Witajcie pomidory

Tęsknota z jaką wspominam smak letnich pomidorów podczas długich jesienno-zimowych wieczorów dosięga nie tylko mojego podniebienia, artyści w bólach tworzą peany na ich temat:

„…To cóż że jeść ja będę zupy i tomaty
Gdy pomnę wciąż wasz świeży miąższ …
w te witaminy przebogaty…
Addio pomidory, addio utracone
Przez długie, złe miesiące wasz zapach będę czuł…”

Ach… Łzy same cisną się do oczu. Ale nie ma co wyprzedzać emocji. Tak będzie później. Teraz zamierzamy doprowadzać się do szału pomidorowym nieokiełznaniem. Zwłaszcza, że warto…

W roku 1492 znany wszystkim żeglarz i podróżnik odkrył… pomidory. Ta data rozpoczyna chwalebny okres w kuchniach wielu europejczyków, erę pomidora, mimo, że na początku uważano je przede wszystkim za piękną ozdobę. I choć do dziś nie wiadomo skąd pochodził Krzysztof Kolumb (trwają badania DNA) wiadomo na pewno, że pomidory pochodzą z Ameryki (Południowej lub Środkowej) i są niezwykle zdrowe. I to nie tylko te prosto z krzaka ale jak dowodzą naukowcy również przetworzone. Wybierając na swój stół świeże pomidory pamiętajmy, że im ładniej i intensywniej pachną tym lepiej przysłużą się naszemu organizmowi, wąchajmy je szczególnie dokładnie przy szypułce. Obserwujmy też kolor, powinny być równomiernie zabarwione, świadczy to o tym, że pozwolono im dojrzewać spokojnie na krzaczkach. I wbrew ogólnemu przekonaniu, nie ma to większego znaczenia czy były to krzaczki ukryte w szklarni czy wznoszące się ku nieograniczonemu niczym niebu. Tak czy siak zawierać będą mnóstwo witaminy C, która jak powszechnie wiadomo wzmacnia odporność i ułatwia gojenie się ran (choćby dlatego już warto). Jeden duży pomidorek i już dzienne zapotrzebowanie na tę witaminę uzupełnione. Wolne rodniki nie mają szans z amatorami pomidorów, które bogate w liczne antyoksydanty radzą sobie z nimi (rodnikami) bez problemu. Witaminy z grupy B dbają o nasz układ nerwowy a witaminy typu PP odpowiadają za metabolizm cukru i cholesterolu. W czerwonych bulwach kryje się również witamina K i mnóstwo cennych pierwiastków mineralnych. I mają likopen! A musimy go sobie dostarczać z zewnątrz, choćby w postaci czerwonych czy żółtych pomidorów. Ten genialny antyutleniacz zapobiega zawałom serca, rozwojowi miażdżycy i podobno zwalcza niektóre rodzaje nowotworów. I tu wielka uwaga, okazuje się, że najwięcej likopenu uzyskujemy przetwarzając pomidory (jego poziom we krwi po zjedzeniu przetworów pomidorowych jest 2-3 razy wyższy niż po spożyciu świeżych pomidorów). Ogrzewając i rozdrabniając chociażby. Zajadajmy więc pomidorową, domowej roboty ketchup i sosy pomidorowe. Jakby nie dość było tego dobrego, suszone też sprawdzają się w roli obrońcy przed nowotworem doskonale. Czy to nie cudowne wiadomości dla obsesyjnych zjadaczy pomidorów? Ale trzeba być wytrwałym i konsekwentnym aby w pełni skorzystać z ich cudotwórstwa. Hasło na dziś: Codziennie jeden pomidorek!

