Tiramisu z malinami

Tym razem jeden z naszych ulubionych deserów w zdecydowanie bardziej letniej odsłonie

  • 500 g dobrego serka mascarpone
  • 250 ml śmietany kremówki (36%)
  • 4 żółtka
  • 5 łyżek cukru
  • prawdziwe espresso (rozpuszczalna kawa też się „nadawa” ale espresso to espresso)
  • 4 łyżki amaretto Coiuntreau
  • około 2 opakowań biszkoptów „lady fingers”
  • opakowanie świeżych, słodkich malin
  • kakao do posypania
  • mięta (do ozdoby)
Śmietankę ubijamy z łyżką cukru na sztywno i odstawiamy. Żółtka z resztą cukru ucieramy na krem (mikser i duże obroty).Powoli dodajemy serek i znów miksujemy, tym razem już na mniejszych obrotach. Dodajemy śmietaną i łączymy ją z masą delikatnie (łyżką lub mieszadłem). Wybieramy sobie foremkę. Najlepiej ceramiczną, w której łatwo będzie podać estetyczny deser.W przestudzonym espresso z dodatkiem likieru Coiuntreau moczymy biszkopty (musimy to wyczuć, tak aby nie były zbyt mokre ale również nie za suche) i układamy całą ich warstwę na dnie naczynia. Posypujemy je obficie malinami, ale tak naprawdę nie żałując! Na nich umieszczamy połowę kremu. Potem znów moczone w kawie z likierem biszkopty a na nie maliny (znów sporo) i pozostała część kremu. Deser posypujemy sowicie kakao i wstawiamy do lodówki co najmniej na dwie godziny. Najlepszy jest następnego dnia.
Photo by Iza

Gulasz piwny

 

  • ok 700 g łopatki wieprzowej
  • 2 duże cebule
  • 2 kromki chleba razowego
  • 2 marchewki (ale nie koniecznie)
  • mała butelka jasnego piwa
  • troszkę mąki do posypania mięsa
  • 2- 3 łyżki oleju
  • przyprawy: sól, pieprz, ostra i słodka papryka w proszku, ziele angielskie (5 ziarenek), pieprz w kulkach (9 ziarenek), 2 listki laurow

Oczyszczone mięsko kroimy w kostkę,posypujemy mąka i obsmażyłam na rozgrzanym oleju w dużym garnku. Kiedy mięso sie lekko zrumieni dorzucamy pokrojoną w kosteczkę cebulę i chwilę dusimy razem.Następnie zalewamy wszystko piwem, dorzucamy przyprawy i pokrojoną dosyć drobno marchewkę. Całość dusimy około godziny, mieszamy od czasu do czasu żeby nie przywarło – jeśli płyn za szybko odparowuje można podlać piwem lub wodą. Po tym czasie wrzucamy pokrojony w kostkę chleb i całość dusimy jeszcze aż chleb się rozpadnie. Doprawiamy do smaku.

Gulasz pozostawiamy na przynajmniej kilka godzin aby smaki się dobrze wymieszały. Najlepiej smakuje z Knedlík kynutý houskový :-)

Smacznego.

Zapraszamy do lektury Spotkania Przy Stole: Moja Praga… 

Photo by Lidka

 

Knedlík kynutý houskový czyki knedlik bułczano drożdżowy

  • 250 g mąki pszennej
  • 10 g drożdży świeżych
  • 125 ml mleka
  • odrobina cukru
  • 1 jajo
  • szczypta soli
  • 1 kajzerka

Z łyżki mąki, drożdży, cukru i odrobiny ciepłego mleka robimy rozczyn i zostawiam na 5-10 minut aby zaczął pracować. W misce roztrzepujemy jajko z pozostałym mlekiem, wrzucamy do niego kajzerkę pokrojoną w kostkę, mąkę i lekko wyrośnięty zaczyn. Całość lekko mieszamy w misce, a kiedy składniki się już połączą przekładam na blat i zagniatam. Tak zagniecione ciasto zostawiamy do wyrastania na godzinę by zwiększyło objętość.

Wyrośnięte ciasto na knedliki dzielimy na 2-3 części, formuję z niego wałeczki i znowu odstawiamy do wyrośnięcia na ok 30 min. Kiedy knedliki wyrosna wrzucamy je do wrzącej osolonej wody i gotuję po ok. 8 minut z każdej strony, potem wyjmujemy i kroimy nitką lub bardzo ostrym nożem.

