Chałka

Przepis na 2 chałki:

  • 50 g świeżych drożdży (lub 8 g suszonych)
  • 1/2 szklanki ciepłej wody (43′C)
  • 2 szklanka gorącej wody (95′C)
  • 1 łyżka cukru
  • 1 łyżka soli
  • 2 łyżki oleju roślinnego
  • 2 jajka
  • ok 1,1 kg maki przennej (ok 7-8 szklanek a czasem nawet nieco więcej)
  • 1 żółtko
  • ziarna sezanu lub maku na posypanie chałki

W małej misce rozpuszczamy drożdże w ciepłej wodzie. W dużej misce mieszamy gorącą wodę, cukier, sól, olej, jajka a na koniec drożdze. do tej mieszaniny dodajemy stopniowo mąke, po 1/2 szklanki, i mieszamy używając drewnianej łyżki lub robota kuchennego, do momentu aż ciasto zacznie „odchodzić” od ścianek miski.
Na stolnicę posypaną mąką wykładamy ciasto i wyrabiamy je ok 10 minut aż będzie ścisłe i elastyczne. Tak wygniecione ciasto przekładamy do dobrze natłuszczonej miski i obracamy aż pokryje się tłuszczem. Miskę przykrywamy ściereczka i odstawiamy na około 1 godzinę w ciepłym miejscu.
Wyrośnięte ciasto przekładamy na stolnicę. Dzielimy je na dwie części, a następnie każdą z nich na trzy części. Każdą cząstkę rozwałkować w dłoniach na wałek o długości około 25 cm. Zaplatamy dwa warkocze, następnie przekładamy je na  papier do pieczenia, przykrywamy ściereczką na kolejne 30 minut. Wyrośnięte chałki, smarujemy rozmąconym żółtkiem i posypujemy sezamem lub makiem.
Tak przygotowane chałki wstawiamy do nagrzanego do 180′C piekarnika i pieczemy przez około 30-40 minut.

Smacznego!

Photo by Iza

 

 

Śledzie po żydowsku, a może na sposób…..

Nie ma jednego przepisu na „śledzia po żydowsku”, każdy robi to danie inaczej,  jedni z rodzynkami i pomarańczą, inni tylko z cebulką a jeszcze inni z czymś jeszcze innym. Jak mówi stare żydowskie przysłowie, ważne jest aby smakował.Oczywiście musi być koszernie, więc bez śmietanki (żadnego nabiału z rybką nie mieszamy). My miałysmy fantazje na śledzia a la sałatka i wyszło PRZE-PY-SZNIE więc gorąco polecamy.
  • 8 filetów śledziowych matias (moczymy przez noc)
  • 4 jajka ugotowane na twardo
  • 3 ogórki kiszone, my dałyśmy małosolne
  • 1 średnie jabłko
  • 1 duża cebula
  • 2 łyżki majonezu
  • świeży pieprz

Wymoczone i odsączone śledzie kroimy w paski, a pozostałe składniki w dość grubą kostkę. Jedno jajko kroimy na 8 łódeczek i zostawiamy do dekoracji. Tak przygotowane składniki mieszamy z majonezem i doprawiamy do smaku pieprzem. Sól zazwyczaj w przypadku śledzików nie jest już potrzebna. Następnie dekorujemy jajkami i podajemy.

My nasze podałyśmy z  goracymi młodymi ziemniakami w mundurkach z baaardzo dużą ilością koperku, bo przypomniał nam się smak z dzieciństwa. Oczywiście ziemniaki można również pokroić w kostkę lub talarki i dodać do sałatki, albo pocprostu podać ją z pysznym chrupiącym chlebkiem tym albo tym. Tak czy owak, życzymy….

Smacznego!

Photo by Iza

 

 

 

Ale cymes! – konkurs podczas pikniku – zapraszamy

 

Zapraszamy na spotkanie z tradycjami kuchni aszkenazyjskiej!

 

Podczas pikniku, przybliżymy tradycję Żydów aszkenazyjskich „od kuchni”. Poznamy przepisy na śledzie i podpatrzymy przy gotowaniu Marylę Musidłowską. W piknikowej atmosferze będziemy snuć opowieści o żydowskim domu, pochodzeniu kuchni żydowskiej i jej wpływie na kuchnię polską. Wspomnimy o potrawach związanych z kalendarzem świąt żydowskich i wyjaśnimy zasady koszerności.

Najmłodsi będą mogli wziąć udział w kulinarnych warsztatach marcepanowych i warsztatach plastyczno-muzycznych inspirowanych kulturą jidysz. Wszystkich, bez względu na wiek, zapraszamy do wzięcia udziału w konkursie „Aszkenowe” na najsmaczniejsze danie inspirowane kuchnią Żydów aszkenazyjskich. Ponadto czekają na Was jidyszowe kalambury, które poprowadzi aktor Redbad Klijnstra. Całemu wydarzeniu towarzyszyć będzie muzyka klezmerska w nowoczesnej interpretacji.