Pomidor zwyczajny, hmm, nazwa dobra jak każda inna jednak nie oddaje w pełni ogromu zastosowania tych wszechstronnych warzyw. Mimo, że uważać na nie muszą na przykład osoby z chorymi stawami, cierpiący na zgagę i alergicy  zlecamy je wszystkim dbającym o linię i urodę . Piękną skórę, zgrabną sylwetkę zapewnią nam błonnik, potas, witaminy E i C. Cieszę się, że w naszym kraju można przebierać w pomidorach. W ustach do dziś mam smak (a raczej brak smaku) pewnej sałatki z pomidorami jedzonej kilka lat temu w kraju Unii Europejskiej,słynnego strażnika kształtu i koloru.  Wszystkie zawarte w niej warzywa smakowały identycznie. Fuj!

Gdy się prześledzi nasze „RazemSmaczne” menu odnosi się wrażenie, że to jakiś festiwal pomidorów. Są niemal wszędzie. Nie zdawałam sobie sprawy jak często sięgamy po te czerwone kule (choć przecież miewają wszelakie kształty) lub ich pomarszczone czerwono-brązowe wersje (chodzi mi o suszone pomidory). Zachęcamy do zajadania smakołyków takich jak: POMIDOROWA Z KAPUSTĄ, SŁONECZNIKOWA SAŁATA NA ROSZPONCE, MAKARON W MĘSKIM WYDANIU I Z TUŃCZYKIEM, KREM POMIDOROWO-PAPRYKOWY, LASAGNE Z CUKINIĄ I POMIDORAMI,TARTA RAZOWA Z WARZYWAMI I FETĄ,NALEŚNIKI ZE SZPARAGAMI, ZUPA „REDEMPTION SOUP”,MAKARON RYŻOWY Z SOSEM POMIDOROWO-SEROWYM, SALSA POMIDOROWA, SAŁATKA NA CIEPŁO Z MIESZANKĄ KIEŁKÓW, PIZZA WEGETARIAŃSKA Z CUKINIĄ (I POMIDOREM), SAŁATA JAKO DODATEK… Niedługo pojawią się kolejne pomidorowe cuda. Szalejcie Kochani razem z nami i pogódźcie się z tym, pomidory są wszędzie a Razem z nimi Smaczniej!

I jeszcze na koniec jedna mała uwaga, pomidory i ogórki w jednej sałatce to nie najlepszy pomysł, enzym zawarty w ogórkach zabija witaminę C z pomidorów. Ale jest na to rada, wcześniej wymieszajmy jedne i drugie warzywa z oliwą. Dopiero potem je połączmy. Sprawa na szczęście nie dotyczy małosolnych lub kiszonych.

Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się pod linkami.

Photo by Kamil/ magazynwrazen.pl

Pomidorowa z kapustą

  • włoszczyzna (3 marchewki, 1 pietruszka, por, kawałek selera) i opalona nad gazem cebula
  • 3 ząbki czosnku
  • 2 cebule
  • 5 średnich soczystych pomidorów
  • 1/4 główki kapusty
  • 2 łyżki oliwy
  • świeże liście lubczyku
  • przyprawy: sól, pieprz, łyżeczka ekologicznej przyprawy uniwersalnej, liść laurowy, ziele angielskie
  • pęczek koperku

Taka pomidorowa to niezwykle ciekawe doświadczenie smakowe. Pomidory i kapusta uwielbiają swoje towarzystwo a lubczyk dodaje im szlachetności i nieco melancholii. Podstawą naszej zupy jest bulion warzywny, bez którego nie wyobrażam sobie życia. W około 2 l wody gotujemy bulion z włoszczyzny i czosnku pamiętając aby do wody wlać 2 łyżki oliwy (niektóre witaminy potrzebują tłuszczu aby rozpuścić się w wodzie). Bulion gotujemy krótko (około 50 minut) na wolnym ogniu, dodając wcześniej kilka listków laurowych i ziele angielskie. My wrzuciłyśmy jeszcze ekologiczną przyprawę uniwersalną. Pod koniec gotowania dodajemy kilka liści lubczyku. Po wyznaczonym czasie wyławiamy warzywa, ja najczęściej robię z nich sałatkę jarzynową po dogotowaniu kilku składników. Do wywaru wrzucamy zeszkloną wcześniej na patelni cebulę i czosnek oraz dodajemy pokrojoną w paseczki kapustę. Gotujemy 10 minut. Dodajemy obrane ze skórki i pokrojone na drobne cząstki pomidory (zimą można wykorzystać puszki z pomidorami). Dodajemy trochę soli i pieprzu oraz kilka listków lubczyku. Gotujemy całość kolejne 10 minut. Zupa jest gotowa. Wystarczy ją uzupełnić świeżym koperkiem. I nie należy go oszczędzać.

