Mini pizz’unie

 

ciasto na pizzę

Składniki na sos:

  • 1 puszka pomidorów
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 łyżka bazylii
  • 1 łyżeczka oregano
  • sól, świeży pieprz, słodka papryka (do smaku)

Dodatki:

  • około 100 dkg sera mozzarella
  • około 100 dkg żółtego sera gouda lub edamskiego
  • kilka plasterków szynki

Ze składników zagniatamy ciasto, ale robimy z niego nie dwie duże ale kilkanaście małych mini pizz. My robłyśmy takie maleńkie, na dwa kęsy. Po rozwałkowaniu wycinałyśmy kształt szklanką Miksujemy dokładnie wszystkie składniki na sos i smarujemy nimi nasze malutkie pizze. Na sos sypiemy starty i wymieszany ser, a na ser, ewentualnie, układamy szynkę. Pizzę wstawiamy do nagrzanego wcześniej na 250 stopni piekarnika i pieczemy do zrumienienia (około 20 minut).
Nasze pizze nie obfitują w mnogość składników (ale tu dowolność i wyobraźnia jest jak najbardziej wskazana) gdyż były robione z myślą o milusińskich, ale cieszyły się uznaniem również wśród dorosłych biesiadników i znikały bardzo szybko.

Mała uwaga dotyczaca sosu:  jeżeli dysponujemy suszonymi ziołami to proponuję zalać je wcześniej 2 łyżkmi wrzącej wody i zostawić pod przykryciem, sos będzie o wiele lepszy.

Zapraszamy do lektury spotkań przy stole: Urodziny, raz, dwa poproszę…

Photo by Kamil/magazynwrazen.pl

 

Phad Thai z boczniakami i fasolką szparagową

To danie kusiło nas od dawna. Zwany przez jedną z moich przyjaciółek „patatajem” smażony makaron z dodatkami można zjeść w kilku znanych mi restauracjach i barach. Wszędzie oczywiście smakuje różnie i oczywiście nie zawsze idealnie. Phad Thai jest daniem elastycznym, podporządkowującym się gustom, oczekiwaniom i zawartości lodówki. Jest też daniem łatwym choć za pierwszym razem może się wydać nieco pracochłonny. Niewątpliwie wymaga podzielności uwagi. My, korzystając z przyjęcia dużej ilości gości (o tym już jutro), postanowiłyśmy zrobić „patataja” na naszą modłę i dostosować go do obecnie panujących warunków. Proponujemy Phad Thai z boczniakami i fasolką szparagową (i oczywiście dodatkami bez których się nie obejdzie). Potrzebujemy:

  • ok. 500 g makaronu ryżowego (szerokie wstążki)
  • ok. 200 dkg boczniaków
  • duża garśc zielonej fasolki szparagowej
  • ok. 200 g kiełków fasoli (my miałyśmy kiełki rzodkiewki)
  • 4 ząbki czosnku
  • 1 łyżeczki posiekanego imbiru
  • 2 czerwone cebule
  • 4 jajka, roztrzepane widelcem
  • 1 łyżeczki orzechów ziemnych, lekko uprażonych na suchej patelni
  • 1 małej papryczki chilli lub pasty chilli (ewentualnie obu)
  • garści świeżej kolendry
  • 3-4 łyżek oleju ryżowego
  • 2 łyżek sosu sojowego
  • 1 łyżki tajskiego sosu rybnego
  • 1 cytryny lub limonki

Makaron przygotowujemy według instrukcji na opakowanu (jeden zalewamy wrzatkiem i chwilę czekamy, a inny gotujemy).
Do woka wlewamy łyżkę oliwy i smażymy z roztrzepanych jajek (najlepiej na dwie porcje) jak najcieńsze omlety. Gotowe omlety rwiemy na kawałki i przekładamy do miseczki.
W woku rozgrzewamy łyżkę oleju, dodajemy pokrojoną w piórka cebulkę, oraz drobno posiekany czosnek i imbir. Wszystko lekko podsmarzamy, następnie dodajemy pokrojone w paski boczniaki. Gdy grzyby lekko sie podsmażą dodajemy chilli, doprawiamy cukrem, sosem rybnym, sosem sojowym, i sokiem z cytryny. Dodajemy makaron i ugotowaną na parze fasokę szparagową, omlet, polowę kiełków, orzeszki i dokładnie mieszamy. Pamiętajmy, że danie powinno być wilgotne.
Podajemy w miseczkach posypane kolendrą i resztą kiełków. Można też go udekorować kawałkiem cytryny.

