Placuszki z dynią

  • około 1 kg ziemniaków
  • około 0,5 kg upieczonej dyni (instrukcja na dole)
  • 1 średniej wielkości cebula
  • 5 łyżek mąki pszennej razowej
  • 1,5 łyżeczki soli
  • szczypta pieprzu
  • imbir suszony, cynamon (do smaku)
do ozdoby i smaku:
  • kwaśna śmietanka (użyłam 12% „Klimeko”)
  • brązowy cukier
  •  (ewentualnie) cynamon

Zanim zabierzemy się za placuszki musimy upiec dynię. Musimy to złe słowo, bo tak naprawdę to sama przyjemność. Dynię myjemy, kroimy na spore kawałki (mnie ze średniej dyni wyszło około 15 kawałków) i układamy na blaszce pokrytej papierem do pieczenia. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 40 minut. W czasie pieczenia przygotowujemy pozostałe produkty. Ziemniaki myjemy i obieramy i oczywiście ścieramy na tarce o drobnych oczkach (o boskie maszyny!). Możemy je odstawić na kilka minut i po tym czasie pozbyć się płynu, który się pojawi.Upieczoną i lekko przestudzoną dynię oddzielamy łyżką od skóry (odchodzi wyśmienicie). Ją również ścieramy i następnie łączymy z ziemniakami oraz pozostałymi składnikami tworząc miłą dla oka, lekko pomarańczową masę.

Teraz należy zabrać się do smażenia. Na dobrze rozgrzanej patelni (ja smażyłam na ceramicznej i było bardzo miło) wypełnionej nieprzesadnie olejem nasze placuszki będą wychodzić najlepiej. Dokładnie, z obu stron usmażone wykładamy na papier kuchenny aby utraciły nadmiar tłuszczu. I gotowe. Jeszcze tylko odrobina kwaśnej śmietanki (dobrej jakości), brązowy cukier i może jeszcze cynamon aby dopełnić smaku. Placuszki świetnie smakują również z łososiem wędzonym i koperkiem. Smacznego!

Photo by Iza

Nastrój na zielone

Aby zostać zjedzonym tego wieczoru należało być albo zielonym albo być tartą. I oczywiście być smacznym. Jest jakaś siła w zielni, moc niemal magiczna i przyciągająca zwłaszcza w czasie gdy powoli musimy się pożegnać z codziennym jej widokiem za oknem. Zieleń to mój ukochany kolor, dodaje świeżości i poprawia nastrój. Będzie mi jej brakowało. Ale na pewno nie na talerzu.

Nie stanowi chyba dla nikogo tajemnicy, że kolor ma znaczenie. Zupełnie nie jest wszystko jedno jak wyglądają potrawy, które przychodzi nam zjeść. Intensywne, czyste barwy są dużo bardziej apetyczne i zdecydowanie mocniej działają na łaknienie niż jedzenie spowite w szarościach i rozmytych kolorach. Czasami oczywiście nie mamy wyjścia i podajemy produkty lub dania w wyblakłych barwach, dużo zależy od tego co podajemy. Ale warto je wtedy ożywić dziką czerwienią lub właśnie soczystą zielenią. Jemy  również oczami i nic na to nie poradzimy. Komponowanie dań kolorami to sposób, z którego często korzystamy. Patrząc na talerz czy półmisek zastanawiamy się jakiej barwy tam brakuje, żeby obraz był doskonały. I wiecie co, okazuje się, że kolory są świetnymi przewodnikami w poszukiwaniu smaku, można je stosować jak przyprawy.

Iza z Kamilem ten sekret znają i zaprosili nas na obiad do swojego zielonego mieszkanka (z akcentami czerwieni) na zielony posiłek (z akcentami czerwieni). Tym większy podziw i szacunek, że wcześniej opiekowali się  przez 24 h dziećmi moimi (jako to grzeczni ciocia z wujkiem), które nie ułatwiają zazwyczaj kuchennych rozrywek. Co nas ujęło szczególnie? To,że Iza i Kamil, jako początkujący kucharze z niewątpliwym talentem i odpowiednią atencją do jedzenia, zaserwowali nam ucztę dla wszystkich zmysłów. Pachniało, mieniło się, smakowało, ba, skwierczało a nawet w dotyku było przyjemne (pogłaskałam TARTĘ NA ZIELONO).

