Bób ojciec

Stary ten bób. Prawie jak świat. Ojczulek bób znany jest od tysiącleci i uprawiany z powodzeniem w wielu strefach klimatycznych. Ta jednoroczna roślina strączkowa radzi sobie od czasów neolitu (w Basenie Morza Śródziemnego już wtedy się nim zajadano) z naszymi apetytami i zapotrzebowaniem na energię. Nasiona bobu znaleziono nawet w ruinach Troi a w Chinach dostarcza białko, błonnik, węglowodany, tłuszcze, witamin: B1, B2, PP, C i prowitaminy od ponad pięciu tysięcy lat! Już w Starożytnym Egipcie ceniono go za wapń, fosfor, żelazo, magnez i karoten. Być może nieświadomie ale intuicję mieli dobrą. Do tego stopnia ceniono, że składano w ofierze markotnym bogom. W antycznej Grecji, Ojciec Bób zasłużył na własnego bożka – Kyamitesa. Wspominał o nim Homer a nawet rzymscy poeci (Pliniusz Starszy). Rzymianie nie tylko cenili go kulinarnie jako najwspanialsze ze wszystkich roślin strączkowych ale z powodzeniem stosowali bób w polityce. Czarnych i białych nasion używano w głosowaniu, czarne na „nie”, białe na „tak”.

Mimo, że Ojczulek Bób jet ciężkostrawny, kaloryczny, powoduje wzdęcia i „pachnie” specyficznie podczas gotowania trudno oderwać się od jego zielonkawych, sycących nasion. Bób nie tylko dostarcza energii jak szalony ale wciąga i doprawdy niełatwo się mu oprzeć. Idealnie smakuje sam ze sobą. Odrobina soli i masełka i jesteśmy w raju. Gdy jest jeszcze młody, ugotowany na parze lub w lekko osolonej wodzie (jednak to marnotrawstwo witamin) może być wsuwany w „ubranku”. Starsze nasiona warto obierać, tym bardziej, że pod spodem kryje się bardzo atrakcyjny kolor. Jako dodatek do dań bób sprawdza się wyśmienicie. Mimo, że niemal w całym starożytnym świecie bób uznawano za symbol śmierci (kapłani nie mogli go spożywać) i używano do kontaktu ze światem nadprzyrodzonym nam (i nie tylko nam) kojarzy się on z życiem. W wielu kulturach wiązał się z cyklem odradzania, a właściwie jego początkiem. Dawano go w darze młodym parom aby zapewnić kontynuację rodu. Ach ten Ojczulek Bób…

Pamiętając, że nasz pożywny biedak do XVII wieku był podstawą diety w Europie Środkowej a my niewdzięczni zastąpiliśmy go fasolą, kukurydzą i ziemniakami zorganizowałyśmy ucztę na jego cześć. Spotkanie z Bobem. Zamiast Boba był bób ale za to wpadła Kamila, Kamil (to nie pomyłka) i Tobiasz. Zajadali się bobem nie marudząc bo wiedzieli, że jest zdrowy i czuli, że smakowity. Zwłaszcza w takich odsłonach. Nie da się nie docenić bobu w W SAŁACIE  NA ZIELONO (oczywiście z bobem). Jest to doskonała kompozycja smakowa na letnie wieczory. Zajadajmy póki czas, bo tak krótko daje się nam zjadać nie mrożony! Mięsożercy niech ostrzą sobie ząbki na KURCZAKA PIECZONEGO Z BOBEM. Fajnie tak sobie nieco dopiec z bobem.  Oczywiście z umiarem. Ja zostanę jednak przy sałacie. Albo po prostu nagotują bobu na parze, wrzucę do miski, dodam masełka z czosnkiem i odrobinę soli, włączę film, np. „Twin Peaks” (tam można spotkać złego Boba) i będę zajadać dobrego…dobry bób. Obiecam też sobie, że nie po raz ostatni. Bo czy to ładnie o bobie zapominać? Zwłaszcza, że my, Polacy, uprawę tych niemałych strąków znamy od epoki brązu i żelaza. Nieładnie zapominać…

Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się pod linkami.

