Garść kurek domowych zebrana w Legionowie owocuje czystą radością i poruszającym serce kolektywem. Bo kurki grupami występują w naturze. Jak się znajdzie jedną gdzieś obok na pewno jest druga. Wystarczy tylko dobrze poszukać… To, że z nas natural born kurki domowe w pełnej krasie to chyba nie tajemnica? To, że jesteśmy z tego dumne to też nie sekret wielki. Kochamy domowe kurki i dumnie się do ich grona zaliczamy.

Znamy też kilku domowych kogucików (jakie to niejednoznaczne!). Ależ oni nam imponują. Pewnie ze względu na skomplikowaną sytuację społeczną. Ogólnie nie jest łatwo być kurką czy kogucikiem domowym, trzeba się  z tego tłumaczyć i mieć naprawdę żelazny charakter i zasady. Na szczęście niektórzy chwalą i doceniają. Bo przecież kurki domowe to córy Hestii, a bądź co bądź ta była boginią. Nas zaprosiła na zebranie kurek sama królowa. Regina mieszka w Legionowie od ponad dziesięciu lat i dobrze wie gdzie można zebrać najświeższe kurki. Mianowicie na legionowskim bazarku.

Gdy dotarłyśmy w gościnne progi jej domu nie tylko kurki już czekały ale również gotowała się woda na pierogi z jagodami (pycha) i pyrkał wesoło imbryczek z bałkańską kawą (znowu pycha). Renia z definicji rozpieszcza. Ale jak rasowa kurka domowa dzieli się przestrzenią z przyjaciółmi. Pozwoliła nam, kurkom, szarogęsić się w swoim królestwie. A było nas cztery…  Anna, ulubiona nasza szalona dentystka (profesjonalna bestia) spóźniła się tylko chwilkę, a właściwie była przed czasem. Bo to my spóźniłyśmy się ponad godzinę przez to, że nie wiadomo dlaczego Legionowo i Łomianki to takie, patrzcie Państwo, podobne nazwy. Skomplikowane. Na szczęście imbryczek z bałkańską kawą miło pyrkał…

Takiego „spontanu” dawno nie było. Do końca nie wiedziałyśmy co robimy. Jedynym pewnikiem była ZUPA KURKOWO-MARCHWIOWA. Nie przesadzę jeśli powiem, że była przebojowa, zwłaszcza, że Lidka walecznie czuwała nad jakością. A Lidka nie lubi pełnego spontanu. Potrzebuje planu, który nie chciał się tego dnia skrystalizować. Inaczej niż cebulka na patelni przygotowywana sprytnie zarówno do zupki jak i PLACKÓW ZIEMNIACZANYCH Z SOSEM KURKOWYM. Placuszki znikały z patelni w zastraszającym tempie i tylko cudem udało się zachować kilka do kurek.Posiłek przebiegał etapami i musiał konkurować z uprawianym przez nas pacykarstwem. Vivat Mary Kay, kolejna królowa dnia. Wypacykowane, najedzone, wyśmiane i przerażone upływającym czasem opuściłyśmy Legionowo i zebranie kurek. Regina, wrócimy…

My, domowe kurki kochamy kurki. Mimo, że pieprznik jadalny (biedna kurka, tak brzydko się nazywa) nie daje się hodować uparciuch i trzeba go sokolim wzrokiem wypatrywać po igłami i mchem. A może dlatego właśnie go kochamy? I nie wierzmy pomówieniom, że są bezwartościowe. Bo oprócz walorów smakowych grzyby posiadają właściwości lecznicze  i odmładzające. W chińskiej i japońskiej medycynie od wieków stosuje się grzyby maitake i shiitake jako środek obniżający ciśnienie, wzmacniający układ odpornościowy i opóźniający starzenie się organizmu. Ponoć grzyby te mają działanie antyrakowe, a nawet spowalniają rozwój AIDS (badani, badania). Nasze  polskie grzyby tez nie są gorsze. Zawierają dużo żelaza, potasu, fosforu, wapnia, sodu. Są w nich także mikroelementy – miedź, cynk, jod, mangan, fluor i ołów w granicach normalnych dla roślin jadalnych, przy czym w kapeluszach znajduje się więcej niż w trzonkach. Ech…Pamiętajmy tylko, żeby kureczek nie smażyć zbyt długo bo im dłużej, tym będą twardsze… Takie są przewrotne i nieprzewidywalne. Jak to kurki!

Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się pod linkami.

Photo by Iza