ZUPY Z BROKUŁÓW , nie głaskałam ale za to zajadałam ze smakiem, i chyba nie tylko ja. Brokułowy kremik, chrupiący jak się patrzy,kusi zielenią ludzi w każdym wieku. Sekretem jest dla mnie dlaczego tak łatwo przekonać dzieci do kremu z brokułów a tak trudno do pomidora. Pysznej SAŁATKI ZIELONO-CZERWONEJ Z RUKOLI oczywiście pociechy nie ruszyły bo była z pomidorami. I bardzo dobrze, że była. Ładnie i smakowicie odcinała się na tle zielonych dań.

Wiadomo, że zawsze musi być jakieś ale. U nas za ale robiła TARTA TATIN, zwana przeze mnie „tamtaramtam”, która wcale a wcale nie była zielona ale (kolejne ale), była tartą. I była cudowna (brawo Lidzia). Skarmelizowane jabłka pod chrupiącym ciastem podbiły serca najedzonych TARTĄ NA ZIELONO. I kto by pomyślał, że „tamtaramtam” powstała przez roztargnienie. O słodkie pomyłki! Idealnie do okoliczności pasowały nam również TRUFLE W ZIELONYM PYLE. Trochę do ozdoby, trochę jako deser po deserze. Nie żałowaliśmy sobie…
 

Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się pod linkami.
Photo by Kamil/magazynwrazen.pl

Tarta na zielono

Farsz:

  • porcja szpinaku szpinaku mrożonego (300g?)
  • 3 ząbki czosnku
  • 2 jaja
  • mała śmietana 30%
  • gorgonzola – 200 g
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • sól, pieprz do smaku

Ciasto kruche:

  • 250 g mąki
  • 150 g masła
  • jajko
  • szczypta soli
  • 3 łyżki wody

Z podanych składników zagniatamy ciasto (nie za długo, bo kruche nie lubi być długo zagniatane) i wstawiamy zawinięte w folię do lodówki na czas robienia farszu.

A farsz robi się bardzo prosto, na łyżeczce oliwy podsmażamy rozmrożony szpinak. Dodajemy do niego wyciśnięte trzy ząbki czosnku i pokrojoną na kawałki gorgonzolę. Gdy ser się rozpuści wyłączamy gaz lub elektryczność, dodajemy śmietanę, roztrzepane 2 jajka i przyprawy. Wszystko mieszamy na delikatną masę .

Z lodówki wyjmujemy ciasto i wykładamy nim małą formę do tarty (koło 25 cm średnicy) wysmarowaną masłem, aż po same brzegi. Ciasto wstawiamy na 10 minut do nagrzanego do 180 stopni piekarnika. Wyjmujemy formę z ciastem i wlewamy nasz farsz na tartę. Ponownie wstawiamy do piekarnika tym razem na około 35 minut. 5 minut przed końcem wyjmujemy tartę jeszcze raz (ćwiczenia gimnastyczne) i pokrywamy ją plastrami pomidorów. Nikogo nie zaskoczy pewnie fakt, że tarta znów ląduje w piekarnika na kilka minut. Po tym czasie jest gotowa. Podajemy ją na ciepło (lub zimno) najlepiej z zieloną sałatką.

Smacznego!

Zapraszamy do lektury spotkania przy stole: Nastrój na zielone
Photo by Kamil/magazynwrazen.pl

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Sałata zielono-czerwona z pestkami

 

  • opakowanie rukoli
  • 10 pomidorków koktajlowych
  • 10 pomidorów suszonych
  • garść prażonych ziaren dyni

sos:

  • 4 łyżki oliwy
  • ząbek czosnku
  • łyżeczka musztardy Dijon
  • pół łyżeczki miodu
  • łyżeczka soku z cytryny
  • szczypta soli i pieprzu

Nic prostszego. Wszystkie składniki (oprócz ziaren) na sałatkę umieszczamy w pięknej misie. W małym słoiczku przygotowujemy sos. Najlepiej, żeby miał zakrętkę wtedy wstrząsając możemy go świetnie wymieszać. Gotowym sosem polewamy sałatkę. Mieszamy bardzo delikatnie, najlepiej rękoma. Całość posypujemy ziarnami słonecznika. I już. Smaczne tak bardzo jak proste.

