Zapach słońca Andaluzji

Czy czegoś zazdroszczę Hiszpanom? A i owszem. Zazdroszczę im wiernego słońca, karnacji, zazdroszczę im ładnych nadmorskich miasteczek, dopieszczonych i objętych stylistyczną kuratelą, zazdroszczę im dystansu i umiejętności chwytania chwil pięknych z perspektywy kosmicznej nieistotnych (a może właśnie niezwykle istotnych) i oczywiście, całym mym zepsutym od zazdrości sercem zazdroszczę im jedzenia. Tego pewnie najmocniej. Pachnących słońcem pomarańczy, owoców morza (pachnących morzem), wspaniałych serów (pachnących różnie) i wielu wielu innych rzeczy (pachnących mniej lub bardziej ale zawsze).

Nieoczekiwana podróż do Andaluzji przyniosła tyle radości, uroczych skandali i przemiłych afer, że do tej pory nie mogę się otrząsnąć. Nie sądziłam, że luty mnie zaskoczy, i że może być tak ciepłym i kojącym miesiącem. Cudowni ludzie, dobre jedzenie i śmiech, który jest dobry na wszystko, działają cuda. Zwłaszcza w atmosferze wszechogarniającej siesty. Przeciętny Hiszpan wie dlaczego Pan Bóg dał mu kubki smakowe. Trenuje je co dzień zachwycając się smakiem i aromatem prostej ale niezwykle apetycznej kuchni. Umie odróżniać sery, zna się na winach i byle czego do ust nie weźmie. Stereotyp? Nie sądzę. Kultura jedzenia i jedzeniem się cieszenia to wynik kilkusetletniej tradycji hołdowania optymizmowi i chwytania radośnie każdego najmniejszego szczegółu życia. Wiele się od Hiszpanów można nauczyć.

Na przykład robić PAELLĘ I nieważne, że paella paelli nierówna a krewetki nierówne krewtkom. Wiemy, że nie uda się przenieść smaków w  skali 1 do 1 ale słowo „inspiracja” daje nadzieję na satysfakcję, mimo wszystko. Inspirujmy się, cytujmy, parafrazujmy. Nie należy się bać. Jedną z większych zalet życia w globalnej wiosce jest to, że możemy sobie pozwolić na kulinarne szaleństwa i spróbować prawie wszystkiego. Nawet paelli w Warszawie. Bo paellę w Hiszpanii jedliśmy pyszną i niejedną. Kilka nieodżałowanych, doskonałych nie doczekało się na nasze apetyty. Co się z nimi stało, nie wiadomo (taka wycieczka sentymentalna). Nasza PAELLA Z OWOCAMI MORZA daje radę i polecamy Wam ją gorąco. Świetny to pomysł na obiad. Nawet gdy za oknem słońca andazulyjskiego brak a i polskie gdzieś przepadło. Chyba na dłużej.

Gdy tak uparcie nie potrafimy rozstać się z Hiszpanią wciąż szukamy jej na talerzu. Robimy przegląd restauracji hiszpańskich w naszym mieście, oglądamy zdjęcia w książkach kucharskich i przeglądamy karty własnej pamięci. Próbujemy zrobić INSALATA MISTA dokładnie taką jaką jedliśmy w Kalifato. Szukamy Hiszpanii w potrawach, które zazwyczaj jadamy. Na wiele sposobów próbujemy przywołać spragnione smaki i ukoić wytęsknione zmysły. Bo wyobraźcie sobie, moi mili, kubki smakowe potrafią tęsknić. Aby ugasić melancholię możemy z dobrze znanej SAŁATKI MAKARONOWEJ uczynić sałatkę nieco bardziej śródziemnomorską. Troszkę tuńczyka, cebuli, oliwy, cytryny… A może nawet kilka oliwek do dekoracji. I mamy skrawek hiszpańskiego nieba, w gębie. Albo z jak zrobić Andaluzyjskie CAPRESE i przypomieć sobie zapach słońca. Smażony bakłażan i słoneczny pomidor ułożony zgrabnie na rozłożystym talerzu w towarzystwie, jakże oczywistej i niezbędnej, oliwy z oliwek. (A raczej OLIWY Z OLIWEK bo warto się rozejrzeć za towarem najlepszej jakości). Czy CAPRESE Z BAKŁAŻANÓW I POMIDORÓW to profanacja. Nie sądzę. A tym wszystkim, którzy nie wierzą, że słońce ma zapach polecam spróbowanie Malaga Virgen. Wino to, specjalność Malagi (szczególnie polecamy w El Pimpi, tamże), przygotowuje się z rodzynek, które suszyły się na drzewie i, jak mówią Hiszpanie, mają w sobie słońce z całego roku. Malaga Virgen naprawdę pachnie słońcem.

