Kartacze, cepeliny czy kołduny…?

Kartacze to potrawa pochodząca z Litwy, i tam też wszyscy wołają na nie cepeliny. Kartacze uważane są również za typową potrawę Podlasia, (moje tereny) i u mnie w domu były to kołduny. Odpowiednikami kartaczy są ogólnopolskie pyzy z mięsem, a na Śląsku czarne kluski, z tym, że jest to tylko ciasto bez mięsa.
Kartacze różnią się  przede wszystkim od pyz i innych tego typu klusek- rozmiarem i kształtem. Są dużo większe niż typowe pyzy, a kształt mają wydłużone niczym piłka do rugby.

PRZEPIS NA FARSZ:

  • 50 dag mięsa mielonego (może być surowe lub gotowane)
  • 1 podsmażona cebula
  • 1 jajko
  • pieprz, sól

Mięso (niezależnie czy surowe czy gotowane) mielone mieszamy z jajkiem i podsmażoną cebulą. Jeśli jest suche, można dodać rozmoczoną (i wyciśniętą) bułkę. Całość należy doprawić solą i pieprzem, a następnie dokładnie wymieszać.

PRZEPIS NA CIASTO:

  • 10 ziemniaków surowych, startych
  • 3 ziemniaki ugotowane
  • pieprz, sól

Surowe ziemniaki trzemy na drobnej tarce, następnie przeciskamy  przez gazę tak aby zachować sok w szklance. Z soku tego odzyskujemy skrobię. Po pozostawieniu na jakiś czas soku z ziemniaków na dnie szklanki bądz miseczki utworzy się dość gruba warstwę białego osadu, to właśnie skrobia. Płyn wystarczy odlać, a skrobię zeskrobać i dodać do ciasta.
Ziemniaki gotowane przeciskamy przez praskę i mieszamy z surowymi. Lekko doprawiamy.

Z mięsa formujemy kulkę, a z ziemniaków krążek. Zawijamy kulkę mięsa w ciasto ziemniaczane i formujemy owalny kształt kartacza.
Kartacze gotujemy na bardzo małym ogniu. W przypadku farszu z surowego mięsa gotujemy je przez około 40 minut. W przypadku farszu z mięsa już ugotowanego (na przykład z zupy) wystarczy ok 20 minut.
Podajemy ze smażoną cebulką, ewentualnie ze skwarkami z boczku czy słoniny lub ze śmietaną. Smacznego.

Photo by Lidka

Aglio e olio z granatem

Zabijcie mnie ale za Chiny nie wypowiem poprawnie nazwy mojej ulubionej potrawy. Wykorzystam patent kochanego brata i będę nazywać je „Ali Oli”. Dodawać nie muszę, że oprócz zaskakująco trudnej nazwy makaron ten posiada same zalety. Robi się go piorunem, smakuje wyraziście, jest sycący i całkiem zdrowy. Tym razem proponuję Wam wersję z granatem. Fantazyjna, nieskomplikowana i urocza zachwyci Was i nasyci. A potrzeba do niej:

  • 250 g makaronu spaghetti (polecam razowy)
  • 125 ml oliwy (warto wykorzystać jakąś naprawdę dobrą)
  • 1 granat (bez zawleczki)
  • 4 ząbki czosnku
  • 1 szalotkę
  • 1 małą papryczkę chili (dałam suszoną)
  • sól, pieprz do smaku
  • parmezan
  • ewentualnie natkę pietruszki (uwielbiam)

Makaron, gotujemy wg przepisu na opakowaniu w osolonej wodzie (pamiętajmy, al dente). Na dużej patelni rozgrzewamy oliwę. Drobno pokrojony czosnek, szalotkę i chili wrzucamy na rozgrzaną oliwę i smażymy na złoto. Solimy i pieprzymy do smaku, wedle upodobań. Musimy uważać, żeby nie spalić zawartości patelni. Teraz czas na makaron. Wrzucamy go (gdy jest już ugotowany) na patelnię i dokładnie mieszamy. Następnie wyłączamy gaz (elektryczność) i dodajemy ziarenka granatu (wcześniej oczyszczone). Danie jest właściwie gotowe. Podajemy je (koniecznie) z parmezanem i (ewentualnie) z natką pietruszki. Ja do mojego „Ali Oli” zaserwowałam SAŁATĘ Z MAGIĄ i suszonym pomidorem. Było smakowicie czego i Wam życzę!

