Chrzest konika

Jacy byliśmy wtedy letni i beztroscy. Wydawało się , że świat już zawsze będzie zielony i pachnący. Nic nie jest jednak wystarczająco trwałe. Jesień przyszła choć na pocieszenie przyniosła ze sobą letnie wichury. Chyba po to aby uświadomić nam naszą małość i kruchość. Ale wracając do lata… Było kapryśne i zimne, jednak wielu z nas wspomina je z rozrzewnieniem. Pamiętamy piękne czerwcowe wesele Agaty i Adama, po którym zostały nie tylko wybitne, smakowite wspomnienia ale miejsce zapierające dech w piersi: taras na wodzie.

Nikt mi nie wmówi, że  zewnętrzne okoliczności nie wpływają na samopoczucie. Obiektywne piękno pewnych miejsc sprawia, że nie sposób się czuć źle. Tam właśnie tak jest.  Wszystko wydaje się szlachetniejsze i lepsze w blasku odbijającego się od stawu słońca, pośród cichego chlupotu fal bijących o drewniane belki i czułego szeptu wiatru, od którego aż kręci się w głowie. Poezja w czystej postaci. I jeszcze konie… Bliskość stadniny tylko dodaje uroku okolicy. Zebraliśmy się tego dnia po to aby wybrać imię dla nowo narodzonej istoty, malutkiego konika, który czarował nas swoim wdziękiem i zachwycał prostolinijnością połączoną z płochliwą rezerwą.

Strawa dla ducha to jedno ale i ciało potrzebuje naszego wsparcia. I tym razem wykazaliśmy się talentem do współpracy. Piknikowy charakter spotkania na wodzie pozwolił popisać się wszystkim chętnym. Niemal każdy przyniósł jakieś smakołyki. Prym wiodła tym razem Agata, która odkrywszy swój pociąg do gotowania postanowiła podzielić się z nami obficie jego efektami.  Uraczyła nas kilkoma wspaniałościami. Szczególnie zapamiętałyśmy FOCCACIĘ Z POMIDORKAMI I TYMIANKIEM. Jej śródziemnomorski smak idealnie wpisywał się w gorącą i wilgotną atmosferę popołudnia. Była też PASTA JAJECZNA, w której z radością zanurzaliśmy kawałki razowego pieczywa.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Popijaliśmy kawę i herbatę z termosów a wino z plastykowych szkieł. Panował piknikowy rozgardiasz. Sprawdzały się potrawy łatwe do podania i spożywania. Basia przygotowała ROLADKI Z BAKŁANÓW, które podała w zalewie z oliwy i natki pietruszki. Danie stworzone do popołudnia rodem z Czechowa. Może tylko my nie byliśmy wystarczająco dystyngowani. Bardziej pasowaliśmy do swojskiego SMALCU WEGETARIAŃSKIEGO autorstwa Hani (przepis już wkrótce). Do tego pogryzaliśmy ogóreczki małosolne (ogóreczki, tęsknimy).

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dominika zaserwowała MUFFINY NA SŁONO. Niejeden amator słodyczy dał się nabrać i słono żałował, że nie wpadł na nie wcześniej. Były doskonałe. Amatorzy słodkiego mieli do dyspozycji MUFFINY Z BORÓWKAMI AMERYKAŃSKIMI Lidzi albo moje JAGODZIANKI (przepis niedługo). Pachniało owocami i trawą…