No i oczywiście tapas. Nie może zabraknąć wspomnień o tapas. Podobno wymyślone zostały aby móc zatykać kieliszki i chronić wino przed muchami. (A mówi się, że much są do niczego). Najpierw była to głównie sucha kiełbasa, potem kanapeczki z kiełbasą, następnie inne kanapeczki a teraz lista drobnych przekąsek, zwanych właśnie tapas, właściwie nie ma końca. Doskonałe sery, cienko pokrojony fuet, pieczywo smarowane oliwą, wspaniałe, nieznane u nas, odmiany papryki, przeróżne pasty… Znów tęsknię każdym zmysłem.  Z tej tęsknoty już kilkakrotnie zrobiłyśmy TAPENADĘ, nieziemską pastę z czarnych oliwek i „nie tylko”. Tapenada, moim zdaniem, najlepiej smakuje z grzankami z ciemnego pieczywa ale oczywiście nie tylko. Smakuje i już!

Kochani, nie zapomnę wielkiej niespodzianki, kilku nowopowstałych słów i urodzinowych przyśpiewek, bólu brzuchu od śmiechu, erotycznych tańców, spektaklu u Maggie, uczty w Kalifato, uczty z latającym omletem, uczty z oknem na cały świat i oczywiście kilku innych uczt. Było super, ale to wiadomo… Smacznego i  KAMASAHI!

Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się pod linkami.

Photo by Iza

 

Insalata mista

  • opakowanie mieszanki sałat
  • dojrzałe avocado
  • 2 dojrzałe pomidory
  • czerwona, średniej wielkości cebulka
  • 2 średnie marchewki
  • 5 łyżek oliwy z oliwek
  • sok z 1/2 limonki
  • pieprz, sól
  • 2 jajka (opcjonalnie)
  • puszka dobrego tuńczyka (opcjonalnie)

Jeżeli komuś wydaje się, że to taka zwykła sałata, to po prostu się myli. Oczywiście jest mnóstwo wersji Insalata mista i nie będziemy się kłócić o to jak się ją poprawnie przyrządza, bo wątpię aby istniała „poprawna” wersja. Zamierzamy podzielić się z Wami przepisem na sałatę, która przypomina mi najbardziej tę, którą jadłam w „Kalifato Beach” (Bravo Antonio!). Jej smak to jedno z najżywszych i najbardziej smakowitych wspomnień z ostatniej podróży.

A robi się ją tak… W rozległym naczyniu, rozkładamy mieszankę różnych sałat (np. lodowa, masłowa, radicchio, roszponka, rukola, pekińska, rzymska itp.). Marchewką, startą na tarce o grubych oczkach, posypujemy sałatę. Teraz czas na pokrojone w dość spore kawałki avocado (koniecznie dojrzałe) i pomidory. Wszystko nonszalancko rozrzucamy po sałacie. Następnie „idzie” cebulka pokrojona w piórka. I teraz zachowujemy się różnie, w zależności od tego jaką wersję sobie życzymy, prostszą czy bogatszą. Jeśli bogatszą to jeszcze nie koniec, znów zabieramy się do siekania i układania. Jajko kroimy w ćwiartki, tuńczyka delikatnie rozdrabniamy (ważne żeby nie była to tuńczykowa mamałyga) i układamy na wierzchu naszej sałatkowej konstrukcji. Teraz przychodzi czas na sos. Oliwę łączymy z limonką (nie żałujmy jej, jet tu bardzo ważna) i przyprawami i sowicie oblewamy naszą sałatę powstałą miksturą. Przy wersji prostszej pomijamy jajka i tuńczyka ale końcówkę wykonujemy tak samo. Pamiętajmy, przed podaniem, sałaty nie mieszamy! Można udekorować kilkoma zielonymi oliwkami.