Photo by Kamil/magazynwrazen.pl

Sałata „na zielono” z bobem

  • mała sałata rzymska bądź mieszanka sałat
  • 1 zielony, długi ogórek
  • ok 300 dkg bobu
  • 1 pęczek mięty (najlepiej tej prosto z ogrodu z aksamitnymi listkami)
  • 150 dkg mozzarelli w małych kuleczkach
  • 1 ciabata na grzanki+ 3 łyżki klarowanego masła (masła, które wcześniej zostało roztopione i z powrotem zastygło)

Sos

  • 6 łyżek oliwy extra virgin
  • 2 łyżki kremu balsamicznego
  • sól, świeży pieprz

Bób gotujemy na parze (dzięki temu zachowa najwięcej cennych składników) przez ok 15 minut, studzimy i obieramy. Ogórka ze skórką kroimy za pomocą obieraczki do warzyw w cienkie długie wstążki. Sałatę rwiemy, mieszamy  z posiekana miętą i rozkładamy na talerze. Na sałatę rozsypujemy bób, pozwijane wstążki ogórka, kulki mozzarelli a całość lekko kropimy przygotowanym sosem.
Sałatkę podajemy z grzankami przygotowanymi z ciabaty. My nasze zrobiłyśmy na patelni na klarowanym maśle.

Sałatka jest zaskakująco pożywna i bardzo aromatyczna. Smacznego.

Zapraszamy do lektury spotkań przy stole: Ojciec Bób.

Photo by Kamil/magazynwrazen.pl

 

Kurczak pieczony z bobem

  • 1 podwójna pierś kurczaka (wolny wybieg)
  • 200 ml śmietany 18 %
  • 2 łyżki musztardy dijon
  • 300 dkg bobu
  • 100 dkg suszonych pomidorów
  • sól, świeży pieprz

Piersi kurczaka myjemy i dzielimy na około 5-6 dość dużych kawałków. Śmietanę mieszamy z musztardą i przyprawami, dodajemy kurczaka i pozostawiamy na kilka minut aby ten „przeszedł” aromatami. W tym czasie bób gotujemy na parze (dzięki temu zachowa najbardziej wartościowe substancje) przez ok 15 min, studzimy i obieramy. Do kurczaka dodajemy 2/3 bobu, suszone pomidory, mieszamy, przekładamy do naczynia żaroodprnego i pieczemy w piekarniku rozgrzanym do temperatury 180 C przez około 20 minut.

Po upieczeniu posypujemy pozostałym bobem. My naszego kurczaka podałyśmy z ziemniakami tłuczonymi z odrobiną mleka posypanymi bardzo dużą ilością koperku. Smacznego!

Zapraszamy do lektury spotkań przy stole: Ojciec Bób.

Photo by Kamil/magazynwrazen.pl

 

GMO – zagrożenie realne

Spać dziś nie mogłam przez tę ustawę. Nie rozumiem jak można w tak istotnej sprawie zachowywać tak konsekwentne milczenie. Przecież jestem tym co jem. Przecież to jak żyję, co w siebie wrzucam bezpośrednio wpływa nie tylko na moje samopoczucie, zdrowie i wygląd ale także (co w tym wypadku niebagatelne) na stan zdrowia moich dzieci, ich dzieci, ich dzieci, ich dzieci… Dlaczego nie ma właściwie oficjalnej, publicznej debaty na ten temat? Człowiekowi brak pokory i wstrzemięźliwości. Wydaje nam się, że jesteśmy centrum dowodzenia wszechświatem. Wystarczy trochę „kosmicznej” perspektywy (Tomku, dziękuję za „Krótką historię prawie wszystkiego”) i wszystko nabiera bardziej realnych proporcji. Nie nam o wszystkim decydować!