Wybieranie imienia dla bursztynowego konika zajęło nam niemało czasu. Zwłaszcza, że padło mnóstwo interesujących propozycji. Wszystkie na obowiązujące „S”. Okazało się, że na „S” zaczyna się kilka bulwersujących nazw (och, och) ale one, przez taktowną prowadzącą (Agatę) nie zostały na poważnie wzięte pod uwagę (ach, ach). Zwyciężyło proste i bezpretensjonalne „SMILE” preferowane przez oddanego opiekuna źrebiątka. A wiecie jak SMILE jest już teraz dorodna?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nie uwierzycie ale, nie tylko jedliśmy, piliśmy, konwersowaliśmy i rywalizowaliśmy przy wyborze imienia. Również pływaliśmy. A właściwie , niektórzy z nas, szczęśliwcy zaopatrzeni w niezbędne to tego odzienie. Inni, mniej przystosowani, chcąc zrównoważyć nadmierną konsumpcję rzucali plastykowym krążkiem zwanym frisbee. Zaręczam, że nie jest to łatwe.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Uwielbiam niemodne dziś sentymenty. Pamięć zapachów, smaków i dźwięków. Widok mlecznych zębów mojego synka pełnych borówek, które porwała wróżka „zębuszka”. Przechowuję w sercu chwile spędzone z cudownymi ludźmi, podczas, których wydawało nam się, że jesteśmy wieczni. Teraz patrząc na zdjęcia, nasze uśmiechy  i zachwycające piękno tego miejsca wiem, że jesteśmy. A przynajmniej część nas zaklęta we wspólnym przeżyciu. Dziękuję…

Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się pod linkami.

Photo by Adam Bondarowicz

Foccacia z pomidorkami i tymiankiem

  • 30 g świeżych drożdży
  • 1 łyżeczka cukru
  • 700 g mąki
  • 1 łyżeczka soli
  • 350 g wody
  • 50 g oliwy z oliwek
  • 2 ząbki czosnku
  • około 20 pomidorków koktajlowych
  • świeży tymianek
  • sól gruboziarnista
W szklance ciepłej wody rozrabiamy drożdże z łyżeczką cukru. Pozostawiamy na 10 minut do wyrośnięcia. Do dużej miski wsypujemy mąkę, sól, wlewamy zaczyn i resztę wody. Wyrabiamy ciasto na gładką, odstającą od ręki masę. Ciasto przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na około 1h. W tym czasie przygotujemy sos. Czosnek bardzo drobno siekamy i wrzucamy do pozostałej oliwy. Dodajemy tymianek i drobno posiekane pomidorki. Zostawiamy na chwilkę aby się przemaserowało.
Przygotowujemy blachę o wymiarach (około 45x35cm). Wykładamy ją papierem do pieczenia lub smarujemy oliwą. Naoliwionymi dłońmi rozkładamy wyrośnięte ciasto na blaszce równomiernie. Tak aby miało około 1,5 cm wysokości. W cieście robimy zagłębienia na pomidorki, które w nich umieszczamy. Pozostałą oliwą z przyprawami polewamy ciasto. Teraz, na wierzch, dodajemy nieco soli gruboziarnistej. Wkładamy foccacię do nagrzanego do 200 stopni piekarnika na około 20-25 minut.
Foccacię możemy podawać jako dodatek do dań: sałatek, past, ryb, mięs lub też jako samoistną przekąskę.
Życzymy smacznego!

Zapraszamy do lektury spotkań przy stole: Chrzest konika

Photo by Adam

Muffiny z fetą i…

  • 250 ml mleka
  • 400 g mąki
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 jajka
  • 125 g masła
  • 200 g sera feta
  • 150 g suszonych pomidorów lub oliwek (można oczywiście pomieszać wg upodonań)
  • przyprawy: czczypta soli, pieprz, słodka czerwona papryka, gałka muszkatołowa

Kto lubi i piecze muffiny już wszystko wie, ale Ci co powoli się przekonują niechaj skorzystają z naszego bardzo szybkiego, prostego i smacznego przepisu. Należy, w jednym naczyniu wymieszać suche składniki: mąkę, proszek do pieczenia i przyprawy. W drugim zaś mieszamy mokre: roztrzepane jajka, mleko i roztopione i ostudzone masło. Następnie łączymy je ze sobą, ale niezbyt dokładnie. Nonszalancja mile widziana. Do tak przygotowanego ciasta dodajemy pokrojony w kostkę ser feta i pomidory lub oliwki, albo torochę tego i trochę tego. Całość jeszcze raz mieszamy. Ciasto nakładamy do papilotek (do 3/4 wysokości). Pieczemy około 20 – 25 minut w temperaturze 200ºC.