To danie należy podawać tuż po połączeniu wszystkich składników (zwłaszcza sosów). Ale można przecież przygotować prawie wszystko wcześniej (my tak zrobiłyśmy), a jak zjawią się goście tylko ugotować makaron i etapami wrzucać składniki na woka i mamy danie błyskawiczne. Pamiętajmy jednak, że Phad Thai nie lubi wielokrotnego podgrzewania. Smacznego!

Photo by Kamil/magazynwrazen.pl

Kolacja na cześć Marty i Jamie’go Oliver’a

Kolacja Marty, na którą Marta prawie na nią nie dotarła, i Jamie’go Olivera, który niestety wcale nie dotarł odbyła się właśnie dzięki Marcie i Jamie’mu. Marta sugerowała zorganizowanie spotkanie z Jamie’m delikatnie acz na tyle zdecydowanie i bez skrywania emocji, że i my naszych długo nie mogłyśmśy skrywać. Jamie jest świetny. Nie dość, że przystojny, bystry, wesoły, genialnie i chętnie gotuje, to jeszcze edukuje dzieci (nie tylko swoją, liczną gromadkę) w sprawach tak istotnych jak zdrowe odżywianie i ma czas na jeżdżenie po świecie i poznawanie kuchni u tak zwanych źródeł. Jamie nie jest „kulinarnym ściemniaczem” ale raczej „gastronomicznym prawdziwkiem”, który uwodzi pasją i bezpretensjonalnością. I dlatego zrobiłyśmy kolację na jego cześć.

My oddajemy cześć w specyficzny sposób. Szukamy czegoś do ugotowania, sposobu na ugotowanie, czasu i miejsca na gotowanie i jedzenie i ludzi skłonnych z nami ten czas dzielić. Tym razem najpierw wiadomo było kto będzie. Miała być właśnie  nasza inspiratorka Marta (kuzynka Łukasza, przyjaciela z dzieciństwa Izy) z Maćkiem (mężem swoim), Łukasz (przyjaciel z dzieciństwa Izy), Damian (przyjaciel Łukasza), Kamil (brat Izy, pan „złoty aparacik”), Paweł (mąż Izy), Franek i Tymek (reprezentujący „czas niewinności”)  i oczywiście my reprezentujące siebie i RazemSmaczniej. Wiadomo też było „gdzie”. Ustalanie „kiedy” przebiegało w bólach i przy użyciu talentów mediacyjnych. Wreszcie się udało. Przynajmniej tak się nam wydawało…

Wybór menu to podstawa. Mamy te swoje sposoby. Zasiadamy do książek uprzednio się nimi sprawiedliwie dzieląc i obstawiając. Szukamy instynktownie rzeczy smakowicie brzmiących, ładnych i prostych. Każda z nas ma swoje typy, które często się pokrywają, ale potem zasiadamy wspólnie i składamy jakąś zgrabną, spójną biesiadę. Czysta przyjemność!  Biedna Lidka przeze mnie  musi unikać dań stricte mięsnych  mając do wyboru ewentualnie potrawy rybne. Muszę przyznać, że jest bardzo dzielna. Jej wzrok przyciągnął i wzmógł produkcję śliny ŁOSOŚ PIECZONY; NA LATO. Tak go nazwałyśmy bo aż się prosi, żeby wykorzystać ten przepis podczas letniego dobrobytu warzywnego.  Mnie najbardziej wciągnęła „Włoska wyprawa Jamiego”. To tam było najwięcej inspirujących przepisów a atmosfera cudownej, kulinarnej podróży emanowała z każdej stronicy. Oczywiście nie wszystkie udało nam się od razu zrealizować ale to przecież nie po raz ostatni Jamie naszymi rękami coś gotuje. Tym razem padło na FOCCACIĘ. Oj były z nią przygody. Eksperymenty bywają stresujące. Na szczęście wszystko skończyło się chrupiąco i foccacia stała się smakowitym towarzystwem dla CAPRESE Z FANTAZJĄ, które zmieniło nasze spojrzenie na tę popularną sałatkę. I wreszcie (last but not least) LETNIA SAŁATKA Z CIECIERZYCY. Niewątpliwie przebój. Ale może nie nam o tym decydować…