My podałyśmy naszą zupę bez dodatków a kapusta spełniała rolę kluseczków. Można ją również ozdobić łyżeczką śmietany, gęstej i słodkawej. Życzymy smacznego. A na pewno będzie…

Photo by Iza.

 

Tosty „piknikowe” w dwóch odsłonach

  • 16 kromek pieczywa, najlepiej kwadratowego i jak „najzdrowszego”
  • 8 plastrów sera żółtego gouda
  • 1 puszka tuńczyka w sosie własnym
  • garść zielonego groszku (najlepiej świeżego gotowanego)
  • 3 jajka ugotowane na twardo
  • kilka czarnych oliwek

O tostach już było przy okazji poprzedniego pikniku, ale że to pyszna, szybka i wszystkim smakująca przegryzka proponujemy dwie nowe wersje które powstały na piknik któru miał się nie odbyc.

Jedne zrobiłyśmy z tuńczykiem i zielonym groszkiem, drugie z jajkiem i oliwkami. Postępujemy standardowo, czyli na kromki chleba układamy ser, nie żałując sobie. Nasz farsz, przykrywamy drugą kromką. Zapiekamy w tosterze do zrumienienia.
Doskonałe, chrupiące na ciepło jak i zimno. Smacznego!

Zapraszamy do lektury Spotkania przy stole: Rzecz o pikniku, który prawie się nie odbył.

Photo by Lidka

Bułeczki-grahamki

  • 100 g pszenicy lub 100 g mąki razowej (najlepiej pszennej)
  • 1 czubata łyżeczka czarnuszki (ewentualnie kminku)
  • 4 dkg drożdży
  • 1 czubata łyżeczka cukru (około 5 g)
  • 1 łyżeczka soli (około 5 g)
  • 250 ml ciepłej wody
  • 400 g mąki pszennej (najlepiej ekologicznej)
  • 2-3 łyżki oliwy z oliwek (około 2-3 łyżek)
  • około 3 łyżki nasion oleistych (pestki dyni, słonecznika…)
  • ewentualnie łyżka otrębów pszennych

ewentualnie (do posmarowania przed pieczeniem)

  • 2 żółtka
  • 2 łyżeczki siemienia lnianego lub ziaren słonecznika

Musimy przyznać, że bułeczki najłatwiej i najszybciej robi się w pewnej sprawnej niezwykle maszynie ale wierzcie nam, rączki w zupełności wystarczą. Maszyna owa pozwala również zmielić ziarna pszenicy, które są niezwykle twarde. Jeśli dysponujecie maszyną mielącą ziarna pszenicy zachęcamy do tego. Jeśli nie, razowa mąka pszenna wystarczy jako zamiennik. Bułeczki będą równie pyszne i efektowne.  A robi się je tak:

Składniki wrzucamy do dużej miski najlepiej w kolejności wypisanej w przepisie. Zdecydowanymi ruchami wyrabiamy ciasto i stawiamy w ciepłym miejscu (ja otulam je ścierką, a czasem nawet posuwam się do wstawienia miski do naczynia z ciepłą wodą) na jakieś 15 minut. W tym czasie piekarnik nagrzewa się już do 210°C. Po wyznaczonym czasie na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia układamy piękne bułeczki. Ja lubię gdy są malutkie więc wychodzi ich około 12. Oczywiście można eksperymentować z kształtami. Znów dajemy im 15 minut do wyrośnięcia. Następnie wstawiamy je do piekarnika. Ewentualnie (dla chętnych) smarujemy ” rozbełtanym” żółtkiem i posypujemy siemieniem lnianym lub pestkami. Pieką się krótko, bo jakieś 12-15 minut. Stygną jeszcze krócej i można je podawać. Ostrzegamy, bułeczki wywołują niekontrolowany uśmiech. Smacznego!