Knedliczki podawajemy oczywiście z gulaszem piwnym lub z jakimkolwiek innym sosem mięsnym. Knedle można również odgrzać, ale należy to robić na parze , jak również mrozić.

Smacznego.

Zapraszamy do lektury Spotkania Przy Stole: Moja Praga… 

Photo by Lidka

Złote naleśniki z amarantusem

  • 200 g mąki pszennej orkiszowej
  • 200 ml mleka
  • 300 ml wody
  • 2 jajka
  • 50 g amarantusa ekspandowanego
  • 1/2 łyżeczki kurkumy
  • szczypta soli
  • opcjonalnie 2-3 łyżki oliwy do ciasta (pamiętajmy jednak, że wg diety dr Michała Mularczyka, nie należy łączyć tłuszczu i skrobi gdy zamierzamy poddać mieszankę wysokim temperaturom)
  • syrop klonowy lub melasa
  • serek ricotta
  • truskawki/maliny/jagody

Mąkę przesiewamy, dodajemy jajka, mleko, wodę, amarantus, kurkumę i sól. Składniki dokładnie mieszamy i odstawiamy na około 15 – 20 minut (najlepiej do lodówki). Naleśniki (wcale nie super cienkie) smażymy z dwóch stron na średnio rozgrzanej, suchej patelni ceramicznej z cienkim dnem lub na dobrej teflonowej stworzonej specjalnie do smażenia naleśników (taką mamy, polecamy). W przypadku gdy ciasto nie będzie chciało odchodzić od patelni do ciasta dodajemy 2-3 łyżki oliwy lub też wszystkie kolejne placki smażymy na tłuszczu.

Na każdy, jeszcze ciepły placek nakładamy kopiastą łyżkę ricotty i rozsmarowujemy dokładnie. Na twarożek rozrzucamy umyte owoce. Złote naleśniki doskonale smakują z truskawkami, malinami i/lub jagodami. Owoce polewamy syropem klonowym lub melasą.

Życzymy smacznego!

Zapraszamy do lektury Spotkania przy stole: A propos śniadania i amarantusa.

Photo by Iza

 

A propos śniadania i amarantusa

Chyba już wszyscy wiedzą o mojej miłości do śniadań. Budzę się głodna a zasypiam z myślą o śniadaniu. Wielbię poddańczo poranki a towarzyszy do śniadań wybieram ostrożnie i z namaszczeniem. Eeeee… nieprawda. Właściwie wszyscy się nadają. Zatem zapraszam!

Już wiem co zjecie na jutrzejsze śniadanie a nawet jeśli się mylę wiem co zjeść powinniście. Obok PANCAKE’KÓW RAZOWYCH są to od niedawna moje ulubione ”smażyste” (analogia do „pieczystego”). Oczywiście śniadaniowe. Silnie związana jestem ze wspomnieniem z dzieciństwa, w którym występują właśnie naleśniki. Pamiętam jak dziś jak moja kochana babcia po raz kolejny poddawała się w batalii z nami dotyczącej tego co będzie na śniadanie. Proponowane przez nią kanapki (no nie mogę się do nich jakoś emocjonalnie zbliżyć) bombardowaliśmy co rano ripostą: naleśniczki albo placuszki. Babcia przegrana ale radosna zabierała się za smażenie. Najlepsze były takie (tłuściutkie) z truskawkami prosto z krzaczka lub jagódkami prosto z lasu. Tęsknię bardzo. I za babcią i za cudownymi śniadaniami, które dla nas robiła.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wracając do propozycji na dziś. Zainspirowana propozycją Dominiki z Tao zdrowia proponuję i ja coś dobrego, coś zdrowego a zarazem ładnego. Jutro rano zakasujemy rękawki piżamki, lub szlafroczka i ochoczo zabieramy się za ZŁOTE NALEŚNICZKI (ORKISZOWE Z AMARANTUSEM). A robi się je tak:

Przygotowujemy:

  • 200 g mąki pszennej orkiszowej
  • 200 ml mleka
  • 300 ml wody
  • 2 jajka
  • 50 g amarantusa ekspandowanego
  • 1/2 łyżeczki kurkumy
  • szczypta soli
  • opcjonalnie 2-3 łyżki oliwy do ciasta (pamiętajmy jednak, że wg diety dr Michała Mularczyka, nie należy łączyć tłuszczu i skrobi gdy zamierzamy poddać mieszankę wysokim temperaturom)
  • syrop klonowy
  • serek ricotta
  • truskawki/maliny/jagody
I dawaj smażymy naleśniczki na suchej patelni do naleśniczków.
A  z czym je podajemy? Z czym dusza zapragnie. My się raczyliśmy złotymi naleśnikami z ricottą i owocami i syropem klonowym. Były wyśmienite i rzeczywiście piękne.