Przygotowywanie dań to chyba najmilsza część. Może jedynie konkurować z rozdziałem „konsumpcja w uroczym towarzystwie”. Tym razem jednak miłe towarzystwo postanowiło spłatać nam uroczego figla. Podczas gdy większość z nas gotowa do posiłku kręciła się łakomie wokół nakrytego stołu Marta i Maciek uparcie nie przybywali. Zważywszy na to, że był to dzień urodzin Marty do pewnego momentu znosiliśmy to cierpliwie. Jednak nadszedł czas rozliczeń przez telefon: „No i gdzie Wy jesteście?”, „Jak to gdzie jesteśmy? Sączymy piwko urodzinowe na Saskiej”, „Jakie piwko i na jakiej Saskiej, przecież dziś czwartek, jesteśmy u Izy”, „No wiemy, że czwartek ale to nie ten czwartek”, „Jak to nie ten? Ten, właśnie, że ten czwartek…”. Mniej więcej tak to brzmiało.

Niemniej nieustraszona jubilatka dotarła nie bacząc na odległość, nieubłaganie upływający czas, zawodną pamięć i inne przeciwności losu. Telefon, taksówka, krótka piłka. Marta i Maciek spóźnili się tylko troszkę. Analizę tego co się stało, jak się stało i po co zostawiliśmy sobie na później. Przede wszystkim biesiada! Zajadaliśmy ze smakiem dyskutując, jak zwykle przy jedzeniu, o jedzeniu. Uszy się trzęsły, sztućce dzwoniły o talerze, uśmiechy oświetlały okolice stołu a potrawy znikały (od tego są). Łukasz biorąc przykład z Jamiego, który desery najchętniej kupuje w sprawdzonych cukierniach, zakupił ciasto i tort w sprawdzonej cukierni. Dzięki temu nasza kolacja nabrała znamiona prawdziwego święta. Sto lat Marto! (Ale to Ty się pomyliłaś, to był „ten czwartek”!)

Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się pod linkami.

Photo by Kamil/magazynwrazen.pl

Letnia sałatka z ciecierzycy

  • 1 mała czerwona cebula
  • 1-2 świeże czerwone papryczki chili (z usuniętymi nasionami)
  • 3 dojrzałe czerwone lub żółte pomidory
  • około 400 g ziaren ciecierzycy lub 1 puszka
  • 200 g sera feta
  • 2 cytryny
  • oliwa z oliwek z pierwszego tłoczenia
  • sól i świeżo zmielony czarny pieprz
  • po garści świeżej mięty (najlepiej tej aksamitnej) i świeżej bazylii porwanych na kawałki

Cieciorkę moczymy przez kilka godzin a następnie gotujemy, najpierw na mocnym, a jak już zabulgocze, na słabym ogniu. Oczywiście do stanu miękkości. Ewentualnie wykorzystujemy puszkę gotowej już ciecierzycy. Drobno siekamy cebulę i chili, oraz pomidory pocięte na dość duże kawałki. Dodajemy rozgniecioną widelcem cieciorkę (zostawiając 1/10 porcji w nienaruszonym stanie). Dzięki temu danie nabierze przyjemnej kremowej konsystencji. Wszystko mieszamy, przyprawiamy sokiem z 1 i 1/2 cytryny, 4 łyżkami oliwy z oliwek z pierwszego tłoczenia oraz przyprawami. Sałatka jest już prawie gotowa, należy odstawić ją na kilka minut, aby wszystkie składniki się zmacerowały.
Tuż przed podaniem sałatkę przekładamy do głębokiego półmiska lub na duży talerz, posypujemy świeżą miętą i bazylią oraz pokruszonym serem feta.