Zapraszamy do lektury Spotkania przy stole: Rzecz o pikniku, który prawie się nie odbył.

Photo by Milo

Rzecz o pikniku, który prawie się nie odbył…

Wakacje. Lidzia po (a może jeszcze przed) ja w trakcie. Czas wolny uderza mi do głowy, w której roi się od pomysłów i planów na nadchodzące tygodnie. Bo już dość dawno razem nie gotowałyśmy, nie wymyślałyśmy, nie eksplorowałyśmy i przede wszystkim razem nie smakowałyśmy. Na szczeście niedługo się to zmieni i szczerze mówiąc, mimo  ilości słońca zbliżającej się nieśmiało do optymalnej, już trochę nie mogę się doczekać. A słońce było wytęsknione i dawno nie zaglądało. Ostatnio widzieliśmy się na pikniku…

Było to na tyle niedawno, że czuję jeszcze smak niektórych potraw (PASTA MARTY (Z SOCZEWICY), CIASTKA OWSIANO-KORZENNE „ŚNIADANIOWE) i na tyle dawno, że myślę o tym wydarzeniu z sentymentem. Przed tamtym, pamiętnym już weekendem, prognozy były niezachęcające, ba, wręcz przerażające. Wielu straszyło, nie wierzyło, nie ufało, słońca miało nie być, przewidywano deszcz, smutek i zgrzytanie zębów. A ja nieugięcie parałam do zorganizowania kolejnego pikniku RazemSmaczniej, który o mały włos się nie odbył. Wbrew zapowiedziom i obawom, czułam, że wszystko będzie dobrze. Lidka należała tym razem do tych wątpiących. Postanowiłam zaciągnąć ją korzystając z siły mojego przekonania, i pewności, że przecież tak  niewiele nam potrzeba. Mój optymizm okazał się nie bez pokrycia. Była piękna pogoda, stymulująca radość i zęby szczerzące się w szczerych uśmiechach. Myślę sobie, że my to mamy szczęście. Bo o co właściwie chodzi z tymi wszystkimi piknikami?

Po prostu wydaje nam się , że warto zadać sobie trochę trudu. Wykonać kilka telefonów, napisać zaproszenie na portalach społecznościowych, wstać nieco wcześniej w weekend, żeby nastawić piekarnik na BUŁECZKI GRAHAMKI. Przygotowując potrawy, proste dania łatwe do spożycia na kocyku, z uśmiechem myślimy o tym jak będziemy się nimi dzielić, jak będziemy smakować i rozmawiać o jedzeniu. Jak będziemy wspólnie celebrować śniadanie na trawie, patrzeć czy w parkowej  alejce nie pojawia się jakaś znajoma sylwetka. I wiemy, że nasi goście, a właściwie współgospodarze, myślą tak samo. Bo bez tego „razem” nie byłoby „smaczniej”. Dziękujemy, że mogliśmy wspólnie kosztować  SAŁATY Z GRUSZKĄ I SEREM PLEŚNIOWYM zawiniętą w NALEŚNIKI- TORTILLE posmarowane SŁODKĄ PASTĄ Z FASOLI (Martula, brawo za inwencję), dziękujemy za pożywne TOSTY i za hasanie po trawie. Dziękujemy za Was…

Bardzo tęsknię za naszymi piknikami RazemSmaczniej, podczas których już trzy razy udowodniliśmy, że w stolicy (jak zapewne w każdym innym mieście) również można się się „zresetować”, wyluzować, i naładować baterię pozytywną energię pochodzącą od ludzi, zwierząt i roślin. I oczywiście potraw. Trochę jedzenia, trochę rozmów o nim, trochę sportu, dużo śmiechu i poczucia wspólnoty. Fajnie jest czuć,że jest się razem. Obiecujemy, że już niedługo kolejna edycja. Mamy nadzieję, że jeszcze w lipcu. Już teraz wstępnie i gorąco zapraszamy. Słońce na pewno będzie…

Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się pod linkami.