Muffiny najlepiej smakują na zimno. Smacznego :)

Zapraszamy do lektury spotkań przy stole: Chrzest konikaO co chodzi z muffinami…

Photo by Adam

Muffiny z borówkami amerykańskimi

  • 2 szklanki mąki
  • 1/4 szklanki cukru
  • 0,5 szklanki oleju roślinnego
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 0,5 łyżeczki sody
  • 2 jajka
  • 1 szklanki mleka

Krem:

  • około 250 g borówek amerykańskch
  • 125 g serka śmietankowego Philadelphia
  • 100 g masła
  • 3 łyżki cukru pudru

Wykonanie jest standardowe jak przy wykonywaniu wszystkich muffin. Sekret polega na jak najmniejszym pomieszaniu składników - zbyt dobrze rozmieszane muffiny wychodzą ciężkie i zbite, te minimalnie zmieszane – lekkie i puszyste. Zatem w jednym naczyniu łączymy suche składniki: mąkę, cukier, proszek, sodę, sól. W drugim mokre: jajka, mleko i olej. Następnie do suchych dodajemy mokre i mieszamy do połączenia się składników. Dodajemy borówki i jeszcze raz delikatnie mieszamy, tak, żeby ich nie  rozgnieść. Pieczemy muffiny około 25 minut w temperaturze 190ºC.
W czasie kiedy mufifiny się pieką przygotowujemy krem. Masło ucieramy do białości. Stopniowo dodajemy cukier puder oraz serek i dalej ucieramy. Schłodzonym kremem dekorujemy przestudzone babeczki. Smacznego!!!

Zapraszamy do lektury spotkań przy stole: Chrzest konikaO co chodzi z muffinami…

Photo by Adam Bondarowicz

Pasta jajeczna z curry

  • 6 jajek
  • ok 1, 5 łyżki majonezu
  • przyprawy: sól i curry
  • świeży koperek
Pasta jest bardzo prosta i wprost błyskawiczna w przygotowaniu. Najwięcej czasu zajmuje nam gotowanie jajek (około  5 min) i ich studzenie (około 15-20 min), ale pozytywne jest to, że my w tym czasie możemy oddać się błogiemu „nicnierobieniu”.
Zaczynamy od  ugotowania jajek. Następnie obieramy je ze skorupek i studzimy. Kiedy jajka są zimne, przeciskamy je przez praskę, drobno siekamy lub też rozgniatamy widelcem. Wszystkie sposoby są dobre. Do tak przygotowanych jajek dodajemy majonez, odrobinę soli i duuuużo przyprawy curry. Jażeli lubimy  koperek, to go siekamy i również dodajemy do pasty.
Pasta ta przez dodatek curru ma bardzo specyficzny, orginalny i boski smak. Polecamy i życzymy smacznego!

 Zapraszamy do lektury spotkania przy stole: Chrzest konika

Photo by Adam Bondarowicz

Banany z ogniska

To może bardziej pomysł niż przepis ale przecież to właśnie się liczy. Świetne rozwiązanie na deser w plenerze. Potrzebujemy (niewiele)

  • kilka dojrzałych (ale nie zbrązowiałych bananów)
  • cynamon
  • imbir
  • ewentualnie rodzynki
Banany obieramy i kroimy w poprzek na połówki. Posypujemy sowicie przyprawami (uważajmy jedynie z imbirem). Dosypujemy rodzynki i zawijamy w folię aluminiową tworząc coś na kształt koszyczków (możemy wtedy piec banany na kijkach). Uważamy, żeby ich nie spalić. Potrzebują około 10 minut i są gotowe!
Smacznego!

Podajemy delikatnie przestudzone. Smacznego!

Zapraszamy do lektury spotkania przy stole: Powsinogi w Powsinie – piknik.

 

 

Masełko zielone

Nic prostszego! Potrzebujemy:

  • 200 g dobrego masła
  • mały pęczek natki pietruszki
  • 2 ząbki czosnku
  • sól, pieprz do smaku
Masło (w temperaturze pokojowej) łączymy z pozostałymi składnikami na gładką masę. Nie żałujmy pietruszki. Masło będzie piękne, bo zielone i pyszne bo aromatyczne. Jest ono doskonałym dodatkiem do pieczywa lub ziemniaków pieczonych w ognisku. Niedawno próbowaliśmy!