Jamie podaje w przepisie aby podgrzać cieciorkę, my to zrobiłyśmy, ale już w trakcie tej czynności uznałyśmy ją za bezsensowną, ponieważ po dodanu do pozostałych składników (o temperaturze pokojowej) ciecierzyca od razu się schładza.

Sałatka jest pyszna, i pasuje jako dodatek do dań lub jako mała przegryzka do świeżej bagietki lub domowej Foccacii.

Zapraszamy do lektury spotkania przy stole: Kolacja na cześć Marty i Jamie’go Oliver’a

Przepis pochodzi z książki Jamie Oliviera „Moje obiady”
Photo by Kamil/magazynwrazen.pl

 

 

Foccacia

  • 800 g mąki chlebowej
  • 200 dkg drobno mielonej mąki z semoliny
  • 2 saszetki po 7 g suszonych drożdży
  • 1 płaska łyżka drobnej soli morskiej
  • 1 łyżka cukru
  • 4 łyżki oliwy extra virgin
  • 650 ml ciepłej wody
  • dodatkowo: około 5 łyżek oliwy, sól gruboziarnista i świeży rozmaryn

Na stolnicę przesiewamy mąkę, dodajemy sól i robimy zagłębienie. W kubku mieszamy drożdże, cukier, wodę i oliwę i odstawiamy na parę minut, a następnie wlewamy do dołka. Widelcem zagarniamy mąkę z brzegów dołka do środka, mieszając z płynem. Cały czas mieszając, nagarniamy coraz więcej mąki, aż wszystko zacznie się łączyć. Posypujemy dłonie mąką i zagniatamy pozostałą mąkę. Wyrabiamy, aż powstanie gładkie, sprężyste ciasto. Formujemy z ciasta kulę i wkładamy ją do posypanej mąką miski, oprószamy mąką z wierzchu, przykrwywamy wilgotną ściereczką i odstawciamy w ciepłe miejsce na godzinę (ciasto powinno podwoić objętość).
Po tym czasie przekładamy ciasto na posypany mąką blat i zagniatamy przez chwilę, starając się wbić w nie jak najwięcej powietrza. Ta ilość ciasta wystarczy na mniej więcej 6 do 8 średniej wielkości dość sporych placków. Ciasto powinno się rozwałkować 15 do 20 minut przed włożeniem do piekarnika. Rozwałkowane ciasto obficie smarujemy oliwą z oliwek, posypujemy solą i rozmarynem.

Pieczemy w piekarniku nagrzanym do temperatyry 220 C do zrumienienia się placków. Następnie rwiemy na mniejsze kawałki i VOILA!!!

To jest przepis na ciasto do pizzy, a my zrobiłyśmy z niego pyszną przegryzkę. Niestety nie udało nam się kupić semoliny i postanowiłyśmy  wymieszać mąkę zwykłą z mąką orkiszową. Do dziś nie wiemy dlaczego mąka orkiszowa wsypywała się do ciast, wsypywała, wsypywała, jakby nasza przyszła foccacia nigdy nie miała dość. W pewnym momencie, kiedy kula chlebowa była naprawdę okazała, przestałyśmy wsypywać. Ciasto było dobre, focccia znikała ze stołu i wszędzie rozlegało się radosne chrupanie jednak mimo wszystko proponujemy Wam nie robić takich stresujących eksperymentów. W tym wypadku kopiujmy Jamiego…

Zapraszamy do lektury spotkania przy stole: Kolacja na cześć Marty i Jamie’go Oliver’a