Photo by Lidka I Iza

Pasta z fasoli i konfitury śliwkowej

  • około 400 g czerwonej fasoli (ewentualnie może być z puszki)
  • 6 czubatych łyżek powideł śliwkowych
  • 1 cebulka
  • kilka listków świeżej mięty
  • sól, pieprz,  majeranek

Fasolę, podobnie jak większość suszonych roślin strączkowych (z wyjątkiem soczewicy) moczymy przez cała noc przed gotowaniem. Rano odlewamy wodę, wypłukujemy ziarna i gotujemy do miękkości w nowej wodzie najpierw na mocnym, a jak już zabulgocze, na słabym ogniu. Oczywiście moczenie i odlewanie powoduje utratę części składników odżywczych, lecz za to mniej będzie substancji powodujących wzdęcia. Dodajemy odrobinę soli i pieprzu a pod koniec gotowania majeranek.  Odcedzoną fasolę wrzucamy do blendera i mielimy z cebulką (wcześniej podsmażoną na oliwie) odrobiną majeranku i kilkoma listkami świeżej mięty. Dodajemy konfiturę i delikatnie, krótko, jeszcze trochę miksujemy. Gotowe!! Świetnie smakuje jako „smarowidło” do naleśników-tortiili uzupełnionych sałatą z gruszką i serem pleśniowym. Życzymy smacznego!

Zapraszamy do lektury spotkań przy stole: Rzecz o pikniku, który prawie się nie odbył.

Naleśniki-Tortille

  • 125 g zwykłej mąki pszennej (ekologicznej)
  • 125 g mąki kukurydzianej
  • 500 ml mleka z wodą najlepiej w proporcij 50:50
  • 2 jajka
  • szczypta soli
  • opcjonalnie 2-3 łyżki oliwy do ciasta (pamiętajmy jednak, że wg diety dr Michała Mularczyka, nie należy łączyć tłuszczu i skrobi gdy zamierzamy poddać mieszankę wysokim temperaturom)

Mąkę przesiewamy, dodajemy jajka, mleko, wodę i sól. Składniki dokładnie mieszamy i odstawiamy na około 15- 20 minut (najlepiej do lodówki). Naleśniki smażymy z dwóch stron na średnio rozgrzanej, suchej patelni ceramicznej (nieco obawiamy się teflonu, chyba, że jest naprawdę dobrej jakości) z cienkim dnem. W przypadku gdy ciasto nie będzie chciało odchodzić od patelni do ciasta dodajemy 2-3 łyżki oliwy lub też wszystkie kolejne placki smażymy na tłuszczu.
Naleśniki podajemy przede wszystkim na słono. Mają niepowtarzalny, delikatnie meksykański smak. My podałyśmy je z pastą z czerwonej fasoli i naszą cudowną sałatą z gruszką i serem pleśniowym. Oczywiście jak zwykle powstaje duże pole do popisu.
Naleśniki z nadzieniem można składać w trójkąty lub zwijać w rulony. Życzymy smacznego! I oczywiście na zdrowie!

Zachęcamy do lektury spotkań przy stole: Rzecz o pikniku, który prawie się nie odbył.