Zapraszamy do lektury spotkania przy stole: Nastrój na zielone.
Photo by Kamil/magazynwrazen.pl

Tarta Tatin

Spód z jabłek:

  • 1 kg jabłek (np.antonówek)
  • 80 g masła
  • 160 g cukru brązowego
  • cynamon (od serca)

Ciasto kruche:

  • 300 g mąki
  • 150 g masła lub margaryny
  • 4 łyżki cukru pudru
  • szczypta soli
  • ewentualnie żółtko lub łyżka śmietany

Ten słynny deser z jabłkami powstał przez…. roztargnienie. Miały być jabłuszka na wierzchu, ale nam się kucharka zakochała, albo zamyśliła po prostu za co jej serdecznie dziękujemy…
Z podanych składników zagniatamy ciasto, zawijamy w folię i wkładamy do lodówki na czas przygotowywania jabłek, czyli około pół godziny.
Kiedy ciasto się chłodzi obieramy jabłka i kroimy na ósemki. Na dużej patelni topimy masło i rozpuszczamy w nim cukier. Kiedy cukier nabierze mocno bursztynowego koloru, wkładamy cząstki jabłek i dusimy około 10 minut, aby pokryły się tłuszczem i karmelem. Na koniec dosypujemy cynamon, nie żałując.
Następnie jabłka przekładamy do blachy w której bądzie pieczona tarta, powinna to byc forma okrągła i raczej nie tortownica ponieważ nie jest ona wystarczająco szczelna, no chyba ze wyłożymy ja dokładnie folią alumininiowa. Na jabłka układamy rozwałkowane ciasto, i brzegi zawijamy do środka. Ciasto pieczemy około 35-40 mintu w temperaturze 200 stopni.
Po wyjęciu ciasto odstawiamy na kilka minut, po czym naczynie z tartą przykrywamy talerzem o nieco większej średnicy i energicznym ruchem odwracamy.
Ten deser można robic z gruszek, moreli, brzoskwiń… aaaaa jak goście w progu już stoją a deseru jeszcze nie ma kruche często zastępuję francuskim (ze sklepu, Blikle) . Wtedy okragła forma idzie w kąt i aby wykorzystac cały prostokatny placek ciasta francuskiego używam blaszkę prostokątną. Gwarantuję, nic się nie zmarnuje, goście zawsze proszą o dokładkę. Tartę Tatin najlepiej serwować z  gałką lodów, np. śmietankowych. Smacznego!

Zapraszamy do lektury spotkania przy stole: Nastrój na zielone
Photo by Kamil/magazynwrazen.pl

Falafel

  • około 400 dkg ciecierzycy
  • 1 duża cebula
  • 2 -3 ząbki czosnku
  • skórka starta z 1 cytryny + 1 łyżeczka soku z cytryny
  • olej arachidowy – kilka łyżek
  • natka kolendry, mięty lub pietruszki lub wszystkiego po troszku
  • 1-2 łyżeczki kminu rzymskiego (kuminu)
  • sól, świerzy pieprz, chili
  • łyżka tahiny (Tahiny jest to pasta na bazie nasion sezamu, my dość często zastępujemy ją uprażonymi i zmiksowanymi ziarnami sezamu z dodatkiem kilku kropel oliwy z oliwek)

Sos:

  • opakowanie jogurtu greckiego
  • 1-2 łyżki tahini
  • 1-2 łyżki soku z cytryny
  • 1 łyżeczka miodu
  • 1 łyżka ciepłej wody

Cieciorkę płuczemy, zalewamy zimną wodą i zostawiamy na noc. My naszą moczyłyśmy około siedmiu godzin.
Na drugi dzień jeszcze raz płuczemy i mielimy w maszynce do mięsa lub miksujemy w blenderze  na masę. Dodajemy wyciśnięty czosnek, drobniutko posiekaną cebulę i wybrane zioła oraz wszystkie przyprawy. Masę wyrobiamy i formujemy kulki wielkości orzecha włoskiego delikatnie spłaszczone. Kotleciki smażymy w głębokim tłuszczu na złoty kolor. Olej powinien być bardzo gorący.

Aby zrobić sos wystarczy wymieszać ze sobą wszystkie składniki. Warto dać sosowi nieco postać w lodówce aby wszystkie smaki mogły się ze sobą ładnie połączyć.

Falafele podajemy  właśnie z sosem  jogurtowym, ugotowanym ryżem, badź zawinięte w pitę z sałatą i pomidorami. Tak najbardziej lubią jej jeść dzieci, które cieszą się, że kotleciki z warzyw mogą być smaczne. Zatem smacznego!

Zapraszamy do lektury spotkań przy stole: Orientalnie wkręcone

Photo by Iza

 

Orientalnie wkręcone

Wciągnęło nas zupełnie. Po cudownym pichceniu pod wodzą Dominiki nie możemy się opędzić od około-libańskich smaków. Musiałyśmy wreszcie zrealizować pragnienie, ulżyć steranym tęsknotą zmysłom i zrobić coś co wznieci wspomnień czar. W tym to, i właściwie jedynie w tym celu, spotkałyśmy się na łonie mojej kuchni pełnej sprzętów wszelakich i ochoczych rąk do pracy. Czterech rąk.