 

Photo by Iza

 

Pomidory pieczone w zalewie oliwno-miodowej

 

  • około 6 podłużnych pomidorów (z nich sałatka jest najlepsza)
  • 2 łyżki czarnych oliwek
  • 2 ząbki czosnku
  • garść natki pietruszki
  • 2 łyżeczki miodu
  • około 5 łyżek oliwy z oliwek
  • 1 łyżka octu balsamicznego
  • sól morska, świeżo zmielony pieprz

Z umytych pomidorów usuwamy stwardniałe włókna. Tym razem nie musimy ich obierać, wystarczy przekroić każdy na cztery części. Układamy je w naczyniu do zapiekania (najlepiej w takim, w którym je potem podamy) po czym posypujemy solą morską i  zalewamy dwiema łyżkami oliwy z oliwek. Naczynie przykrywamy szczelnie folią aluminiową i wstawiamy do nagrzane do 150 stopni piekarnika na około 20 minut.  W tym czasie możemy przygotować sos. oliwki, czosnek i natkę drobno siekamy. Zalewamy łyżką oliwy (około) i dodajemy ocet oraz miód. Dodajemy odrobinkę soli i świeżo zmielonego pieprzu. Po wyjęciu z pieca, pomidory zalewamy naszym sosem i delikatnie mieszamy. Sałatkę możemy podawać zarówno na ciepło, jak i na zimno. Życzymy smacznego, bo będzie!

Photo by Iza

 

 

Ale bazar!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Z bazarami jest podobnie jak z psami, używa się słów je określających do przekazania wielu negatywnych emocji. Nie będę rozwijać skrzydeł w przytaczaniu wszystkich przykładów (od tego specjalistką jest Martula) wystarczy, że powiem, że dziś pogoda pod wściekłym psem, że jak spojrzę na wszystko wokół to wydaje mi się, że wiodę pieskie życie, a ubrania na mnie wyglądają jak psu z gardła . Widać nie dla psa kiełbasa i więcej słońca mi się nie należy. Trudno…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Psy na to nie zasłużyły. Wierne, mądre, dobre i taki je los spotyka ( nie mówiąc o tym, że pewien krytyk kulinarny zjada). Z bazarem jest podobnie. Gdy tylko padnie „ale bazar” wiadomo, że będzie można się pośmiać, czyż nie? Ale jakież to niesprawiedliwe! Jesień jest najpiękniejszym czasem na bazarowanie i wtedy to bazary rozkwitają w pełnej krasie a mnie chce się po nich kroczyć, dotykać aksamitnych brzoskwiń, jak Amelia Poulain zanurzać dłonie w workach z grochem czy fasolą a wsałatach przebierać jak ulęgałakach. Bo wszystkiego jest pełno, bogactwo tam, aż oczy bolą. Ale bazar!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kilka dni Przeszłam samą siebie i calutki bazar w Falenicy (najbliżej-najulubieniej). Jak można wrocić do domu z 11 kg warzyw i owoców. Czekałam już na te pytania retoryczne: „Czyś Ty zwariowała?”, „Kto to zje?” , „Czyś Ty naprawdę zwariowała??”. Odpowiedzi: „Tak zwariowałam”,” Nie wiem kto to zje. My? Zaprosimy dużo gości?”. Ale na własne usprawiedliwienie powiem, że to w żadnym stopniu nie jest moja wina. Pachniało tam tak, że nie sposób było przejść obojętnie obok żadnego stoiska, kolory były takie jak lubię, a ludzie dzięki ostatnim podrygom letniego słońca super mili. Stało się i mam mnóstwo warzyw w domu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Co wtedy robię? Robię co mogę i podążam gdzie mnie ręce poniosą. Co zatem następuje: Pierwszego dnia zrobiłam: POMIDORY PIECZONE W ZALEWIE OLIWNO-MIODOWEJ, KNEDLE ZE ŚLIWKAMI, KREM Z POMIDORÓW Z PIECZONĄ PAPRYKĄ, CIASTO ORIENTALNE Z WĘGIERKAMI, SZARLOTKĘoraz WARZYWNE CURRY i powiem Wam coś, było warto…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ale to nie koniec, dziś też się tam wybieram. Co kupię? Kupię co uniosę.