Smacznego!

Zapraszamy do lektury Spotkania przy stole: Zapach słońca Andaluzji.
Photo by Iza

„Caprese” ze smażonych bakłażanów i pomidorów

  • 1 bakłażan
  • 3 duże pomidory
  • 1 mała cebula
  • sok z 1/2 cytryny
  • 4 łyżki oliwy
  • przyprawy: sól, świeży pieprz
  • zioła do posypania np. pietruszka, kolendra lub bazylia

Bakłażana kroimy na cienkie plasterki i smażymy z obu stron na patelni grillowej lub zwykłej bez tłuszczu. Usmażone, odkładamy na talerz i skrapiamy oliwą. Pomidory kroimy na plasterki w poprzek i przekładamy na zmianę ze smażonym bakłażanem. Tak przygotowane warzywa polewamy obficie sosem z soku z cytryny, oliwy i przypraw. Warzywa powinny być polane sosem przed podaniem (około 1-2 godziny wcześniej), wtedy przejdą smakiem i aromatem sosu, a bakłażan nie będzue suchy. Tuż przed zaserwowaniem przystawki posypujemy ją bardzo drobno posiekaną cebulą i dowonymi ziołami (nam spodobała się kolendra).

Smacznego!

Zapraszamy do lektury Spotkania przy stole: Zapach słońca Andaluzji.
Photo by Iza

Sałatka makaronowa z tuńczykiem

  • 250 g makaronu (najlepiej krótkiego np. penne, farfalle)
  • 1 puszka tuńczyka w oliwie
  • 1 puszka czerwonej fasoli
  • 3-4 ogórki konserwowe pokrojone w dośc grubą kostkę
  • 1 czerwona cebula pokrojona w piórka
  • 4 jajka ugotowane na twardo i pokrojone w ósemki
  • 2 łyżki kaparów
  • 2 łyżki majonezu
  • przyprawy: sól, świeży pieprz
  • 1 cytryna

Sałatka, a właściwie danie na zimno sprawdza się nie tylko na imprezach. Robi się ja łatwo, zaspakaja głód i satysfakcjonuje kubki smakowe. Co następuje… Makaron gotujemy w lekko osolonej wodzie al dente (koniecznie al dente). Studzimy go nieco. Dodajemy pozostałe składniki rozdrobnione lub pokrojone odpowiednio (patrz składniki).  Po przygotowaniu sosu (majonez połączony dokładnie z sokiem z 1/2 cytryny i przyprawami) całość mieszamy ostrożnie i z namaszczeniem. I wyobraźcie sobie, gotowe. Smacznego!

Zapraszamy do lektury Spotkania przy stole: Zapach słońca Andaluzji.
Photo by Iza

Paella z owocami morza

  • około 120 dag mieszanych mrożonych owoców morza
  • 25 dag ryżu (długoziarnisty albo specjalny do paelli)
  • 1-2 cebule
  • 3 ząbki czosnku
  • 4 łyżki oliwy
  • 2 szklanki bulionu warzywnego
  • 2 czerwone papryki
  • 15 dag mrożonego groszku
  • łyżka masła Lupark
  • nitka szafranu
  • 1 pęczek natki pietruszki
  • 2- 3 cytryny
  • przyprawy: sól, pieprz, kurkuma