Niezwykle przyjemnie jest spełniać kulinarne marzenia. I chyba każdy zna stan, w którym wyraźnie czujemy na co mamy ochotę (tym razem mówię o jedzeniu) i co nas usatysfakcjonuje (nadal o jedzeniu). Satysfakcja będzie tym większa, im dłużej dany smak, lub zestaw smaków za nami chodzi. Za nami ochota na TABULEH, libańską sałatkę z natki pietruszki, chodziła dość długo. Właściwie od czasu LIBAN PARTY. Cudownie ten regionalny przysmak przyrządzają w libańskiej restauracji „Le Cedre”, o której już wspominałyśmy, i właśnie ta receptura, bez często dodawanego, kuskus kroczyła za nami depcząc po piętach. Nasze ciała rwały się do orientalnych uniesień.

Wychodząc od wyśnionej sałatki skomponowałyśmy całe menu na nasz powtórkowy, kameralny i orientalny wieczór. Nie było to trudne. No bo cóż może pasować lepiej do TABULEH niż FALAFEL. Te kuszące, nie tylko wegetarian, kotleciki, będące cudowną alternatywą dla mięsnych posiłków nie tylko ze względu na smak, ale również skład potrawy są jednym z moich przysmaków od lat. Bo taką porcją białka jaką oferuje FALAFEL nie powinien wzgardzić nikt. Wiele osób nie wierzy w cieciorkę i odrzuca jej matowy, dość charakterystyczny smak. Jednak przy odpowiedniej ilości cytrynki, jogurtu i kolendry ciecierzyca zamienia się w złoto. Dosłownie! Smażone na złoty kolor kotleciki to doskonały sposób nie tylko na jesienny obiad.

Troszkę zaryzykowałyśmy dodając do naszego zestawu hinduską KOFTĘ ale kto nie ryzykuje ten nie je. ALOO KOFTA to też kotleciki, i też wegetariańskie, więc niezwykle uniwersalne, bo jak się powie mięsożernemu, że je kotleciki to powinien się ucieszyć. A to, że są z warzyw można ukryć lub zachować jako niespodziankę na sam koniec. KOFTA pachniała przecudownie już w trakcie przygotowań. Cały czas powtarzałam Lidce, że to zapach mojego życia, i że zapewne umrę jeśli zaraz tego nie zjem. Nie umarłam, oczyściłam spokojnie ryż basmati i dla ukojenia nerwów wstawiłam go na gaz. Gdy chłopcy wrócili do domu stół pełen był „kotletów”, sosów i spełnionych życzeń. Na szczęście nasze życzenia przypadły do gustu, jakże oczywistym gościom. Dzieci jadły wegetariańskie dania ze smakiem. Kolejne zwycięstwo!

Spełnianie marzeń to niemal obowiązek a na pewno dobry sposób na zadbanie o siebie. Chcemy zachęcić Was do wsłuchiwania się w swoje kulinarne pragnienia, do powrotu do pierwotnych instynktów, kiedy to wewnętrzne potrzeby, nawet te czysto fizyczne, były równie wyraźnie słyszalne jak śpiew ptaków. Ulegając pokusom zewnętrznym, kulturowym pozwólmy czasem aby poniósł nas zew natury, naszej natury. I nie chodzi tu o uleganie przyzwyczajaniom, czy nałogom kulinarnym, które większość z nas posiada ale rozmowę z własnym organizmem. Zapytajmy siebie, czego potrzebuję. Czy może jet to TABULEHFALAFEL. Jeśli tak, to tym bardziej smacznego!

Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się pod linkami.

Photo by Iza

 

Aloo Kofta

  • 5 ziemniaków
  • 0,5 średniego kalafiora
  • 10 dag mąki z ciecierzycy (my zastąpiłyśmy ją pszenną ekologiczną)
  • 3 łyżki posiekanej świeżej kolendry
  • sól, pieprz, garam masala
  • olej do smażenia a jeszcze smaczniejsze smaczniej ghee (masło klarowane)

Sos:

  • 0,5 kg posiekanych pomidorów bez skórki (mogą być z puszki)
  • 2 łyżki ghee (klarowanego masła)
  • 0,5 łyżeczki startego imbiru
  • 0,5 łyżeczki kurkumy
  • 0,5 łyżeczki mielonego kuminu
  • sól, pieprz, chili
  • 2 łyżki jogurtu naturalnego

Na początek robimy sos. Na rozgrzane masło klarowane (ghee) wrzucamy starty lub posiekany drobno imbir z odrobiną chili. Chwilę go smażymy, następnie dorzucamy resztę przypraw i dalej smażymy razem, oczywiście mieszając. Do tak przygotowanych przypraw wrzucamy pomidory i dusimy je na małym ogniu pod przykryciem. Cały czas pamiętamy o mieszaniu. Kiedy część wody odparuje, powstanie gęsty sos, wtedy miksujemy go na gładką masę i mieszamy z jogurtem.