Zachęcamy Was do zgłębienia tematyki GMO, my też to robimy. Zyskajmy świadomość, która pomoże nam, być może, zaangażować się w sprawy ważne dla nas wszystkich. Obojętność już nie wystarcza.

„ Genetycznie  zModyfikowany Organizm (organizm transgeniczny)

Na stronie Ministerstwa Środowiska można przeczytać: „…Organizm genetycznie zmodyfikowany to organizm inny niż organizm człowieka, w którym materiał genetyczny został zmieniony w sposób nie zachodzący w warunkach naturalnych…”
źródło: http://gmo.ekoportal.pl/

Może dotyczyć nasion, pasz, półproduktów spożywszych, gotowych artykułów wykonanych przy użyciu zmodyfikowanych składników, oraz organizmów żywych. Nigdy w przyrodzie takie organizmy nie powstają w sposób naturalny np.: pomidor z genem ryby, ziemniak z genem meduzy, karp i ryż z genami człowieka, sałata z genem szczura, soja i kukurydza z genami bakterii. Pyłki nie znają granic co prowadzi do krzyżowania roślin zmodyfikowanych z rodzimymi. Prowadzi to do zmian nieodwracalnych. Wiele produktów zmodyfikowanych nie ma wystarczającej dokumentacji dobrego i trwałego wpływu na stan zdrowia człowieka. Co gorsza, ilość przykładów wskazujących odwrotnie rośnie. Konsekwencje mogą być niewyobrażalne. Nieodwracalne zmiany w środowisku naturalnym (początkowo odporne na wirusy i szkodniki rośliny, prowodują z czasem powstanie jeszcze agresywniejszych wirusów i szkodników, wypierających rdzenne odmiany, oraz te znane ludzkiemu organizmowi; poprzez zapylanie krzyżowe roślin tradycyjnych ze zmodyfikowanymi dochodzi do tworzenia kolejnych obcych gatunków). Niedowracalane zmiany w nas (organizm człowieka nie zna nowo stworzonych substancji i toksyn, co może prowadzić do nowych “chorób cywilizacyjnych”)…”

Wierzę, że coś możemy zrobić. Boję się zmian, które mogą być nieodwracalne i zniszczyć dobra, które wciąż przecież są dostępne. Chcemy się nimi cieszyć. Zachęcam do czytania na stronach:

http://alert-box.org/

http://www.icppc.pl/

Podpisz petycję w sprawie GMO:

http://alert-box.org/petycja/

Photo by Iza

Wakacyjni „gofrozjadacze”

Oprócz piasku, mew, szumu fal, tłumów, plastiku i jazgotliwych spacerowiczów pełno nad Bałtykiem „gofrozjadaczy”. Istot podobnych do nas, którym tęsknota za smakiem nadmorskiego gofra, zimą spędza sen z powiek. Wielu z nich, z pozoru uśmiechniętych, chodzi jednak nieusatysfakcjonowana, niespełniona, ba, wręcz niektórzy czują się oszukani. Bo gofry, podobnie jak „gofrozjadacze” wyglądają podobnie ale niestety nie zawsze smakują tak jak pamięć sięgająca wieku niewinności sugeruje…

