Kolacja Marty, na którą Marta prawie na nią nie dotarła, i Jamie’go Olivera, który niestety wcale nie dotarł odbyła się właśnie dzięki Marcie i Jamie’mu. Marta sugerowała zorganizowanie spotkanie z Jamie’m delikatnie acz na tyle zdecydowanie i bez skrywania emocji, że i my naszych długo nie mogłyśmśy skrywać. Jamie jest świetny. Nie dość, że przystojny, bystry, wesoły, genialnie i chętnie gotuje, to jeszcze edukuje dzieci (nie tylko swoją, liczną gromadkę) w sprawach tak istotnych jak zdrowe odżywianie i ma czas na jeżdżenie po świecie i poznawanie kuchni u tak zwanych źródeł. Jamie nie jest „kulinarnym ściemniaczem” ale raczej „gastronomicznym prawdziwkiem”, który uwodzi pasją i bezpretensjonalnością. I dlatego zrobiłyśmy kolację na jego cześć.

My oddajemy cześć w specyficzny sposób. Szukamy czegoś do ugotowania, sposobu na ugotowanie, czasu i miejsca na gotowanie i jedzenie i ludzi skłonnych z nami ten czas dzielić. Tym razem najpierw wiadomo było kto będzie. Miała być właśnie  nasza inspiratorka Marta (kuzynka Łukasza, przyjaciela z dzieciństwa Izy) z Maćkiem (mężem swoim), Łukasz (przyjaciel z dzieciństwa Izy), Damian (przyjaciel Łukasza), Kamil (brat Izy, pan „złoty aparacik”), Paweł (mąż Izy), Franek i Tymek (reprezentujący „czas niewinności”)  i oczywiście my reprezentujące siebie i RazemSmaczniej. Wiadomo też było „gdzie”. Ustalanie „kiedy” przebiegało w bólach i przy użyciu talentów mediacyjnych. Wreszcie się udało. Przynajmniej tak się nam wydawało…

Wybór menu to podstawa. Mamy te swoje sposoby. Zasiadamy do książek uprzednio się nimi sprawiedliwie dzieląc i obstawiając. Szukamy instynktownie rzeczy smakowicie brzmiących, ładnych i prostych. Każda z nas ma swoje typy, które często się pokrywają, ale potem zasiadamy wspólnie i składamy jakąś zgrabną, spójną biesiadę. Czysta przyjemność!  Biedna Lidka przeze mnie  musi unikać dań stricte mięsnych  mając do wyboru ewentualnie potrawy rybne. Muszę przyznać, że jest bardzo dzielna. Jej wzrok przyciągnął i wzmógł produkcję śliny ŁOSOŚ PIECZONY; NA LATO. Tak go nazwałyśmy bo aż się prosi, żeby wykorzystać ten przepis podczas letniego dobrobytu warzywnego.  Mnie najbardziej wciągnęła „Włoska wyprawa Jamiego”. To tam było najwięcej inspirujących przepisów a atmosfera cudownej, kulinarnej podróży emanowała z każdej stronicy. Oczywiście nie wszystkie udało nam się od razu zrealizować ale to przecież nie po raz ostatni Jamie naszymi rękami coś gotuje. Tym razem padło na FOCCACIĘ. Oj były z nią przygody. Eksperymenty bywają stresujące. Na szczęście wszystko skończyło się chrupiąco i foccacia stała się smakowitym towarzystwem dla CAPRESE Z FANTAZJĄ, które zmieniło nasze spojrzenie na tę popularną sałatkę. I wreszcie (last but not least) LETNIA SAŁATKA Z CIECIERZYCY. Niewątpliwie przebój. Ale może nie nam o tym decydować…

Przygotowywanie dań to chyba najmilsza część. Może jedynie konkurować z rozdziałem „konsumpcja w uroczym towarzystwie”. Tym razem jednak miłe towarzystwo postanowiło spłatać nam uroczego figla. Podczas gdy większość z nas gotowa do posiłku kręciła się łakomie wokół nakrytego stołu Marta i Maciek uparcie nie przybywali. Zważywszy na to, że był to dzień urodzin Marty do pewnego momentu znosiliśmy to cierpliwie. Jednak nadszedł czas rozliczeń przez telefon: „No i gdzie Wy jesteście?”, „Jak to gdzie jesteśmy? Sączymy piwko urodzinowe na Saskiej”, „Jakie piwko i na jakiej Saskiej, przecież dziś czwartek, jesteśmy u Izy”, „No wiemy, że czwartek ale to nie ten czwartek”, „Jak to nie ten? Ten, właśnie, że ten czwartek…”. Mniej więcej tak to brzmiało.

Niemniej nieustraszona jubilatka dotarła nie bacząc na odległość, nieubłaganie upływający czas, zawodną pamięć i inne przeciwności losu. Telefon, taksówka, krótka piłka. Marta i Maciek spóźnili się tylko troszkę. Analizę tego co się stało, jak się stało i po co zostawiliśmy sobie na później. Przede wszystkim biesiada! Zajadaliśmy ze smakiem dyskutując, jak zwykle przy jedzeniu, o jedzeniu. Uszy się trzęsły, sztućce dzwoniły o talerze, uśmiechy oświetlały okolice stołu a potrawy znikały (od tego są). Łukasz biorąc przykład z Jamiego, który desery najchętniej kupuje w sprawdzonych cukierniach, zakupił ciasto i tort w sprawdzonej cukierni. Dzięki temu nasza kolacja nabrała znamiona prawdziwego święta. Sto lat Marto! (Ale to Ty się pomyliłaś, to był „ten czwartek”!)

Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się pod linkami.

Photo by Kamil/magazynwrazen.pl