Zapraszamy do lektury spotkania przy stole: Powsinogi w Powsinie – piknik.

Photo by Iza

Pasta z soczewicy (do kanapek)

  • Puszka zielonej soczewicy (żeby było szybko)
  • 2 średnie cebule
  • 2 ząbki czosnku
  • około 150 g naturalnego serka homogenizowanego (ja użyłam „Bielucha”)
  • garść kolendry
  • 2 łyżki startego parmezanu
  • łyżeczka soku z limonki
  • łyżka oliwy z oliwek
  • sól, pieprz, kumin do smaku
Soczewicę odsączamy dokładnie aby pasta nie była zbyt wodnista. Cebulkę i czosnek kroimy dość drobno i podsmażamy do zrumienienia (nie spalenia) na łyżce oliwy. Chwilkę studzimy. W tym czasie kroimy kolendrę. Dodajemy do soczewicy cebulę z czosnkiem, kolendrę i pozostałe składniki. Miksujemy, ale nie na miazgę. W tym wypadku miło jest poczuć strukturę potrawy. Pastę doprawiamy do smaku i smarujemy nią kanapki. Najlepiej użyć domowej roboty pieczywa (zapraszamy do działu „pieczywo”)
Pasta może być również użyta jako dodatek do makaronu lub ryżu.
Smacznego!

Zapraszamy do lektury spotkania przy stole: Powsinogi w Powsinie – piknik.

Photo by Borys/positivestudio.pl

 

Bułeczki cynamonowe

  • 200 ml mleka
  • 10 g świeżych drożdży
  • 1 łyżeczka soli
  • około 500 g mąki
  • 30 g cukru pudru
  • 30 g miękkiego masła
  • 1 roztrzepane jajko
  • 1,5 łyżeczki cynamonu
  • garść rodzynek
  • troszkę stopionego masła
  • 1-2 łyżeczki brązowego cukru (do posypania)

Wlewamy 1/2 szklanki ciepłego mleka do naczynia, dodajemy drożdże i jedną łyżeczką cukru pudru. Mieszamy i odstawiamy na 5 minut. Dodajemy to do reszty składników (mąkę należy wsypywać stopniowo) i wyrabiamy ciasto. Ciasto może być nieco klejące, ale nie powinno być luźne. W razie potrzeby można dosypać odrobinę więcej mąki. Ciasto zostawiamy do wyrastania na około 45 minut. Po tym czasie formujemy bułeczki i układamy , zachowując odległości, na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Smarujemy je masłem, posypujemy brązowym cukrem i odstawiamy w ciepłe miejsce na 20 minut, by podrosły.Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 190 st C . Pieczemy 15-25 minut (czas pieczenia zależy od wielkości bułeczek).

Podajemy delikatnie przestudzone. Smacznego!

Zapraszamy do lektury spotkania przy stole: Powsinogi w Powsinie – piknik.

Photo by Borys/positivestudio.pl

Powsinogi w Powsinie – piknik

Ostatnie szanse na nie-ekstremalne pikniki. Nasz był organizowany nieśmiało i niepewnie. Niektórym zabrakło wiary i pewności siebie. Bo może być za zimno. Na pewno będzie za zimno. Temperatura na termometrze to jedno, a odczuwać będziemy ją dużo intensywniej. Może lepiej przejdziemy się wkoło domu i zjemy coś przy stole jak ludzie. Nie, nie, nie. Dość tego filisterskiego tchórzostwa. Chcemy ognisko i to w środku lasu, który znajduje się w środku miasta, chcemy utytłać się w popiele i żeby nam wiele rzeczy zabrakło. Takich, które wydają się niezbędne.