Tajemnicza rzecz ten amarantus? Nic bardziej mylnego. Stary jest tylko przeokrutnie. Stary ale jary. Podejrzewam, że w konkursie na najzdrowsze zboże mógłby zaskoczyć niejednego i znaleźć się na podium. Często nazywany jest zbożem XXI wieku. Zawiera mnóstwo składników odżywczych, chroni przed wieloma chorobami, reguluje istotne procesy, zmniejsza niejedno ryzyk. Generalnie nieźle się popisuje ten amarantus. Aby zachęcić milusińskich do jego spożywania można rzucić argument, że spożywali go Indianie. Bo to prawda. Poza tym występuje w formie malusieńkiego „pop cornu” (oczywiście nie cornu) i właśnie w takiej formie wystąpił dziś w naszym śniadaniu. Amarantus ekspandowany, brzmi godnie…

Smacznego!

Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się pod linkami.

Photo by Iza

 

 

Sałata z magią i oscypkiem

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jeszcze raz dziękuję Joasi za zdradzenie sekretu tego smaku. Podobno tak najczęściej sałatę jedzą Francuzi i choć odpowiedź na pytanie co to za składnik sprawia, że smakuje tak doskonale jest banalna zapewniam Was, że smak banalny nie jest!

  • opakowanie mieszanki sałat
  • opakowanie kiełków fasoli mung
  • 3 łyżki prażonych pestek słonecznika
  • 2 średnie pomidory
  • 1 oscypek (od jego jakości wiele zależy)

Sos:

  • 5 łyżek oliwy z oliwek
  • 1 łyżka oleju słonecznikowego
  • pół łyżeczki octu balsamicznego
  • łyżeczka Magii
  • łyżeczka musztardy dijon
  • łyżeczka soku z cytryny
  • szczypta cukru i szczypta soli

Sałatę myjemy, osuszamy (najlepiej, bo najszybciej, w suszarce do sałaty) chyba, że nabyliśmy wcześniej umytą. Na patelni (suchej) podsmażamy pestki słonecznika na złoto. Umieszczamy w misie/salaterce sałatę i posypujemy ją pestkami.

W słoiczku z nakrętką mieszamy składniki na sos na gładką masę. Polewamy sałatę powstałym sosem i delikatnie, najlepiej czystymi dłońmi mieszamy sałatę pamiętając, że jej liście są bardzo wrażliwe…

Teraz myjemy i kroimy pomidory. Najlepiej na około 6 kawałków z pomidora.

Na patelni, najlepiej grillowej, smażymy pokrojone na wcale nie cienkie plasterki oscypki. Gdy osiągną złoty kolor są gotowe. Kroimy je na pół i umieszczamy na sałacie.

Sałatę podajemy niezwłocznie. Doskonale smakuje z czerwonym, wytrawnym winem. Polecamy!

Photo by Iza

 

W celu dekoratorskim…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Udałyśmy się ostatnio do naszej uroczej koleżanki Dorotki w celu przedyskutowania kwestii dekoratorskich. Mieszkanie w oczekiwaniu na remont potrzebowało rzutu okiem względnie doświadczonej „metamorfistki” (kłaniam się nieskromnie). Nie byłybyśmy sobą gdybyśmy nie zjadły czegoś przy okazji w miłym towarzystwie. Każda okazja jest dobra na spotkanie a jeść trzeba jeśli się oczywiście nie jest bretarianinem. My z pewnością nie jesteśmy.