12.00 – 16.00 warsztaty i piknik rodzinny na trawie

14.00 – 15.00 krótkie wprowadzenie, rozmowa o zasadach koszerności i mała niespodzianka

13.00 – 15.00 otwarty konkurs kulinarny „Aszkenowe”, jidyszowe kalambury

oraz

konkurs „Ale Cymes” organizowany i prowadzony przez Razem Smaczniej (oczywiście przy wielkiej pomocy Muzeum), szczegoły już niedługo. Zapraszamy na Skwer Willy’ego Brandta

 

Organizator: Muzeum Historii Żydów Polskich http://www.jewishmuseum.org.pl/

Patroni: KUKBUK http://www.kukbuk.com.pl/ , ZWYKŁE ŻYCIE http://zwyklezycie.pl/

 

Ciasto z truskawkami – bezglutenowe

  • 4 jajka
  • 1 szklanka brązowego cukru
  • 1 szklanka mąki kukurydzianej
  • 0,5 szklanki mąki ziemniaczanej
  • 3 łyżki oliwy z oliwek
  • 1 łyżka octu jabłkowego
  • 2 łyżki wody
  • 0,5 łyżeczki proszku do pieczenia (najlepiej bezglutenowego)
  • około 0,5 kg truskawek
Jajka ucieramy z cukrem na gładką masę, dość długo i cierpliwie (mikser będzie najlepszy). Następnie, ciągle mieszając, dodajemy oliwę i ocet. Potem mąki i proszek do pieczenia.
Formę (ja użyłam okrągłą ceramiczną tortownicę) smarujemy masłem i wysypujemy bułką tartą.
Teraz wlewamy naszą masę.
Na wierzchu układamy truskawki. W całości. wbijamy je w ciasto dosyć gęsto.
Ciasto pieczemy przez około 50 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.
Przed podaniem posypujemy cukrem
Smacznego!

Photo by Iza

 

Brownie bez mąki z ziarnami i sosem truskawkowym

  • 225 g gorzkiej czekolady (70 % miazgi kakaowej)
  • 225 g masła
  • 150 g fruktozy
  • 3 jajka, roztrzepane
  • 100 g pestek słonecznika
  • 100 g pestek dyni
  • 50 g rozdrobnionych migdałów
Sos truskawkowy:
  • 500 g słodkich truskawek
  • garść świeżych liści mięty

W rondlu o grubym dnie (lub w kąpieli wodnej) rozpuszczamy czekoladę  i masło na małym ogniu. Zdejmujemy rondel z ognia, dodajemy fruktozę, mieszamy i odstawiamy do przestygnięcia. Gdy masa już przestygnie dodajemy jajka, mielone migdały i pestki. Przekładamy masę do kwadratowej foremki o boku 24 cm. Brownie pieczemy 25-30 minut w piekarniku rozgrzanym do 170 stopni.
Kiedy wystygnie, ostrożnie kroimy na mięciutkie kwadratów.

 

Photo by Iza

 

Cykoriowe łódeczki z humusem

Odstawienie pszenicy nastręcza czasem nieco trudności. Bo jak zjeść ukochany humus, który do tej pory spożywało się ze smakiem na pajdzie chleba? Pomysły na śniadanie bez pszenicy są owocem gimnastyki umysłu, walki z przyzwyczajeniem i zabawą z wyobraźnią. Jest miło! Podstawą był oczywiście zakup cykorii…

  • 1 cykoria
  • pęczek natki

humus

  • puszka cieciorki (około 400 g)
  • 4 łyżki sezamu
  • sok z 1 limonki
  • 4 łyżki oliwy z oliwek
  • 1 łyżki oleju sezamowego
  • szczypta soli
  • ewentualnie ząbek czosnku

Sezam prażymy na suchej patelni uważając aby go nie spalić. Podprażony sezam miksujemy w blenderze z odcedzoną cieciorką. Następnie dodajemy cieciorkę, sok z limonki, pokrojony dość grubo czosnek, oliwę i szczyptę soli i ponownie, dokładnie miksujemy. Gdyby pasta okazała się zbyt gęsta możemy dodać odrobinę przegotowanej, ciepłej wody.

Cykorię rozdzielamy na listki i w każdej „łódeczce” umieszczamy humus łyżeczką. Każdą „kanapkę” posypujemy suto posiekaną natką.

Śniadanie gotowe… I czegóż chcieć więcej? Może jeszcze kawy

Smacznego!