Przepis pochodzi z książki Jamie Oliviera „Włoska wyprawa Jamiego”

Photo by Kamil/magazynwrazen.pl

 

Sałatka caprese z fantazją

  • 2 kulki mozzarelli po 150 dkg
  • 4 dojrzałe pomidory różnej wielkości, kształtu i koloru
  • 1 dymka (biała część) pokrojona na cieniutkie plasterki
  • 1 łyżka octu ziołowego (dobrej jakości)
  • 3 łyżki oliwy z oliwek z pierwszego tłoczenia
  • sól i świeżo zmielony czarny pieprz
  • garści świeżej bazylii

Pomidory kroimy w poprzek w dośc grube plastry. Na półmisku robimy „uporządkowany bałagan” z pomidorów, dymki oraz z mozzareli (my naszą porwałyśmy).
Całość tuż przed podaniem zalewamy sosem zrobiomym z octu, oliwy i przypraw i posypujemy porwanymi liśćmi bazylii.

Sałatka nigdy nie zawodzi, jak to Caprese, a tu mamy dodatkowe zaskoczenie w postaci dymki i octu przez co sałatka nabiera troszkę bardziej wyrazistego i o ostrzejszego smaku. Poza tym nieregularność jej kształtów cieszy oko… Smacznego!

Zapraszamy do lektury spotkania przy stole: Kolacja na cześć Marty i Jamie’go Oliver’a

Przepis pochodzi z książki Jamie Oliviera „Włoska wyprawa Jamiego”

Photo by Kamil/magazynwrazen.pl

 

Łosoś Pieczony; na lato

  • 600 dkg filetów z łososia ze skórą
  • 700 dkg młodych ziemniaków
  • po 2 garści żółtej i zielonej fasolki szparagowej
  • 2 garści zielonego groszku
  • 55 dkg masła
  • otarta skórka z dwóch cytryn
  • oliwa z oliwek z pierwszego tłoczenia
  • sól i świeżo zmielony czarny pieprz
  • po garści świeżej bazylii i świeżego kopru drobno posiekanych

Ziemniaki i fasolkę gotujemy na parze (tak zrobiłyśmy) lub lekko osolonej wodzie  przez ok 15 minut, czyli prawie do miękkości. Następnie przekładamy warzywa na dość dużą blachę w której będziemy piec nasze danie i dodajemy groszek, masło i oliwę. Posypujemy całość skórką z cytryny, przyprawiamy solą i pierzem. Wszystkie składniki delikatnie mieszamy i posypujemy połową posiekanych ziół.

Skórę na filetach z łososia lekko nacinamy, rybę przyprawiam solą i pieprzem a w nacięcia wsuwamy pozostałe zioła.  Filety układamy na warzywach skórą do góry i całość pieczemu ok 10-15 minut w piekarniku nagrzanym do  230 C.

Danie to należy do naszych ulubionych „jednogarnkowców”. Szybkie, smaczne i dzięki dużej ilości świeżych warzyw niezwykle wakacyjne. Smacznego!

Zapraszamy do lektury spotkania przy stole: Kolacja na cześć Marty i Jamie’go Oliver’a.

Przepis pochodzi z książki Jamie’go Olivier’a „Moje obiady”.

Photo by Kamil/magazynwrazen.pl

 

Kurki w Legionowie

Garść kurek domowych zebrana w Legionowie owocuje czystą radością i poruszającym serce kolektywem. Bo kurki grupami występują w naturze. Jak się znajdzie jedną gdzieś obok na pewno jest druga. Wystarczy tylko dobrze poszukać… To, że z nas natural born kurki domowe w pełnej krasie to chyba nie tajemnica? To, że jesteśmy z tego dumne to też nie sekret wielki. Kochamy domowe kurki i dumnie się do ich grona zaliczamy.

