Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, że od lat poszukuję idealnej szarlotki. Jedną z moich ulubionych, w słodkiej, chrupiącej wersji, robi ciocia Krysia z Zacisza. Może kiedyś uda mi się ją namówić na uchylenie rąbka tajemnicy. Nie da się ukryć, jestem szarlotkowym szaleńcem i za kawałek dobrej, prawdziwej, zrobionej z sercem mogę naprawdę zrobić dużo. Nie akceptuję szarlotek, do przygotowania których użyto cukru żelującego albo innych tego typu wynalazków, a jest to niestety praktyka powszechna. I nie raz bywa tak, że szarlotka z dobrym ciastem zostaje zdyskwalifikowana właśnie przez takie praktyki. Apeluję o zdrowy rozsądek, oddanie i uczciwość w przygotowaniu tego jakże szlachetnego deseru, ale przede wszystkim o nieustawaniu w próbach odnalezienia szarlotki idealnej. Wersja, którą dziś proponujemy jest niezwykle przeze mnie ceniona. Przepis ten stosujemy w mojej rodzinie  z powodzeniem od lat. Jest naprawdę pyszna, szczególnie w wersji niezbyt słodkiej. A oto jak powstaje:

ciasto:

  • 3 szklanki mąki krupczatki (ok. 375 dkg)
  • 1/2 szklanki cukru (najlepiej brązowego) lub fruktozy (ok. 100 g)
  • 3 żółtka
  • 3/4 mas ła (250-gramowe opakowanie)  w temperaturze pokojowej (ok. 190 g)
  • połowa paczki cukru waniliowego z prawdziwiej wanilii (pakowanego po 10 g)
  • czubata łyżka śmietany
  • 1 czubata łyżeczka sody oczyszczonej

masa jabłkowa:

  • około 2,5 kg kwaśnych jabłek
  • 2 łyżki cynamonu
  • 1 łyżeczka imbiru w proszku
  • 2 łyżki brązowego cukru (opcjonalnie)

Ciasto zagniatamy ze wszystkich składników (utrzymanych w temperaturze pokojowej, gdy są za zimne rączki marzną) dość sprawnie. Jak wiadomo ciasto kruche nie lubi zbyt długiego „miętolenia”. W razie potrzeby, gdyby niechętnie odlepiało się od rąk, dosypujemy odrobinę mąki, najlepiej bezpośrednio na dłonie. Dzielimy ciasto na dwie części mniej więcej w proporcji 1/4 do 3/4. Mniejszą kulkę zamrażamy (w torebce foliowej) a większą wkładamy do lodówki. Z doświadczenia wiem, że do zamarznięcia ciasta potrzeba około 2 godzin więc mamy naprawdę sporo czasu na przygotowanie jabłek.

Jabłka oczywiście myjemy i obieramy. Małym nożykiem wkrajamy kawałki jabłek do dużego rondla z grubym dnem. Zostawiamy tylko ogryzki, które lądują w śmietniku z odpadami organicznymi (albo w pojemniku na kompost). Na małym ogniu dusimy jabłka z cynamonem i imbirem (można też dodać goździki)  do stanu, w którym nie będą już przypominały swych pierwotnych kształtów, czyli całkowitego rozpadnięcia. Cukier, jeżeli w ogóle, dodajemy na końcu, tak aby nam się jabłuszka nie przypalały. Podczas prażenia całość dość często mieszamy.

Na dużej, prostokątnej blaszce, wysmarowanej masłem i posypanej bułką tartą rozkładamy ciasto, które było w lodówce. Robimy to dokładnie i cierpliwie. Na ciasto wykładamy  jabłka, a na jabłka ścieramy zamrożoną „kulę”. Najlepiej na tarce z grubymi oczkami. W ten sposób tworzy się wierzchnia warstwa naszego deseru. Szarlotkę wstawiamy do nagrzanego do 160 stopni piekarnika i pieczemy około 50 minut.

Podajemy jeszcze ciepłą, posypaną cynamonem lub cukrem pudrem. Można ją podać z kwiatem bitej śmietany ,ale nie trzeba. My lubimy ją najbardziej saute, z gorzką herbatą. Smacznego!

Zapraszamy do lektury spotkania przy stole: Urodziny, raz, dwa poproszę.

Photo by Kamil/magazynwrazen.pl