Odważyliśmy się. Poszli ludzie (duzi i mali) i poszły psy. Wszyscy szukaliśmy przygody. Mieliśmy plecaczki, plecaki, kosze i torby pełne produktów oraz gotowych dań przygotowanych wcześniej w domu. Były z nami BUŁECZKI CYNAMONOWE, ROLADKI Z CIASTA FRANCUSKIEGO oraz kanapki z PASTĄ Z SOCZEWICY. Chlupotały nam termosy z herbatą z kardamonem, cytryną i sokiem malinowym. Inni dźwigali ziemniaczki oraz kiełbaski  do ogniska. Niektórzy sądzili, że będą w Powsińskim parku blaty kuchenne z pełnym wyposażeniem bo zabrali warzywa i inne składniki na sałatkę. (Te składniki wróciły z nimi do domu). Nie wzięli, owi niektórzy, natomiast czapek a przecież czapka to jedna z podstaw na jesiennym pikniku. Podobnie jak szalik i rękawiczki oraz talerzyki jednorazowe (najlepiej tekturowe) papier kuchenny, zapałki, scyzoryk (najlepiej szwajcarski) oraz komórka, żeby w razie nagłego zagubienia wzywać histerycznie pomocy.

Mimo wszystko Powsin wita odważnych z otwartymi ramionami. Zbudowano tu dla desperatów wiatki, wyznaczono miejsca na ognisko tak, żeby biedny mieszczuch nie musiał podejmować decyzji gdzie rozpalać. Mieszczuch przeciętny nie lubi zbytnio przemęczać się korzystając z nadmiaru wolności, wystarczy mu namiastka. Mieszczuch lubi ograniczenia. Ograniczenia umilają w Powsinie czas, bo zostajemy zmuszeni do zabawy w gronie innych desperatów a wierzcie nam lub nie, inni desperaci się przydają. Na przykład wtedy gdy nijak nie udaje Ci się zapalić ogniska.

A dla mieszczucha przeciętnego ognisko to niemała atrakcja. Ogień to pradawna siła i tajemniczy magnes. Ogień to źródło energii przypominające nam gdzie niegdyś byliśmy a gdzie dziś się znajdujemy. Mieszczuch kocha ogień. Ale mieszczuch nie jest mistrzem w ognia tego rozpalaniu. Mimo, że niektórzy zaliczyli niekrótki epizod w harcerstwie. Nijak nasz ogień prywatny nie chciał się rozpalić w miejskim lesie pełnym wilgotnego drewna. I tu przydali się inni desperaci ochoczo niosący prometejską pomoc. Użyczyli swojego ognia i wsparcia, ryzykując wiele (utratę własnego). To dzięki nim, i podmuchom z naszych steranych miejskim powietrzem płuc, ogień prywatny zapłonął. Dzieci wykazały się największą cierpliwością. A może chodziło im o kiełbaski na kijkach palone w płomieniach? Dlaczego dzieci nie wierzą, że na górze, powyżej jęzorów ognia jest najcieplej?

Konsumpcję rozpoczęto. Cudowny był ten rozgardiasz na stole z desek. Były fruwające talerzyki, MASEŁKO ZIELONE na naszej odzieży, walka o kanapki z CHLEBA NA ZAKWASIE i kończące się BUŁECZKI CYNAMONOWE . Nie było łatwo uchylać się przed szpikulcami kijów od kiełbasek i uciekać od goniącego mieszczucha dymu z ogniska (dym z ogniska nienawidzi mieszczuchów i lubi ich dręczyć). Wiele osób zostało poparzonych podczas wyjmowania ziemniaczków z żaru (doradzamy zawijanie ich w folię i nadziewanie widelcem lub patyczkiem gdy są już gotowe). My, sprytne mieszczuchy, najpierw podgotowaliśmy nasze ziemniaczki na parze (około 10 minut) w domu. Dzięki temu, mogliśmy oszczędzać, jakże cenny, czas. Mieszczuchy parzyły się również przy odwijaniu z folii BANANÓW Z OGNISKA. Na szczęście niebiański smak bananów znieczulał.

Jacy się czuliśmy dzicy i zbuntowani przeciwko konsumpcyjnemu, galeriano-sklepowemu stylowi życia. No po prostu rewolucja. Trochę się z nas podśmiewam ale też bardzo jestem dumna. Porzuciliśmy utarte ścieżki znanych nam miejskich ulic, zrezygnowaliśmy z ciepła kaloryferów i naładowaliśmy wyczerpane bateryjki aktywnością na świeżym powietrzu. Było swojsko, wesoło i „razem”. Było też bardzo smacznie. Chcemy jeszcze raz!

Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się pod linkami.

Photo by Borys/positivestudio.pl