Znamy też kilku domowych kogucików (jakie to niejednoznaczne!). Ależ oni nam imponują. Pewnie ze względu na skomplikowaną sytuację społeczną. Ogólnie nie jest łatwo być kurką czy kogucikiem domowym, trzeba się  z tego tłumaczyć i mieć naprawdę żelazny charakter i zasady. Na szczęście niektórzy chwalą i doceniają. Bo przecież kurki domowe to córy Hestii, a bądź co bądź ta była boginią. Nas zaprosiła na zebranie kurek sama królowa. Regina mieszka w Legionowie od ponad dziesięciu lat i dobrze wie gdzie można zebrać najświeższe kurki. Mianowicie na legionowskim bazarku.

Gdy dotarłyśmy w gościnne progi jej domu nie tylko kurki już czekały ale również gotowała się woda na pierogi z jagodami (pycha) i pyrkał wesoło imbryczek z bałkańską kawą (znowu pycha). Renia z definicji rozpieszcza. Ale jak rasowa kurka domowa dzieli się przestrzenią z przyjaciółmi. Pozwoliła nam, kurkom, szarogęsić się w swoim królestwie. A było nas cztery…  Anna, ulubiona nasza szalona dentystka (profesjonalna bestia) spóźniła się tylko chwilkę, a właściwie była przed czasem. Bo to my spóźniłyśmy się ponad godzinę przez to, że nie wiadomo dlaczego Legionowo i Łomianki to takie, patrzcie Państwo, podobne nazwy. Skomplikowane. Na szczęście imbryczek z bałkańską kawą miło pyrkał…

Takiego „spontanu” dawno nie było. Do końca nie wiedziałyśmy co robimy. Jedynym pewnikiem była ZUPA KURKOWO-MARCHWIOWA. Nie przesadzę jeśli powiem, że była przebojowa, zwłaszcza, że Lidka walecznie czuwała nad jakością. A Lidka nie lubi pełnego spontanu. Potrzebuje planu, który nie chciał się tego dnia skrystalizować. Inaczej niż cebulka na patelni przygotowywana sprytnie zarówno do zupki jak i PLACKÓW ZIEMNIACZANYCH Z SOSEM KURKOWYM. Placuszki znikały z patelni w zastraszającym tempie i tylko cudem udało się zachować kilka do kurek.Posiłek przebiegał etapami i musiał konkurować z uprawianym przez nas pacykarstwem. Vivat Mary Kay, kolejna królowa dnia. Wypacykowane, najedzone, wyśmiane i przerażone upływającym czasem opuściłyśmy Legionowo i zebranie kurek. Regina, wrócimy…

My, domowe kurki kochamy kurki. Mimo, że pieprznik jadalny (biedna kurka, tak brzydko się nazywa) nie daje się hodować uparciuch i trzeba go sokolim wzrokiem wypatrywać po igłami i mchem. A może dlatego właśnie go kochamy? I nie wierzmy pomówieniom, że są bezwartościowe. Bo oprócz walorów smakowych grzyby posiadają właściwości lecznicze  i odmładzające. W chińskiej i japońskiej medycynie od wieków stosuje się grzyby maitake i shiitake jako środek obniżający ciśnienie, wzmacniający układ odpornościowy i opóźniający starzenie się organizmu. Ponoć grzyby te mają działanie antyrakowe, a nawet spowalniają rozwój AIDS (badani, badania). Nasze  polskie grzyby tez nie są gorsze. Zawierają dużo żelaza, potasu, fosforu, wapnia, sodu. Są w nich także mikroelementy – miedź, cynk, jod, mangan, fluor i ołów w granicach normalnych dla roślin jadalnych, przy czym w kapeluszach znajduje się więcej niż w trzonkach. Ech…Pamiętajmy tylko, żeby kureczek nie smażyć zbyt długo bo im dłużej, tym będą twardsze… Takie są przewrotne i nieprzewidywalne. Jak to kurki!

Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się pod linkami.