Cudowny „jednogarnkowiec” z tej paelli. A robi się ją właściwie bardzo prosto. Owoce morza rozmrażamy i skrapiamy sokiem z jednej cytryny. Cebulę i czosnek obieramy, siekamy i smażymy na oliwie w dużej, głębokiej patelni, w której będzie przygotowywane danie. Następnie wrzucamy opłukany ryż i smażymy go na wraz z cebulką i czosnkiem, aż wchłonie oliwę i lekko zbieleje. Do tak podsmażonego ryżu wlewamy bulion, zagotowujemy całość, a następnie gotujemy jeszcze przez około 30 minut pod przykryciem na małym ogniu.
W czasie kiedy ryż sie gotuje, oczyszczamy i kroimy w kostkę papryki. Po wyznaczonych 30 minutach, dorzucamy do naszej patelni paprykę, mrożony groszek oraz owoce morza i dusimy jeszcze przez około 20 minut.
Masło rozgrzewamy w rondelku i mieszamy z szafranem. Dodajemy do ryżu i dokładnie mieszamy. Całośc przyprawiamy solą, pieprzem, odrobiną kurkumy posypujemy posiekaną natkę i solidnie skrapiamy sokiem z cytryn. Cytryna potrzebna jest jeszcze, oczywiście  pokrojonaw ćwiartki, do dekoracji i do wykorzystania (dla lubiących nieco bardziej kwaskowe paelle). Danie podajemy od razu, posypane suto natką pietruszki, najlepiej w naczyniu, w którym zostało przygotowane (duża, głęboka patelnia, lub wok). Smacznego!

Zapraszamy do lektury spotkania przy stole: Zapach słońca Andaluzji.
Photo by Iza

Tapenada

  • około 250 g hiszpańskich czarnych oliwek
  • 5 łyżek oliwy z oliwek (najlepiej hiszpańskiej)
  • około 20 g anchois
  • 2 ząbki czosnku
  • 6 łyżek soku z cytryny
  • 3 łyżki natki pietruszki
  • sól
  • ewentualnie jedna, mała ostra papryka
Oliwki pozbawione pestek misksujemy lub kroimy bardzo drobno, dodajemy posiekany czosnek i natkę, lekko rozdrobnione anchois i przyprawy. Następnie dolewamy oliwę i sok wyciśnięty z cytryny. Teraz miksujemy wszystko razem. Można oczywiście na miazgę ale my lubimy kiedy tapenada ma delikatne grudki. Podajemy ją ze świeżym pieczywem lub grzankami (szczególnie grzanki polecamy gorąco). Tapenada najlepiej smakuje po kilku godzinach „przegryzania się ” w lodówce.
Życzymy smacznego!
Zapraszamy do lektury spotkania przy stole: Zapach słońca Andaluzji.
Photo by Iza

Pączuszki „greckie”

  • 500 g maki
  • 3/4 łyżeczki soli
  • 14 g suszonych drożdży
  • 2 szklanki ciepłej wody
  • skórka otarta i sok z jednej pomarańczy
  • 1 łyżka miodu
  • 1 łyżka spirytusu
  • około litra oleju do smażenia
  • miód płynny (do polania)
  • cynamon, sezam, mielone orzechy włoskie do posypania

Do głębokiego naczynia dodajemy: mąkę, sól, drożdże, skórkę z pomarańczy i dwie szklanki ciepłej wody. Mieszamy mikserem bardzo dokładnie. Następnie dodajemy sok z pomarańczy, miód i spirytus. Znów mieszamy przez około 2 minuty.

Ciasto po wyrobieniu powinno być w miarę sprężyste, jednolite i lekko płynne. Odstawiamy je w ciepłe miejsce na około 30 minut aby wyrosło. Obserwujemy jak pięknie bąbelkuje.

Gdy ciasto będzie gotowe rozgrzewamy olej na głębokiej patelni. Nakładamy  łyżką do zupy porcje ciasta i smażymy na rumiano z obu stron. Gotowe pączki warto odsączyć  z tłuszczu na ręczniku papierowym. Gorące pączusie polewamy miodem i posypujemy sezamem, mielonymi orzechami i ewentualnie cynamonem. Podajemy ciepłe albo zimne. W obu wersjach są doskonałe.