Moi drodzy, zachęcam do odwiedzania bazarów właśnie teraz, zachęcam do odwiedzania zawsze ale o tej porze roku szczególnie. Jestem pewna, że to najzdrowszy dla naszych ciał i umysłów sposób robienia zakupów. Bazarowanie, jak żadna inna z form zakupoholizmu działa doskonale na każdego. Nie wierzycie? Proszę próbować. Każdy ma w okolic jakiś bazar, bazarek albo wielki targ. Są targi sezonowe, codzienne i odświętne, zapewniam, wizyta na większości z nich warta jest grzechu. Ja Was rozgrzeszam…

Smacznego!

Kochamy:

Bazar pod Halą Banacha,

Bazar pod Halą Mirowską

Bazar przy placu Szembeka

Bazar na Stadionie Olimpia

Bazar w Otwocku (co 2 tygodnie targi ekologiczne)

Bazar Wolumen

I oczywiście Pana Ziółko

A Wy?

 

Photo by Iza (ostatnie zdjęcie -Kamil/magazynwrazen.pl)

Ciasto orientalne z węgierkami

Globalnej wioeski ciąg dalszy. Podobno to jej zmierzch bo paliwo na świecie się kończy… Nie bedę się wglębiać. Ale na pewno nie w kuchni

  • około 20 śliwek węgierek
  • łyżeczka cynamonu
  • 3 łyżki cukru trzcinowego

Okrągłą, dużą formę  do tarty smarujemy masłem i posypujemy bułką tartą. Na tak przygotowaną blaszkę wykładamy śliwki umyte, wysuszone i pozbawione pestek. Ważne jest, aby pokrywały dokładnie całe dno (nie powinno być prześwitów). Owoce posypujemy cynamonem i cukrem trzcinowym. Całość przykrywamy, dośc gęstym ciastem do którego potrzebujemy:

  • 2 pełne szklanki pełnoziarnistej mąki pszennej
  • 3 jajka
  • 3/4 szklanki cukru dark muscovado (cukier trzcinowy)
  • cukier waniliowy z prawdziwą wanilią
  • 3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 250 g rozpuszczonego i ostudzonego masła
  • pół szklanki oleju słonecznikowego
  • 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • 1/2 łyżeczki kurkumy

Podane składniki wystarczy za sobą połączyć mikserem (niezwykle to łatwe). Ciasto będzie dosyć gęste i trzymające się „w sobie”. Ciasto pieczemy w piekarniku nagrzanyn do 160 C przez ok 50 minut. Jest naprawdę smakowite.

Zapraszamy do lektury spotkań przy stole: Ale bazar!

Photo by Iza

 

 

Krem z pomidorów z pieczoną papryką

Znów krem pomidorowy i znów nowa odsłona. Nie mogę się jednak pomidorom oprzeć co wiemy już od dawna (Witajcie pomidory). Znów mnie kuszą i teraz właśnie są najlepsze. Niech to trwa… Poniosło mnie ale tym razem, mój ulbiony krem z pomidorów,z pieczoną papryką…

  • około 800 g pomidorów na zupę (lub 2 puszki pomidorów – ale nie o tej porze roku!)
  • 2 średnie ziemniaki
  • 2 średnie marchewki
  • 2 średnie czerwone cebule
  • 3 papryki (2 czerwone i 1 zielona)
  • 1 małe chili
  • 2 cm korzenia imbiru
  • 2 ząbki czosnku
  • 5 łyżek oleju rzepakowego
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • łyżeczka ekologicznej przyprawy uniwersalnej
  • sól, pieprz do smaku (ewentualnie)
  • garść obranych pistacji
  • garść pestek słonecznika
  • liście świeżej mięty

Na początku podgrzewamy piekarnik do 160 stopni aby upiec paprykę. A robi się to bardzo prosto:

Myjemy ją (wraz z małą chili) i w całości układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Umieszczamy w piekarniku nagrzanym do 160 stopni i pieczemy około 35 minut. Papryka gotowa jest wtedy, gdy jej skórka zbrązowieje (nie koniecznie na całej powierzchni). Paprykę nieco studzimy i obieramy ze skóry co okazuje się po upieczeniu niezwykle łatwe. Kroimy ją na cztery, w miarę  równe, części pozbywając się przy okazji nasion. Następnie miksujemy…

