Nie ma chyba słowa, które miałoby więcej pozytywnych skojarzeń niż słowo MATKA. No może jeszcze OJCZYZNA… Troszkę żartuję oczywiście. Ale tylko troszkę,.. Ze słowem matka wiąże, lub chciałoby się wiązać tak wiele innych ważnych i dobrych słów, że aż nie sposób o tym pisać nie popadając w nastrój podniosły i uroczysty prowadzący do powagi, z której mogę się już nie wyplątać. Słowo MAMA  jest równie miłe, mniej zobowiązujące i bardziej pasujące do podejmowanej tematyki. Przy nim zatem pozostanę w swoich dalszych rozważaniach i wspomnieniach. A było to tak… Na dzień mamy postanowiłyśmy nieco MAMY nasze odciążyć i wykorzystując wciąż rosnącą energię kulinarną pociech, ich (pociech) coraz sprawniejszymi rączkami obiad ugotować.  Aby dodatkowo, naszym kochanym MAMOM sprawić przyjemność postanowiłyśmy namówić dzieciarnię do zrobienia czegoś co same również zjedzą, tak aby nasze kochane MAMY nie musiały się zamartwiać, że latorośle głodne chodzą a one tu sobie odpoczywają i się jeszcze najadają do syta. Tak więc aby wilk, a raczej wilczyca była syta i … wilczątko najedzone padło na lasagne.

Wraz z moimi cudnymi, nieprzeczuwającymi niczego chłopcami, wybrałyśmy się z wizytą do sąsiadów. Ania, która podobnie jak my nie ustaje w wysiłkach poszukiwania zdrowego  stylu życia podąża również za pasją związaną z rozwojem osobistym. Na tyle zdecydowanie, że od pewnego czasu zajmuje się tym zawodowo. Przy okazji z zaangażowaniem i nie gasnącą przyjemnością tworzy kolejne, słodkie wypieki, których sława obiegła chyba całą okolicę. Tym chętniej, wsparta przez trójkę swoich dzieci i tym samym, trzy pary rączek chętnych do pracy, uchyliła kulisy swojej kuchni. A my lubimy poznawać nowe kuchnie.


Po przywitaniu się i wstępnym rozgoszczeniu zaczęłyśmy namawiać dzieci. Do lasagne, wiadomo, łatwo młodych namówić, ale najłatwiej gdy  się mielonym mięsem, pod postacią bolognese po brzegi ją wypełni. Tego dnia jednak to warzywa, a nie mięso miało być  podstawą dania. Zagrałyśmy ambitnie i nie dość, że musiałyśmy namawiać do wspólnej pracy, (argumentując, że zabawa, owszem, też jest fajna, ale praca w kuchni dużo, dużo fajniejsza) to jeszcze skłaniać do krojenia warzyw, które jak wiadomo, nie zawsze żyją z dziećmi w zgodzie. Jednak jak się okazuje, łatwiej się je, gdy się samemu przygotowało. Mój syn odpowiadające na moje pytanie jak to możliwe, że zajada cukinię i jej podobne odrzekł: „MAMO, jem to, gdyż wiem co tam jest”. Dech mi zaparło w piersiach…  A my biedne MAMY, w samotności ładujemy samo zdrowie na talerze podczas gdy nasze dzieci potrzebują pracować w kuchni aby móc zjadać z poczuciem bezpieczeństwa i zaspokojonej świadomości. Niechaj zatem pracują!

Lasagne z cukinią i pomidorami uznać można za skonsumowaną ze smakiem. Dzieci wiedziały co jest w środku i prawie wszystkie zaakceptowały warzywny skład. Mozzarella neutralizowała siłę rażenia warzyw. Ja uważam, że lasagne wypadła świetnie. Jednak chyba największą niespodzianką była boska wręcz sałata, którą dzieci właściwie własnoręcznie stworzyły. Oczywiście czuwałyśmy z boku, dyskretnie radząc i pomagając nie zaciąć się nożem. Były tak przejęte komponowaniem Sałaty z miętą, truskawkami i kozim serem i widokiem powstającego kolorowego, kulinarnego tworu, że niektóre z nich zapomniały,że salaty nie jadają. I zjadły. My też, oj też…  Deser był dla MAM (niektórych) dużym zaskoczeniem. Podczas gdy chłopcy odpoczywali od kuchni bawiąc się w…coś…dwunastoletnia Julia właściwie sama zrobiła sernik na zimno, któremu nadałyśmy tytuł „Mój pierwszy sernik” . Deser został zrobiony wg przepisu jej MAMY, za co bardzo dziękujemy… Dzieci się napracowały i chyba były z tego zadowolone. Przeszły mały trening przed TYM dniem aby w TYM DNIU móc się popisać. Nie możemy się doczekać…

Dzień mamy to pewna konwencja. Jak wszystko, mógłby ktoś powiedzieć. Przynosi się kwiatki, laurki, korale i płynnie przechodzi się w dzień następny. Na przykład w dzień bez papierosa. Kiedyś jednak, gdy sama byłam w swojej pierwszej ciąży dopadła mnie pewna refleksja. Patrząc na tłum ludzi przewjający się przez gęsto nim usianą ulicę pomyślałam… „O MATKO (sic), tych wszystkich ludzi urodziła kobieta!”. Tak, tych wszystkich ludzi urodziła kobieta, MAMA. Miłego dnia życzymy wszystkim MAMOM a dzieci w każdym wieku zachęcamy do pracy. W kuchni. Wierzymy w Was!

Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się po linkami.

Photo by Iza