Photo by Iza

 

Powiało chłodem

Mrozy zelżały a nam ciągle zimno. Wilgoć nie ustępuje a w nocy temperatura nadal spada bardzo nisko i nie chce się wychylić nosa spod kołdry. Śniegowe błotko chlupocze pod butami (lub, nie daj boże, w nich) a wokół wielu prychających i kaszlących (należę do nich). Nie jest łatwo. Zwłaszcza jak się zasmakowało południwego słońca Andaluzji skąpanego w lazurowym morzu… Ale o tym niedługo.

Jedzenie to jedna z podstaw utrzymania ciała w dobrej kondycji, wiadomo. Jeść trzeba i to nie byle co aby organizmu nie wyziębić i zagwarantować mu odpowiednie warunki do funkcjonowania. Dobre jedzenie to również gwarancja dobrego samopczucia . Takim oto mottem opatrzyliśmy nasze ostatnie spotkanie Razem Smaczniej. Postanowiliśmy powspominać wspólny wyjazd zimowy (niezwykle udany) i aby nie zamarznąć oglądając zdjęcia, z których sypał się śnieg i wiało chłodem zadbaliśmy o odpowiednie menu.

Po pierwsze GROCHÓWKA. Dobrze znana i kojarzona z wojskowym biwakiem zupa rozgrzewa już samym swoim zapachem. Dobrą grochówkę zrobić nie jest łatwo, ale nie przesadzajmy, nie jest też przesadnie trudno. Trochę grochu, warzyw, serca i jest grochówka. Nasza była cudowna, prawda? Podaliśmy ją w wersji „Vege” i mięsnej, odlewając nieco wywaru przed dodaniem boczku. Wersja bezmięsna jest już tak mocno pożywna (tutaj wielkie brawa dla grochu), że nie płaczmy jeśli okaże się, że w lodówce nie ma boczku.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wprawdzie tradycyjna kuchnia polska świetnie sprawdza się w czasie ostrzejszej pogody ale sięgnęłyśmy po dania, z różnych stron świata. MUSAKA , popularne greckie „conieco” miała stać się daniem głównym, ach te nasze jednogarnkowce… Nie sposób się im oprzeć zwłaszcza, kiedy przyjęcie ma mieć charakter nomadyczny a stół układ szwedzki.W jednogarnkowcach mamy wszystko: warzywa, sery, jajka  i oczywiście mięso. Wiem z opowieści wszystkożerców, że była znakomita. Pachniała naprawdę dobrze. a goście raczący się musaką mogli swobodnie przemieszczać się z miejsca na miejsce. Przyjęcie ku chwale wolności.

Sporo było na naszym skandynawskim stole dodatków. Niczym korona złocił się przepiękny bochen CHLEBA PSZENNEGO NA ZAKWASIE wykonany przez Beatę. Zajadaliśmy go z masłem posypanym natką, PASTĄ JAJECZNĄ oraz smalcem wegetariańskim. Przebojem okazała się KASZA JAGLANA Z KARMELIZOWANĄ GRUSZKĄ I… Coś pomiędzy deserem a wytrawną przystawką. Jadły ją również dzieci ku rozkoszy i radości rodziców. Bo kasza jaglana to naturalny antybiotyk. Ma tyle cudownych właściwości, że poświęcimy jej chwilę już niedługo.A tymczasem polecamy gorąco. Choć równie dobra jest na zimno.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

A na deser wspomnienie z naszego zimowego uzdrowiska. FALE DUNAJU powitały nas w Zakopanem na pierwszym obfitym obiedzie. W ramach ulegania sentymentom spróbowałyśmy powtórzyć ten deser. Chyba z powodzeniem… Wielką zaletą Fal Dunaju jest fakt, że ciasto wygląda bardzo reprezentacyjnie.