Podczas wnętrzarskich dywagacji zachciało nam się słodkości więc niestandardowo rozpoczęłyśmy ucztę od deseru. BLOK CZEKOLADOWY w wykonaniu Lidii mowę nam wprost oderwał. Tym samym mowy nie było o dalszych dyskusjach na tematy architektoniczne. W milczeniu, popijając kawę spożywałyśmy zapomniany przez wielu deser pięćdziesięciolecia. Poczułam się znów jak na urodzinach u Marty z 4c. I chyba w radiu nawet „leciała” Madonna…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Danie główne było sałatą. Ale nie jakąś tam zwykłą sałatą… Dzięki uprzejmości mojej sąsiadki, Joasi, odkryłam smak sałaty, który zapiera dech w piersiach. Nie sposób odgadnąć jaki to składnik sprawia, że smakuje tak doskonale. Orzechy? Sezam? Różne odpowiedzi padają z ust częstowanych. A odpowiedź jest banalna. Smak nie! SAŁATA Z MAGIĄ (podstawowa) nadaje się doskonale jako dodatek do wszelkich dań. Polecamy gorąco.  Na spotkaniu dekoratorskim zrobiłyśmy wersję bogatszą, nieco bardziej obiadową SAŁATĘ Z MAGIĄ I OSCYPKIEM. Również prosta w przygotowaniu a niezwykle aromatyczna i co najważniejsze pożywna dała nam wiele przyjemności. Najadłyśmy się po kokardkę. A na obiad miałyśmy przecież tylko sałatę!

Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się pod linkami.

Photo by Iza

 

Sałata z magią

Jeszcze raz dziękuję Joasi za zdradzenie sekretu tego smaku. Podobno tak najczęściej sałatę jedzą Francuzi i choć odpowiedź na pytanie co to za składnik sprawia, że smakuje tak doskonale jest banalna zapewniam Was, że smak banalny nie jest!

  • główka sałaty lodowej
  • główka sałaty zwykłej
  • opakowanie kiełków fasoli mung
  • 3 łyżki prażonych pestek dyni

Sos:

  • 5 łyżek oliwy z oliwek
  • 1 łyżka oleju słonecznikowego
  • pół łyżeczki octu balsamicznego
  • łyżeczka Magii
  • łyżeczka musztardy dijon
  • łyżeczka soku z cytryny
  • szczypta cukru i szczypta soli

Sałaty myjemy, osuszamy (najlepiej, bo najszybciej, w suszarce do sałaty) i rwiemy na kawałeczki do dużej misy lub salaterki. Na patelni (suchej) podsmażamy pestki dyni na złoto. Do misy/salaterki dosypujemy kiełki oraz przestudzone pestki.

W słoiczku z nakrętką mieszamy składniki na sos na gładką masę. Polewamy sałatę powstałym sosem i delikatnie, najlepiej czystymi dłońmi mieszamy sałatę pamiętając, że jej liście są bardzo wrażliwe…

Photo by Iza

Blok czekoladowy

Ja mogłabym przysiąc, że ten deser pochodzi z pięknych czasów mojego dzieciństwa, i że zaklęto w nim potęgę smaku samego PRL- u. Wtedy to był on alternatywą dla wyrobów czekoladopodobnych. Myślałam, że zna go każdy! Niestety tak nie jest…. Więc robię, częstuję i rozpowszechniam tę niebiańską słodycz. Na chwałę wspomnieniom!
  • 200 g masła
  • 500 g mleka w proszku
  • 1/2 szklanki wody
  • niecała szklanka cukru
  • 6 łyżek kakao
  • około 150 g herbatników
  • opcjonalnie garść orzechów lub rodzynek (lub po trochu i tego i tego)

W garnczku na małym ogniu należy rozgrzać wodę z masłem. Kiedy masło całkowicie się roztopi dodać cukier oraz kakao.

Gdy składniki się połączą, a cukier rozpuści, należy garnuszek zdjąć z ognia i powoli wsypywać mleko w proszku. Trzeba cierpliwie mieszać do momentu otrzymania jednolitej masy pozbawionej grudek. Na koniec wsypujemy połamane herbatniki i ewentualnie orzechy oraz rodzynki. Następnie całość jeszcze raz delikatnie mieszamy.

Jeszcze ciepłą masę przekładamy do foremki, najlepiej kelsówki wyłożonej folią spożywczą, studzimy aż wreszcie schłodzamy w lodówce.

Uwaga! Najlepiej przygotować dzień wcześniej.

Smakowitości …

Photo by Iza