Podczas pieczenia papryki, na oliwie, w garnku o głębokim dnie, smażymy pokrojone drobno cebulę, imbir i czosnek. Gdy cebula się zeszkli a czosnek nie zdąży spalić dodajemy pokrojoną w dużą kostkę marchewkę i tak samo potraktowane, wcześniej obrane ziemniaki. Całość dusimy przez około 10 minut .W czasie smażenia dodajemy sos sojowy. Następnie dolewamy litr wody oraz szczyptę przyprawy uniwersalnej i gotujemy około 7 minut. Wywar miksujemy na gładką masę. Teraz czas na pomidory. Je również miksujemy, wraz z czterema papryczkami (w tym jedna chili, można z niej zrezygnować jeśli chcemy podać zupę dzieciom) i dodajemy do zmielonego wywaru.

Gotujemy całość kolejne 7 minut. Możemy ją nieco doprawić ale zasadniczo zupa jest gotowa. Podajemy ją z orzeszkami lub pestkami słonecznika i liśćmi mięty. Smakuje nieco podobnie do gazpacho na ciepło :)

Zapraszamy do lektury Spotkania przy stole: Ale bazar…

Photo by Iza

Szarlotka pożegnalna

Lato odeszło choć wielu próbuje udawać, że nie. W tym ja, oczywiście… Nowy rok szkolny dopadł mnie wraz ze swoimi radościami (określony, przewidywalny rytm, przyjaciele) i smutkami (poranne wstawanie, życie z zegarkiem w ręku). Na osłodzenie żalu za tym co odeszło, na szczęście nie bezpowrotnie, zaaplikowałam sobie i najbliższym najlepszą, letnią szarlotkę. Od kilku lat mam szczęście spożywać ją właśnie podczas wakacji i mam nadzieję, że to się nigdy nie skończy. Będę do niej wracać. Póki co będę uprawiać naśladownictwo… Z dobrych wiadomości: udało mi się wybłagać przepis ;) To mi osłodziło pożegnanie lata. Tak więc, zakasujemy rękawki i robimy pożegnalną szarlotkę. A może powitalną? Jesień też bywa całkiem, całkiem…

Smacznego!

Na szarlotkowe ciasto potrzebujemy

  • 0,5 kg mąki pszennej
  • 25 dkg margaryny
  • łyżka masła
  • 10 dkg cukru pudru
  • 3 żółtka
  • pół opakowania cukru waniliowego z prawdziwej wanilii
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia

Wiadomo, że jak szarlotka to musi być i jabłkowe pokrycie:

  • 2 kg jabłek (użyłam antonówek)
  • 5 łyżek cukru
  • łyżka cynamonu
Do dekoracji:
  • bita śmietana (ubijana własnoręcznie)
  • cukier puder

Składniki na ciasto zagniatamy sprawnie lecz nie przesadnie długo. Prostokątną, dużą blaszkę smarujemy masłem i wysypujemy bułką tartą (można użyć papieru do pieczenia). Dzielimy ciasto na dwie części (w proporcji 2 do 3) i tę większą część umieszczamy na blaszce  i wstawiamy, wraz z pozostałym ciastem w postaci kulki, do lodówki na około 20 minut. W tym czasie obieramy jabłka, ścieramy na tarce o grubych oczkach (użyłam magii elektryczności korzystając z robota) a następnie łączymy z cukrem i cynamonem.

Po wyznaczonym czasie wyjmujemy ciasto z lodówki i na blaszce, na cieście umieszczamy starte jabłka a mniejszą część wałkujemy do takiego rozmiaru aby pokrył nam całą szarlotkę. Najlepiej wałkować ciasto na papierze do pieczenia lub elastycznej desce do krojenia, dzięki czemu potem łatwiej pokryć plackiem nasze ciasto.

Teraz czas na pieczenie. Odbywa się ono w temperaturze 160 stopni przez około 50 minut.

Gotową, przestudzoną nieco szarlotkę podajemy posypaną obficie cukrem pudrem i udekorowaną bitą śmietaną.

Jest pyszna!

Photo by Iza