Było świetnie. I Razem i Smacznie. Nie mogę się nadziwić jakie mam w życiu szczęście do ludzi. Z nimi wszystko smakuje lepiej!

Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się pod linkami.

Photo by Iza

 

 

Cytrynowa sałata z cukinią i oscypkiem

  • opakowanie mieszanki sałat
  • pół dużego oscypka
  • 1 średnia cukinia
  • garść pestek słonecznika
sos:
  • cytryna
  • 6 łyżek oliwy
  • sól, pieprz

Z serii „potrzeba witaminy C”. Podstawą jest oczywiście mocno cytrynowy sos, na który mam ostatnio niezmiennie chrapkę. A przygotowanie jest proste. Pokrojoną w półcentymetrowe plasterki cukinię grillujemy na specjalnej patelni, domowym grillu, lub raclette. Ser ścieramy na tarce z grubymi oczkami a pestki podsmażamy na suchej patelni uważając aby ich nie spalić. Sałatę myjemy (lub nie gdy kupiliśmy już umytą) i umieszczamy w dużym naczyniu. Dodajemy ostudzoną cukinię starty ser i pestki. Dodajemy sos powstały z oliwy, soku z połowy cytryny i startej skórki z całej cytryny. Możemy go delikatnie posolić i popieprzyć i jest gotowy aby dodać go do sałąty. Pamiętajmy aby mieszać ją delikatnie, najlepiej czystymi rękami. Sałata jest doskonałym dodatkiem do dań ale można ją spożywać samą, np. z dodatkiem grzanek. Smacznego!

Zapraszamy do lektury Spotkania przy stole: Powiało chłodem.

Photo by Iza

 

 

Fale Dunaju

Składniki na ciasto:

  • kostka masła lub margaryny (250 g)
  • 5 jaj
  • 2 szklanki mąki pszennej
  • 1 szklanka cukru pudru
  • cukier waniliowy
  • olejek rumowy
  • 2 łyżki kakao
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • około 6 jabłek

Składniki na krem:

  • kostka masła (250 g)
  • 1/2 l mleka
  • 1/2 szklanki cukru kryształu
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 2 łyżki mąki pszennej
  • cukier waniliowy

Składniki na polewę:

  • 1/2 kostki margaryny (125 g)
  • szklanka cukru pudru
  • 2 łyżki kakao
  • 2 łyżki wody

Ciasto robimy tak:

Białka oddzielamy od żółtek i z białek ubijamy sztywną pianę. Pod koniec ubijania dodajemy stopniowo cukier, cukier waniliowy, żółtka i olejek rumowy. Następnie, również stopniowo, na przemian dodajemy mąkę wymieszaną z proszkiem i roztopiony tłuszcz.
Do blaszki o wymiarach (około) 33 x 20 cm wyłożonej papierem do pieczenia, wykładamy połowę ciasta, a do drugiej połowy dodajemy kakao. Mieszamy i wykładamy na jasne ciasto. W ciasto, rzędami wciskamy jabłka pokrojone na ćwiartki. Ciasto pieczemy około 45 minut w temperaturze 180-190 stopni C.

Krem robimy tak:

Odlewamy 0,5 szklanki mleka i mieszamy z mąką pszenną i ziemniaczaną. Pozostałe mleko, cukier i cukier waniliowy zagotowujwmy, dodajemy mieszaninę ze szklanki i mieszamy do powstania gęstej masy. Masło ucieramy do białości a następnie stopniowo dokładamy do niego przestudzona masę.

Polewę robimy tak:

Do garnka wkładamy wszystkie składniki, podgrzewamy do rozpuszczenia, a następnie chwilę gotujemy (aż cukier się rozpuści). Następnie studzimy.

Przestudzone ciasto smarujemy kremem, a kiedy krem stężeje polewamy je polewą. Ciasto najlepiej podawać kiedy postoi 2- 3 godziny. Smacznego!

Zapraszamy do lektury spotkania przy stole: Powiało chłodem.

Photo by Iza