Irving bywa piekielnie irytujący. Traktując swoich bohaterów z nabożnym dystansem zaprasza do świata, w który sam do końca się nie angażuje. Życie postaci toczy się poza wszystkim i niezależnie od wszystkiego. Często niezależnie również od ich własnych decyzji. Problemy rozciągnięte na długiej smyczy czasu przestają być problemami a historia, choćby ta nawet mikro, ta indywidualna, jak najbardziej demokratyczny z demokratów traktuje wszystkich tak samo. I gdy już nam się wydaje, że my również, podobnie jak autor pozostajemy bezpiecznie zdystansowani do świata rysującego się na kartach powieści, obserwując naszą dłoń zauważamy, że drży podczas przewracania kolejnej kartki. Nie wiadomo kiedy i jak to się stało, że pokochaliśmy Dominica, Danny’ego i Ketchuma. Bo choć postaci Irvinga żyją w książce i czujemy, że tylko tam nie mając wrażenia, że są gdzieś obok nas angażujemy się w ten ich papierowy, z wielką precyzją narysowany, świat, głęboko i do bólu. Bólu, który towarzyszy niemal każdej istocie ludzkiej, bólu istnienia.

Aby wytłumaczyć dlaczego historia pisarza Danny’ego Angel’a i jego ojca Dominica Baciagaluppo poryszyła mnie tak bardzo, że zajmuję nią Waszą uwagę musiałabym bardzo mocno się zastanowić. Czy chodzi tylko o to, że Dominic, vel Tonny to pierwszorzędny, oddany swej pasji kucharz? Pewnie o to również, może nawet głównie o to, ale na pewno nie tylko. Dominic to artysta, choć sam zapewne nigdy by siebie tak nie nazwał. Gotuje od dzieciństwa, gotuje niemal ciąglę, gotuje po to aby przeżyć i żyje po to aby gotować. Kocha gotując i kocha gotować. Tak, Dominic jest niewątpliwie artystą.

„… Dopracowana niemal do perfekcji kuchenna choreografia dla osoby postronnej bylaby zapewne nieuchwytna, lecz Danny i indiańska pomywaczka znali ją na pamięć. Wiedzieli, że wszystko przebiega według utartego schematu, łącznie z wyjęciem z pieca gorącej blachy z bułeczkami: podkuchenne zwinnie usunęły się z drogi, co nie przeszkodziło jednej z nich przesypać muffinki z puszki do porcelanowego naczynia. Nikt na nikogo nie wpadał, chociaż wszyscy byli dobrze zbudowani, oprócz Danny’ego i jego taty, którzy wyraźnie odstawali od reszty…”

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Co gotuje Dominic Baciagaluppo? To co pragnie lub to co musi. Ale gdy już coś musi ugotować zaczyna tego pragnąć. Jego korzenie to kuchnia włoska, dokładnie sycylijska. Chyba żadna pizza nie może równać się jego wyrobowi. Sekretem ciasta jest, uwaga, miód. Dominic vel Tonny ma wiele sekretów. Co zadziwiające chętnie się nimi dzieli. Wpływy włoskiej kuchni, nie tylko w powieści ale również tu, w doskwierającej realności, odczuwa się w każdym niemal znanym mi kulinarnym kręgu kulturowym. Pełna nonszalancji i fantazji potrafi być zarówno niezwykle ciężka i sycąca jak i zaskakująco lekka. Nie wiem czy to z powodu wdzięku i uwodzicielskiego smaku czy też łatwości przygotowywania potraw zatoczyła tak szerokie kręgi. Ale wiadomo, proste potrawy najłatwiej skonocić. Dominic Baciagalupo nie knoci potraw.

Ilość nazw dań jakie pojawiają się na kartach „… Twisted River” chyba nie jest zaskakująca. Dominic cały czas pitrasi. Nie, on nie pitrasi, on gotuje. Pieczeń z musem jabłkowym, gulasz kiełbasiany w marynacie, Pieczeń z sosem worcester czy pieczeń sycylijska to akurat te, których niegdy nie spróbuję. Ale mimo to brzmią soczyście. Będziemy na pewno próbować innych, już niedługo. Niektóre z nich już chyba robiłyśmy : PIZZA , FOCCACIA,  CHLEBEK BANANOWY, którego niepowstydziłby się Dominic, zwłaszcza, że to przepis pięknej Sophii Dahl (o niej już wkrótce) a on kochał piękne kobiety. Albo MUFFINY KUKURYDZIANE Z BORÓWKAMI, które zrobiłam wczoraj specjalnie  dla Dannego czy BUŁECZKI MAŚLANE z pamiętnego śniadania u Dorotki. Mnóstwo tu potraw z warzyw, ciecierzycy, dyni, kukurydzy, soczewicy. Dlatego myślę, że Dominic pokochałby POMIDORY FASZEROWANE KOZIM SEREM, którymi nie tak dawno uraczyla nas Ania albo MAKARON  Z SOSEM POMIDOROWO-SEROWYM. Wydaje mi się, że polubiłby wiele prezentowanych przez nas przepisów. Mam nadzieję, bo byłybyśmy zaszczycone.

Marinara, kotlety alla parmigiana, oberżyna, dunka piżmowa, cannoli, cassoulet, ostrygi w sosie mignonette czy to wszystko nie brzmi jak poezja? Rozpływam się i nasycam słuchając tych nazw. Albo kawa, którą Ketchum parzy na swój mało romantyczny a jakże pociągający sposób:

„… Ketchum zaparzyl kawę starym flisaczym sposobem. Umieścił w garnku skorupki jaj, wodę i mieloną kawę, a następnie zagotowl wszystko na piecyku. Skorupki przyciągały kawę do siebie i przy nalewaniu większość fusów zostawała na dnie. (…) Ketchum pozostał wierny tradycji. Kawa byla mocna – podawał ją z cukrem, czy się tego chciało, czy nie – mocna, słodka i nieco mulista, „jak po turecku”, skomentowała Carmella.”

Niewiele tu przepisów gotowych. Jednym z nich jest prosty i niezwykle kusząca receptura marynaty, która w oryginale miała służyć do mięsa ale można zastosować ją równie dobrze do warzyw: jogurt, świeżo wyciśnięty sok z cytryny, kminek, kurkuma i chili. Tak raczono gości w „Mao” gdzie odbył swój epizodyczny staż Dominic.

Pożegnanie z powieściach to proces bolesny. Trwa tym dłużej im bardziej jesteśmy zaskoczeni, że zwiazalismy się z bohaterami. Powieściopisarze, którzy podchodzą nas od tylu równie mocno irytują co zachwycają. Dlaczego Daniel Baciagaluppo został pisarzem, czy ucieczka jest wpisana w los Dominica, z jakiego powodu Ketchum nie cierpi swojej prawej ręki. Nasza ciekawość nie ma tu nic do rzeczy. Tak po prostu musiało być. Pewne rzeczy muszą się zdarzyć, żeby opowieść mogła się toczyć dalej. Los postaci Irvinga powoli, osnuty w liczne szczegóły, się dopełnia. Ludzie są u Irvinga jak pociągi zatrzymujące się na kolejnych stacjach, pchane przez siłę nie do końca przez nich samych rozumianą . Bo pociągi nie rozumieją jak to się dzieje, że posuwją się naprzód. Po prostu to robią.

John Irving „Ostatnia noc w Twisted River”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2010

Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się pod linkami.

Photos by Kamil/magazynwrazen.pl