Photo by Kamil/magazynwrażeń.pl

Sałata z gruszką i serem pleśniowym

  • 150 g mieszanki sałat
  • 3 dojrzałe gruszki
  • około 150 g sera pleśniowego
  • 50 g podprażonych pestek dyni

Sos

  • 6 łyżek oliwy extra virgin
  • 1 łyżeczka kremu balsamicznego
  • sól, świeży pieprz (oszczędnie)

Sałatę umieszczamy w dużym, najlepiej przezroczystym naczyniu i uzupełnimy pozostałymi składnikami. Pestki dyni prażymy na suchej patelni pamiętając, żeby się nie przypaliły, trzeba na nie bardzo uważać . Składniki na sos należy dobrze ze sobą wymieszać (świetnie się sprawdza mały słoiczek z zakrętką) i oczywiście polać nim sałatę tuż przed podaniem. Bardzo delikatnie, najlepiej rękoma, tak by nie uszkodzić wrażliwej ze swej natury sałaty. Sałata jest naprawdę wyśmienita i sprawdza się zarówno jako samodzielne danie jak i dodatek do innych potraw. My uzupełniłyśmy nią naleśniki-tortille smarowane pastą z czerwonej fasoli. Smacznego!

Zapraszamy do lektury Spotkania przy stole: Rzecz o pikniku, który prawie się odbył.

Photo by Lidka

 

Pasta Marty (z ciecierzycy)

  • około 400 g ugotowanej cieciorki (najlepiej produkt ekologiczny)
  • 2 średnie cebule
  • 5 ząbków czosnku
  • sól, pieprz, spora ilość majeranku
  • ewentualnie natka pietruszki

Cieciorkę moczymy przez kilka godzin a następnie gotujemy, najpierw na mocnym, a jak już zabulgocze, na słabym ogniu. Oczywiście do stanu miękkości.Możemy, ewentualnie użyć cieciorkę z puszki. Dodajemy sól, pieprz a pod koniec gotowania majeranek. Osobno przysmażamy cebulke, pod koniec dodając do niej czosnek. Odcedzoną cieciorkę wrzucamy do blendera i mielimy z cebulą, czosnkiem i sporą ilością majeranku. Gdyby masa okazała się  za gęsta dodajemy parę łyżek wody z gotowania cieciorki. Cały sukces polega na odwadze w dodawaniu czosnku i majeranku . Życzymy powodzenia!

P.S. Wyśmienicie smakuje ze świeżą, drobno krojoną natką pietruszki.

P.S.1 Można ewentualnie wymienić świeżą cieciorkę na tę z puszki.

Zapraszamy do lektury spotkań przy stole: Rzecz o pikniku, który prawie się nie odbył.

Ciastka owsiano- korzenne, „śniadaniowe”

  • 1 kostka masła
  • 1 szklanka brązowego cukru
  • 2 jajka
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 1 i 2/3 szklanki mąki orkiszowej
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • po 1/2 łyżeczki: mielonego kardamonu, cynamonu i mielonego ziela angielskiego
  • szczypta soli
  • 2 szklanki płatków owsianych
  • 1 szklanka dowolnych bakalii

Zdrowe ciastka, zwane przez nas „śniadaniowymi” podbiły serca wielu na pikniku RazemSmaczniej nr 2. A robi się je tak: Masło dobrze ubijamy z cukrem na gładką puszystą masę. Następnie dodajemy jajka, wanilię, mąkę, sodę, sól, przyprawy i dobrze ze sobą mieszamy. Na końcu wsypujemy płatki owsiane i bakalie, i oczywiście ponownie mieszamy. Dwie płaskie blachy wykładamy pergaminem  lub smarujemy masłem. Łyżką stolową, lub dłońmi formujemy kulki (wielkość zależy od tego jak duże ciastka chcemy uzyskać, my lubimy duże), układamy na papierze do pieczenia i lekko je splaszczamy.

Ciasteczka pieczemy około 10-12 minut, w piekarniku nagrzanym do temperatury 180 C. Po upieczeniu ciastka układamy na kratce do wystygnięcia. Po chwili złote, chrupiące krążki są właściwie gotowe do spożycia. Doskonałe również w  ciągu następnych dni. Smacznego i wspólnego!

Zapraszamy do lektury spotkań przy stole: Rzecz o pikniku, który prawie się nie odbył.

Photo by Lidka i Iza