Próby odzyskania wrażeń dzieciństwa nie tylko spełzają na niczym a jeszcze owocują poczuciem, że dokonało się zamachu na własną, specyficznie pojętą, atrakcyjność i zjadło się „puste kalorie”. I choć nie znam nikogo kto widział jakąkolwiek kalorię, wiem, że ich bliżej nieokreślony obraz potrafi straszyć wielu wczasowiczów. Aby zaspokoić niegasnące pragnienie a jednocześnie nie wejść w konflikt z samym sobą przystajemy najczęściej na wielkiego gryza od przyjaciela bądź dziecka, które notabene też bywa przyjacielem. Ci, którzy decydują się jednak na spacer z kolorowym gofrem w ręku zazwyczaj bardziej cenią sobie smak dodatków niźli samego gofra, którego ciasto można sknocić jak wszyscy wiemy. My sknoconym ciastom mówimy stanowcze „nie”. Eksperymentując ze smakami i żonglując własnym doświadczeniem postanowiłyśmy uczynić z gofra posiłek na miarę oczekiwań, które ten stwarza. Brawo dla Lidzi za odwagę i propozycję zrobienia GOFRÓW INNYCH NIŻ WSZYSTKIE. Wyobraźcie sobie, że były inne niż wszystkie. Wbrew obawom niektórych udały się znakomicie i dały poczucie dobrze zużytych produktów spożywczych. Przy okazji wyglądały przecudnie. Dla bardziej tradycyjnych „gofrozjadaczy” powstały GOFRY BARDZO CHRUPIĄCE, które podbiły serca nie tylko dodatkami tak dobranymi aby „wypełnić kalorie” i oczyścić sumienia, ale również doskonałej jakości ciastem.

Proponujemy Wam aby nie spisywać gofrów na straty, nie czyńmy z nich jedynie wakacyjnej, często wątpliwej rozrywki dla podniebienia, potraktujmy gofry poważnie i najnormalniej w świecie dajmy im szansę. Zarówno ich forma jak i smak dają wielkie pole do popisu, dobieranie składników, rewolucjonizowanie pory ich podawania oraz nadawanie im kształtów może przynieść wiele satysfakcji i dostarczyć zabawy. Do Was to, wakacyjni „gofrozjadacze” apelujemy: zajadajcie gofry smaczne i zdrowe i cieszcie się wspomnieniami, które tworzycie w każdej chwili swojego życia, przy każdym posiłku! Zasługujemy przecież na smaczne gofry.

Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się pod linkami.

Photo by Kamil/magazynwrazen.pl i Iza

Gofry bardzo chrupiące

  • 2 szklanki mąki pszennej
  • 2 szklanki mleka
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 90 dkg roztopionego masła
  • 2 jajka
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego

Wykonanie gofrów bardzo chrupiących jest niezwykle proste. A mianowicie: wszystkie składniki oprócz białek mieszamy ze sobą na gładką masę, następnie delikatnie łączymy z ubitymi na sztywną pianę białkami.
Gofry smażymy na rozgrzanej gofrownicy lekko posmarowanej oliwą przez około 2-3 minut, do momentu zrumienienia. Otwierając gofrownicę pamiętajmy, żeby delikatnie podważyć gofra z góry i z dołu, tak aby nie pękł na pół. Uwaga, gotowe gofry bardzo szybko znikają, ale jeżeli musza chwilę poczekać to gorące polecamy układadać na kratce, aby nie robiły sie wilgotne. Gofry są niezwykle smaczne a przy doborze odpowiednich dodatków staną się również pożywne i doskonale nadadzą się na śniadanie lub przekąskę. My nasze podałyśmy z greckim jogurtem, brązowym cukrem i owocami….

Z podanych proporcji powinno wyjść około 12 gofrów.

Zapraszamy do lektury spotkań przy stole: Wakacyjni „Gofrozjadacze”

Photo by Kamil/magazynwrazen.pl

Gofry inne niż wszystkie

  • 2 szklanki płatków owsianych,
  • 100 g orzechów włoskich
  • 1 szklanka jogurtu naturalnego
  • 2 duże jajka
  • 3 łyżki cukru
  • 1 łyżeczka sody
  • szczypta soli
  • ewentualnie 2 rozgniecione banany

