnia życzymy wszystkim MAMOM a dzieci w każdym wieku zachęcamy do pracy. W kuchni. Wierzymy w Was!

Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się po linkami.

Photo by Iza

Lasagne z cukinią i pomidorami

  • 1 opakowanie makaronu lasagne
  • 4 cukinie pokrojone w półtalarki
  • 3 cebule pokrojone w kostkę
  • 4- 6 ząbków czosnku drobno posiekanych
  • 2 puszki pomidorów pokrojonych w kostkę
  • 200 g mozzarelli startej na tarce lub pokrojonej w plasterki
  • świeża bazylia i tymianek (ewentualnie suszone)
  • sól, świeży pieprz

W dużym garnku na oliwie podsmażamy cebulę z czosnkiem, (jeżeli używamy suszonych ziół) wsypujemy zioła, dodajemy cukinię i dusimy do miękkości. Kiedy cukinia zmiękknie, dodajemy pomidory i doprawiamy solą, świeżym pieprzem oraz świerzymi ziołami (jeżeli takich używamy).
Na dość sporą blaszkę wlewamy odrobinę powstałego sosu, układamu makaron, płat obok płata, ponownie zalewamy sosem i psypujemy (jeśli starta) lub układamy (krojoną) mozzarellę…. i tak jeszcze dwa razy. Pamiętajmy, aby makaron przykryć dokładnie sosem. Suche zapieczone kawałki lasagne są twarde jak kamień.
Lasagne wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 C i pieczemy przez ok 40-45 minut.

Dlatego że jest to wersja makaronu robiona przez dzieci dla mam i to w porze letniej zrezygnwałyśmy z sosu beszamelowego.
Moje osobiste spostrzeżenie po obiedzie z taką ilościę dzieci przy stole:  cukinię zetrzyjmy, a nie krójmy,  na tarce z dużymi okami. Łatwiej będzie wtedy przemycić drogocenne warzywa. Życzymy smacznego!

Zapraszamy do lektury spotkań przy stole: Dzień Matki, czyli „Dzieci (znów) gotują”

Photo by Iza

„Mój pierwszy sernik”

  • 3 serki homagenizowane, waniliowe (po 200 g każdy)
  • 3 galaretki w różnych smakach,
  • truskawki

Rozpuszczamy pierwszą galaretkę  w 1 i 1/2 szklanki gorącej wody, studzimy i łączymy z jednym serkiem, tak że galaretkę powoli dolewamy do serka cały czas powoli mieszając. Wlewamy do tortownicy i wstawiamy do lodówki. Identycznie postępujemy z pozostałymi dwiemy. Na drugiej warstwie układamy truskawki i zalewamy trzecią porcją galaretki z serkiem.

Sernik jest bardzo prosty w samodzielnym wykonaniu. Tym fajniejsza z nim zabawa dla starszych dzieci ale też dla maluchów. Jednak w tym przypadku będzie potrzebna niewielka pomoc rodziców, choćby w wymieszanu galaretek i wkładaniu i wyjmowaniu coraz cięższej tortownicy z lodówki.
Można oczywiście jeszcze uprościć przygotowywanie poprzez wymieszanie wszystkich serków z galaretkami w jednym kolorze od razu, bez dzielenia na etapy, proponujemy wówczas dać jeszcze jedna galaretkę na wierzch, rozpuszczoną w takiej ilości wody jak na opakowaniu i dodać owoce.
Oczywiście w niedługim czasie dodamy przepis na pyszny, puszysty sernik dla bardziej wprawinych miłośników kuchennych „robótek”

Zapraszamy do lektury spotkań przy stole: Dzień Matki, czyli „Dzieci (znów) gotują”

Photo by Iza

 

Lemoniada/ Miętada

  • 1 l niegazowanej mocno schłodzonej wody źródlanej
  • 2 cytryny
  • 2-3 łyżek miodu
  • ewentualnie kilka
    listków mięty

Jedną cytrynę kroimy w plastry, z drugiej wyciskamy sok, wszystko wrzycamy do dzbanka, doodajemy miód. Całość zalewamy wodę i mieszamy. Na koniec wrzucamy listki mięty. Lemoniada gotowa!
Jeżeli chcemy żeby lemoniada była miętadą, zamiast jednej cytryny dajemy garść bardzo drobno posiekanej, a najlepiej zmiksowanej mięty. Pychota!!!!