Photo by Iza

Placki ziemniaczane z sosem kurkowym

  • 1 kilogram ziemniaków
  • 2 cebule
  • 2 jajka
  • 2 łyżki mąki pszennej pełnoziarnistej
  • sól i świeży pieprz
  • olej ryżowy lub oliwa do smażenia

Ziemniaki i cebulę należy zetrzeć na tarce (lub w cudownej maszynie) i jeżeli ziemniaki są młode, odciskamy  z nich wodę. Następnie dodajemy mąkę, jajka, doprawiamy przyprawami i wszystko dobrze mieszamy. Placki smażymy na dobrze rozgrzanym oleju lub na oliwie pamiętając, żeby przed nałożeniem placków zmniejszyć moc. Na średnim ogniu placki smażą się najlepiej. Oczywiście do zrumienienia z obu stron.
Po usmażeniu placki odsączamy na papierowym ręczniku z nadmiaru tłuszczu.
Podajemy z sosem kurkowo śmietanowym, lub niezawodnie z cukrem a jeszcze lepiej z cukrem i kwaśną śmietaną.

Sos kurkowo-śmietanowy

  • 300 dkg kurek
  • 1 duża cebula
  • 2-3 ząbki czosnku
  • 1 łyżka sklarowanego masła (masła, które wcześniej zostało roztopione i z powrotem zastygło)
  • 250 ml śmietanki min. 20 %
  • koperek lub pietruszka
  • przyprawy: sól, świeży pieprz oraz gałka muszkatołowa (koniecznie)

Na patelnie z masłem wrzucamy pokrojoną w kostkę cebulę i czosnek. Smażymy je do momentu zeszklenia. Następnie dodajemy umyte kurki (ostatni błyskawiczny sposób na pozbycie się piachu pokazała mi Renia: kurki wrzucamy do wrzącej wody na chwilę i odcedzamy) i smażymy jeszcze około 10 minut. Następnie dolewamy śmietankę, zagotowujemy i późnej jeszcze podgrzewamy na małym ogniu aż sos lekko zgęstnieje. Sos doprawiamy do smaku solą, świeżym pieprzem (całkiem sporo) oraz gałką muszkatołową.
Gorące placki polewamy sosem, posypujemy posiekanym koperkiem lub pietruszką. Palce lizać. Smacznego!
Sos ten wyśmienicie sprawdza się do pieczonego lub smażonego mięsa oraz makaronu.

Zapraszamy do lektury spotkań przy stole: Kurki w Legionowie

Photo by Iza

 

Zupa kurkowo- marchwiowa

  • 2 l wywaru mięsno- warzywnego lub warzywnego (patrz Pomidorowa z kapustą)
  • 0,5 kg kurek
  • 1 duża cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 łyżka sklarowanego masła (masła, które wcześniej zostało roztopione i z powrotem zastygło)
  • 4 marchewki
  • ok. 1 szkalnka soku z marchwi
  • ok. 3 łyżek śmietany 18%
  • koperek lub pietruszka
  • przyprawy: sól i świeży pieprz

Do gotowego i gorącego wywaru dodajemu startą na najdrobniejszych oczkach tarce marchewkę i gotujemy ok 10-15 minut. Na patelnię z masłem wrzucamy pokrojoną w kostkę cebulę i czosnek. Smażymy je do momentu zeszklenia. Następnie dodajemy umyte kurki (ostatni błyskawiczny sposób na pozbycie się piachu pokazała mi Renia: kurki wrzucamy do wrzącej wody na chwilę i odcedzamy) i smażymy jeszcze ok 10 minut. Podduszone kurki z cebulą przekładamy do zupy, wlewamy sok z marchwi i całość jeszcze chwilę gotujemy. Na koniec dodajemy śmietanę wcześniej wymieszaną z kilkoma łyżkami gorącej zupy.

Już na talerzu zupę obficie posypujemy posiekanym koperkiem lub pietruszką. Zupa pyszna, naprawdę przebojowa i najlepsza właśnie w sezonie. Smacznego!

Zapraszamy do lektury spotkań przy stole: Kurki w Legionowie

Photo by Iza