Płatki owsiane i orzechy włoskie miksujemy w blenderze tak, aby powstała z nich „mąka”, należy zmiksować je naprawdę drobno, bo w przeciwnym wypadku gofry będą się się rozpadały. Do powstałej „mąki” dajemy sodę i dokładnie mieszamy. Następnie wlewamy lekko ubite jajka oraz pozostałe składniki. Znów mieszamy dokładnie mikserem.
Jeżeli chcemy dodać banany, co my zrobiłyśmy, to dodajemy je na samym końcu.
Gofry smażymy na rozgrzanej gofrownicy lekko posmarowanej oliwą przez około 2-3 minuty, do momentu aż się zarumienią. Pamiętajmy, że otwierając gofrownicę należy delikatnie podważyć gofra widelcem na górze i na dole aby nie pękł na pół. Gofry są niezwykłe i bardzo smaczne. Podałyśmy je  syropem klonowym ale możemy je również zaserwować z dżemem. Ważne, żeby nie przyćmić oryginalnego smaku ciasta.

Z podanych proporcji powinno wyjść około 16 gofrów. Życzymy smacznego!

Zapraszamy do lektury spotkań przy stole: Wakacyjni „Gofrozjadacze”

Photo by Kamil/magazynwrazen.pl

Cz. Anna robi quiche?

Jeśli Anna Cz gości gości to musi ich nakarmić. Koniecznie. W pojęciu Anny każdy przestępujący progi jej domu jest zapewne głodny, spragniony i niedopieszczony. Potrzebuje uśmiechu, wsparcia – strawy dla ducha i ciała. Anna Cz tak po prostu już ma. Gości, Anna Cz, wabi niezaprzeczalnym urokiem osobistym (tylko mój syn Tymoteusz może mierzyć się z nią w kategorii najbardziej uroczy człowiek świata) oraz talentem kulinarnym połączonym z celną nonszalancją w tej dziedzinie. Typ: Natural born gospodyni. Jednak sprytna Anna Cz wymyka się wszelkim definicjom, jak klasyczny człowiek renesansu potrafi wiele i to w różnych dziedzinach. Łącznie z urządzaniem ponętnych, ciepłych wnętrz (a to zaledwie hobby). Kocham Annę Cz miłością pierwszą i niezmienną. Nie da się inaczej będąc mną a spotykając ją. Zwłaszcza, że Anna karmi…

I to jak! Anna Cz, której początek przygody zwanej życiem, jak wielu z nas, przypadł na złote lata 80-te, sercem  jest nadal w czasach swojego dzieciństwa. Ba, nawet w czasach dzieciństwa swoich dziadków. Uwielbienie dla kultury i sztuki pięćdziesięciolecia powojennego objawiają się właściwie we wszystkim. W doborze lektur, słuchanej muzyki, stroju, wystroju wnętrza i oczywiście potrawach. Jest w domu i sposobie bycia Anny tęsknota za skromnością i bezpretensjonalną elegancją, tęsknota za wyszukanym, doskonałym gatunkowo designem, który zrodził się w czasach gdy sztuka zastępowała łatwo dostępne, produkowane na szeroką skalę rzeczy. W każdym kącie jej umysłu mieszka stylistyczna tęsknota za PEeReLEM a w kuchni pachnie obiadkiem u cioci, która potrafiła wyczarować cuda z pustej prawie lodówki. Prostota w najlepszym wydaniu. Przyszłyśmy do Anny Cz w celach wybitnie zawodowych a ja głównie pamiętam smak potraw, którymi nas uraczyła. Pamiętam QUICHE Z POREM, który specjalnie dla mnie częściowo pozbawiła dodatków mięsnych i OGÓRKOWĄ jak u tej cioci, od której wszystko się zaczęło. Na pytanie: „Cz. Anna robi quiche?” odpowiedź jest jedna: Anna Cz na pewno coś gotuje i do tego na pewno dobrze. Tak już ma…

I jeszcze do tego dziś Aniu Twoje -naste urodzinki. Chcę Ci powiedzieć, że Cię uwielbiam, podziwiam i dodatkowo bardzo lubię. Twój uśmiech to gwarancja na to, że świat zmierza w dobrym kierunku. Życzę Ci piękna i miłości, na którą całą sobą zasługujesz. I zawsze będę Ci pozwalała robić dziwne rzeczy przy moim samochodzie. To z okazji Twoich urodzin częstuję wszystkich Twoim quiche’em porowym i rzucam Twoje hasło: Zdejmuj pory lato w pełni! Kocham Cię!

Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się pod linkami.

Photo by Monika Lewandowska/Phototapeta

Quiche porowy Anny Cz

A oto jak Anna Cz to robi:
Ciasto na quiche robię tak:
1 szklanka mąki pszennej
1/3 kostki masła
1 jajko
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżka wody
sól, gałka muszkatołowa

Po prostu zagniatam (nie za długo) i wrzucam na 30 minut do lodówki.

A farsz powstaje tak:
Zdejmuję pory. Z półki z lodówki. Tak na oko, z reguły 2 lub 3 takie raczej większe. Kroję i na masełku podsmażam na patelni. Nie spalam, oczywiście, lecz tylko sprawiam, żeby nie są twarde. Pory jako pierwsze rozkładam na cieście wyłożonym na formie. Ciasto wcześniej nakłuwam widelcem. Szynkę (przepraszam Izę) w ilości „tyle żeby starczyło do rozłożenia na porach” rozkładam na porach. Dla Izy (skarbie mój) był fragment bez szynki. Szynkę oczywiście można zastępować czym się chce od kurczaka po boczek itd.
Gdy Was gościłam na porach, dodatkowo, umieściłam brokuła podgotowanego na parze około 10 minut.

Zalewa powstaje tak:

W misce rozrabiam 2 jaja, śmietane 18% ( kubeczek), sól, pieprz, paprykę ostrą (bo ja na ostro lubię bardzo), ;) gałkę muszkatołową, i starty ser. Mieszam wszystko i zalewam ciasto z ingrediencjami:).
Następnie wstawiam do piekarnika – grzanie z dołu i góry – na 30-45 minut. Przed wyjęciem, jakieś 7 minut wcześniej, obsypuję jeszcze trochę serkiem żółtym i bazylią (świeżą), co by sie tak ładnie z góry rumieniło. Potem serwuję z uśmiechem i nadzieją, że wszystkim zasmakuje. Ot co…

Zapraszamy do lektury spotkań przy stole: Cz. Anna robi quiche?

Photo by Monika Lewandowska/ phototapeta.pl

Zupa ogórkowa

  • 2 l wywaru mięsno- warzywnego lub warzywnego
  • 4 średnie ziemniaki, 2 marchewki, 2 pietruszki
  • przyprawy: sól i świeży pieprz
  • 4 ogórki kiszone
  • świeży koperek
  • ewentualnie 150 ml śmietany 18%

Podstawą naszej prostej i podstawowej zupy ogórkowej, tak jak większości naszych zup jest bulion mięsno-warzywny lub warzywny, jak kto lubi (zapraszamy do kopiowania choćby tego z Zupa pomidorowa z kapustą). Do gotowego i gorącego wywaru dodajemu pokrojone w kostkę ziemniaki, i startą na tarce o dużych oczkach włoszczyznę. Wszystko gotujemy do miękkkości ok 15-20 minut. Ogórki  zcieramy na tarce o drobnych oczkach. Dodajemy do zupy i jeszcze chwilę gotujemy. Jeżeli lubimy śmietanę dodajemy ją (przed dodaniem jej do zupy trzeba ją „zahartować” czyli wymieszać w kubeczku z gorącą zupą).

Już na talerzu zupę obficie posypujemy posiekanym koprem. Zupa ogórkowa to idealne danie na każdą porę roku a teraz, gdy samemu można ukisić ogórki to już niemalże obowiązek! Zakasujemy rękawki i smacznego!

Zapraszamy do lektury spotkań przy stole: Cz. Anna robi quiche?

Photo by Monika Lewandowska/ phototapeta.pl