Teraz warzywne pulpeciki. Zaczynamy od ugotowania ziemniaków i kalafiora na pół-twardo. My gotowałyśmy na parze aby zachować jak najwięcej cennych wartości odżywczych. Tak przygotowane warzywa pozostawiamy do wystygnięcia, a następnie przecieramy przez tarkę z dużymi oczkami. Do warzyw dodajemy pozostałe składniki, czyli: mąkę, posiekaną kolendrę i przyprawy, a następnie wszystko wyrabiamy około 2 minut. Z masy formujemy kulki o średnicy około 3 cm. Smażymy je na gorącym oleju lub ghee.
Jeżeli kulki się słabo kleją dodajemy jeszcze odrobinę mąki. Wiele zależy od rodzaju ziemniaków.

Koftę podajemy z ryżem i ciepłym sosem pomidorowo-jogurtowym, którym zalewamy nasze Aloo Kofty lub podajemy go oddzielnie i maczamy kulki w miarę smakowej potrzeby. Tak czy siak życzymy smacznego!
SMACZNEGO!

Zapraszamy do lektury spotkań przy stole: Orientalnie wkręcone

Photo by Iza

Tabuleh

  • 2 pęczki natki
  • 2 pomidory
  • 1 cebula (najlepiej czerwona)
  • sok z cytryny
  • oliwa z oliwek
  • sól oraz odrobina świeżo mielonego pieprzu
  • 1/2 pęczka świeżej mięty

Natkę pietruszki siekamy niezbyt drobno, ale też starając się nie zostawiać „gałęzi”. Posiekaną natkę umieszczamy w miseczce i polewamy obficie dobrą oliwą. Dodajemy pokrojone w drobna kostkę pomidory – bez gniazd nasiennych, oraz posiekaną cebulę. Wszystko kropimy sokiem z jednej cytryny, solimy do smaku i posypujemy wierzchu miętą. I tyle. Dobrze jest pozwolić Tabuleh nieco postać. Wtedy wszystkie smaki mają szansę magicznie się połączyć.
Sałatka jest niezwykle prosta i „szybka” w wykonaniu. Pyszna jako dodatek do falafeli, mięs, dań warzywnych lub jako smarowidełko do grzanek. Smacznego.

Zapraszamy do lektury spotkań przy stole: Orientalnie wkręcone

Photo by Iza

Knedle ze śliwkami

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  • około 1 kg ugotowanych ziemniaków
  • około 400 g mąki pszennej (może być ciemna)
  • 2 jajka
  • około 1 kg dojrzałych śliwek węgierek

Dodatki:

  • 8 łyżek masła i 6 łyżki bułki tartej lub gęsta śmietana
  • 2 łyżki brązowego cukru

Ugotowane i przestudzone (sic) ziemniaki przeciskamy przez praskę, dodajemy mąkę i jajko. Następnie wszystkie składniki mieszamy i zagniatamy. Najlepiej ręcznie. Pamiętajmy, że gotowe ciasto musi się nieco lepić do ręki i nie da się uniknąć robienia go trochę „na oko”, ziemniaki różnią się między sobą. Ciasto powinno być bardzo delikatne. Na sowicie oprószonej mąką stolnicy, formujemy  z niego wałek, i nożem odcinać niewielkie kawałki ciasta. W środek wkładamy truskawkę (małą w całości, większe pokrojone w kawałki), tworząc w dłoniach kulkę. Jest to świetna zabawa dla dzieci. Ja osobiście preferuję może nieco trudniejszą technikę rozwałkowywania placków (dość grubo) i wykrawania nieregularnych łatek, w które zawija się śliwki pozbawione oczywiście pestek.
Knedle wrzucamy do gotującej się wody i po wrzuceniu od razu zmniejszamy moc gazu lub elektryczności. Można delikatnie poruszyć je po wrzuceniu, żeby nie przylgnęły do dna.Od  momentu wypłynięcia gotujemy je jeszcze około 10 minut (w zależności od wielkości).
Knedle podajemy polane podsmażoną ma maśle bułką tartą lub śmietaną i posypane cukrem. Obie wersje są bardzo smakowite, choć my preferuje bułeczkę. Życzymy smacznego!

Zapraszamy do lektury spotkań przy stole: Strawberry Fields Forever, A to śliwka właśnie…

Photo by Iza