Photo by Adam Bondarowicz

Piknik na końcu świata

Piknik „Razem smaczniej” zbiegł się w czasie z końcem świata. Wprawdzie z końcem, który w końcu nie nastąpił, ale chyba łatwo wyobrazić sobie tę podniosłą atmosferę. Radośni, wygrzani w warszawskim słońcu, nasyceni doborowym towarzystwem z ulgą przyjęliśmy fakt, że godzina 18.01 wydarzyła się jednak w dniu 21 maja 2011 roku. A przecież miało tak nie być…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pomysł na piknik kiełkował w głowie Lidki już od dawna, „Iza, zróbmy piknik, no zróbmy piknik, ja chcę piknik, można zaprosić mnóstwo ludzi i jeść na trawie…”. Nie dałam się długo prosić zwłaszcza, że obsesja Lidki stawała się coraz bardziej męcząca. Zaproponowałam Pola Mokotowskie, które wykorzystuję z dziećmi dość często do sprawiania sobie przyjemności (rolki, rowerki, spotkania z przyjaciółmi). Jednak nigdy, przenigdy nie jadłam na trawie w warszawskim „Central Parku”. Nie zwlekając wysłałyśmy zaproszenie do kilku przyjaciół, oni wysłali do kilku przyjaciół i w ten prosty, pantoflowy (nie mylić z pantoflarskim) sposób znaleźliśmy się w gronie około 30-tu osób na łonie miejskiej, gościnnej przyrody. Pojawili się ludzie cudowni, interesujący, pełni energii i do tego pięknie ubrani. My to mamy szczęście…

Wszystko wokół było niezwykłe. Niby centrum stołecznego miasta a panowała jakaś wiejsko-sielska atmosfera, kojąca, doskonała na wszelkie problemy i całotygodniowe zmęczenie. Pogoda dopisała, choć wcześniej, tuż przed piknikiem grała z nami w ciuciubabkę. Towarzyszyło nam mnóstwo niesamowitych zjawisk, zbliżający się koniec, a co za tym idzie wszechogarniająca, niemal materializująca się refleksja, pies uśmiechający się do jedzenia (dosłownie) oraz mokry hart pozbawiony „en face”. Miał tylko dwa profile, bidulek. Kosiliśmy trawę śmiechem (dowcip głównie sytuacyjny), ukwiecaliśmy ją uśmiechami a nasze rozmowy, o mały włos, a rozwiązałyby kilka palących problemów. W trakcie tych wszelkich, przyjemnych, pełnych radości działań oczywiście jedliśmy…

A jeść było co. Bo jedzenia było w bród, wszystko pyszne, sprytnie i pięknie podane starczyło (z nawiązką) na długie oczekiwanie na nienadchodzący koniec. Nie tylko my przygotowałyśmy się kulinarnie na spotkanie. Każdy z przybyłych, w miarę swoich możliwości, przyniósł co nieco, a wiele z tych dań zapadło w naszą pamięć i wypełniło brzuszki po brzegi. Przepiękne muffinki Marty, zdrowe i pyszne naleśniki Marty (innej Marty), nieziemskie bułeczki z „Charlotty” (Chleb i Wino, plac Zbawiciela), lemoniada Dorotki (WhiteChocolateMoccha) i (uwaga) jeszcze innej Marty, tortille Karola, kiełbaski w cieście francuskim Moniki a również soki, pączuszki, owoce i… koce. Lidzia przygotowała wspaniałe, niekończące się przekąski: tosty z łososiem, kanapki z pastą jajeczną i pomidorem, ciabatę z kurczakiem, ananasem i kiełkami. Nie zabrakło też muffinów czekoladowych z migdałami, również jej autorstwa. Wszystko pyszne i świeże nie ustępowało smakiem przygotowanym przeze mnie: tarcie razowej z warzywami i fetą oraz ciastu „na zdrowie”. Jego nazwa odnosi się do faktu,że pomimo swojego „eko-składu”, przypadło do gustu nawet osobom lubiącym bardziej „tradycyjne” słodycze. Mam tu na myśli również wymagające, jak zwykle, dzieciaki. Na szczęście dla naszych ciał (i dusz), ku uciesze niektórych miłośników piłki (brawo Artur), amatorów kółek przy stopach (Olu, dziękuję za niezapomniane podróże alejkami i cudowne „przygody”, śmiejesz się ??) i rasowych biegaczy (Tymek, byłeś wszędzie) był też SPORT. Chwała mu za to!

Nasz piknik, przebiegł w atmosferze niesamowitości, radości i poczucia wspólnoty. Dzięki cudownym ludziom, którym bardzo dziękujemy, przebiegł również w „oka mgnieniu” i skończył się nim zdążyliśmy się nim nacieszyć. A świat się nie skończył. Stoi jak stał i pewnie jeszcze trochę postoi. Niestety nie od nas (a szkoda) zależą losy tegoż świata. Może w jakimś stopniu zależą, ale napewno w niewielkim… Chcemy na przykład, żeby było milej, piękniej, bardziej kolektywnie, smaczniej i oczywiście zdrowiej. Robimy co w naszej mocy. I będziemy się starać. Niezależnie od tego gdzie będziemy, choćby na końcu świata, i niezależnie od tego (co udowodniłyśmy) ”kiedy” będziemy, choćby przed końcem świata… Następny piknik „Razem Smaczniej” już wkrótce.

Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się pod linkami.

Photo by Iza, Lidka, Marta