Photo by Iza

 

Zupa tajska z krewetkami

  • 2 marchewki
  • 1 pietruszka
  • kawałek selera
  • por
  • papryczka chili
  • cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • gałązka trawy cytrynowej (ja dałam łyżeczkę startej i mrożonej)
  • 2 cm kawałek imbiru
  • 1,5 limonki
  • liść laurowy, ziele angielskie, ekologiczne warzywko, zioła
  • około 600 ml mleka kokosowego
  • około 600 g średnich krewetek
  • olej ryżowy
Ewentualnie:
  • świeża kolendra lub natka
  • makaron sojowy

W garnku o grubym dnie rozgrzewamy 4 łyżki oleju ryżowego. Pokrojone drobno cebulkę, czosnek i imbir podsmażamy na złoto. Dodajemy również drobno posiekaną papryczkę chili (ilość zależy od preferencji w sprawie ostrości), ja dodałam jej pół. Teraz czas na pozostałe warzywa. Umyte, obrane i pokrojone dość drobno wrzucamy do garnka i delikatnie podsmażamy. Solimy je i dodajemy ekologiczne warzywko. Mieszamy.  Po około 7 minutach zalewamy wszystko 2 litrami wody. Teraz dorzucamy liść laurowy, ziele angielskie. Ja dodałam jeszcze łodyżki natki (bez liści), lubczyk i trochę kolendry oraz mięty. Tak naprawdę można użyć takie zioła jakie mamy i jakie lubimy. Kolendra i mięta świetnie się sprawdzą na pewno. Wywar gotujemy na wolnym ogniu przez około 20 minut.

W tym czasie przelewamy zamrożone krewetki wrzątkiem. Gdy minie wyznaczony czas na bulgotanie rosołu mamy dwa wyjścia, albo przecedzamy rosół aby powstał klarowny wywar, albo zostawiamy go z pływającymi warzywawami. Po podjętej decyzji dodajemy krewetki i po 5 minutach wlewamy mleko kokosowe i sok z limonki. Wyłączamy ogień.

Zupa jest właściwie gotowa. Podajemy ją z kolendrą lub natką a dodatkowo można zaserwować do środka drobny makaron sojowy.

Smacznego!

Zapraszamy do lektury spotkania przy stole: Pszenico, zdradliwa Pani…

Photo by Iza

 

 

Pszenico, zdradliwa pani…

Szczerze mówiąc jestem zaintrygowana. Od dawna żaden pomysł dietetyczny nie wzbudził tylu moich refleksji i pytań a także nie rozbudził nadziei. Bo muszę przyznać, że jako zatwardziały „pszenicofil” nie czuję się idealnie z moim uwielbieniem dla tego ziarna, a codzienne (niby) zdrowe zwyczaje żywieniowe nie powodują znikania pewnych dolegliwości. Na temat zdrowia rozwijać się nie będę aby nie przynudzać ale mogłoby być lepiej (choć nie jest najgorzej). Mimo, że zjadam produkty pełnoziarniste, piekę chleby, dodaję zdrowe składniki wcale się od tego lepiej nie czuję. Coś ewidentnie nie gra a chorobliwe przywiązanie do węglowodanów ogranicza często moje menu i eliminuje produkty zapewne bardziej mi potrzebne. To wiem od dawna ale skąd wiadomo, że to właśnie pszenica jest „be”? Czy to kolejna moda czy naprawdę coś w temacie siedzi?

Zaczęło się od audycji dr Mularczyka. Dostałam od niego maila, wnikliwie i cierpliwie wysłuchałam audycji

http://www.polskieradio.pl/9/304/Artykul/793976,Zastanow-sie-dwa-razy-zanim-siegniesz-po-buleczke

Po wysłuchaniu audycji przerażona dzwonię do przyjaciółki informując ją, że jest źle, i to bardzo. Wyłuszczam jej, że chyba trzeba będzie wszystko wywrócić do góry nogami. A przecież tak mi się nie chce. Ona na to, żeby się uspokoiła bo przecież to niemożliwe, żeby tak żyć i że bez przesady, że jemy całkiem zdrowo i w ogóle… To się uspokoiłam na jakiś czas.

Ta sama przyjaciółka, miesiąc później pokazuje mi książkę Williama Davisa ” Dieta bez pszenicy” i mówi, że czas na rewolucję, że dosyć tego, że pszenica nie ma tej wartości co kiedyś bo ją amerykanie zepsuli i w ogóle… Znów się zainteresowałam i uśpione pytania rozbrzmiały ze zdwojoną siłą. A może warto spróbować?

Próbujemy, od dwóch dni. Wczoraj było super, dziś trochę gorzej odzywa się tęsknota za węglowodanem ale uaktywnia się kreatywność i ciekawość nowinek. Zgodnie z radą pani redaktor skupiam się na tym co mi wolno a nie na tym czego nie. Ogólnie unikam glutenu i sprawdzam co się z tego urodzi. Może nowe zwyczaje? Będę informować na bieżąco.

Dziś wczorajsza ZUPA TAJSKA Z KREWETKAMI. Doskonała alternatywa na obiad bez glutenu. By by pszenico!

Aha i jeszcze jedna uwaga, od dziś, przez jakiś czas będę udawać, że jestem uczulona na gluten bo nie chce mi się tłumaczyć w restauracjach, że bardzo nie chcę pszenicy na moim talerzu. Ale czy na pewno nie chcę?

Photo by Iza