Wciągnęło nas zupełnie. Po cudownym pichceniu pod wodzą Dominiki nie możemy się opędzić od około-libańskich smaków. Musiałyśmy wreszcie zrealizować pragnienie, ulżyć steranym tęsknotą zmysłom i zrobić coś co wznieci wspomnień czar. W tym to, i właściwie jedynie w tym celu, spotkałyśmy się na łonie mojej kuchni pełnej sprzętów wszelakich i ochoczych rąk do pracy. Czterech rąk.

Niezwykle przyjemnie jest spełniać kulinarne marzenia. I chyba każdy zna stan, w którym wyraźnie czujemy na co mamy ochotę (tym razem mówię o jedzeniu) i co nas usatysfakcjonuje (nadal o jedzeniu). Satysfakcja będzie tym większa, im dłużej dany smak, lub zestaw smaków za nami chodzi. Za nami ochota na TABULEH, libańską sałatkę z natki pietruszki, chodziła dość długo. Właściwie od czasu LIBAN PARTY. Cudownie ten regionalny przysmak przyrządzają w libańskiej restauracji „Le Cedre”, o której już wspominałyśmy, i właśnie ta receptura, bez często dodawanego, kuskus kroczyła za nami depcząc po piętach. Nasze ciała rwały się do orientalnych uniesień.

Wychodząc od wyśnionej sałatki skomponowałyśmy całe menu na nasz powtórkowy, kameralny i orientalny wieczór. Nie było to trudne. No bo cóż może pasować lepiej do TABULEH niż FALAFEL. Te kuszące, nie tylko wegetarian, kotleciki, będące cudowną alternatywą dla mięsnych posiłków nie tylko ze względu na smak, ale również skład potrawy są jednym z moich przysmaków od lat. Bo taką porcją białka jaką oferuje FALAFEL nie powinien wzgardzić nikt. Wiele osób nie wierzy w cieciorkę i odrzuca jej matowy, dość charakterystyczny smak. Jednak przy odpowiedniej ilości cytrynki, jogurtu i kolendry ciecierzyca zamienia się w złoto. Dosłownie! Smażone na złoty kolor kotleciki to doskonały sposób nie tylko na jesienny obiad.

Troszkę zaryzykowałyśmy dodając do naszego zestawu hinduską KOFTĘ ale kto nie ryzykuje ten nie je. ALOO KOFTA to też kotleciki, i też wegetariańskie, więc niezwykle uniwersalne, bo jak się powie mięsożernemu, że je kotleciki to powinien się ucieszyć. A to, że są z warzyw można ukryć lub zachować jako niespodziankę na sam koniec. KOFTA pachniała przecudownie już w trakcie przygotowań. Cały czas powtarzałam Lidce, że to zapach mojego życia, i że zapewne umrę jeśli zaraz tego nie zjem. Nie umarłam, oczyściłam spokojnie ryż basmati i dla ukojenia nerwów wstawiłam go na gaz. Gdy chłopcy wrócili do domu stół pełen był „kotletów”, sosów i spełnionych życzeń. Na szczęście nasze życzenia przypadły do gustu, jakże oczywistym gościom. Dzieci jadły wegetariańskie dania ze smakiem. Kolejne zwycięstwo!

Spełnianie marzeń to niemal obowiązek a na pewno dobry sposób na zadbanie o siebie. Chcemy zachęcić Was do wsłuchiwania się w swoje kulinarne pragnienia, do powrotu do pierwotnych instynktów, kiedy to wewnętrzne potrzeby, nawet te czysto fizyczne, były równie wyraźnie słyszalne jak śpiew ptaków. Ulegając pokusom zewnętrznym, kulturowym pozwólmy czasem aby poniósł nas zew natury, naszej natury. I nie chodzi tu o uleganie przyzwyczajaniom, czy nałogom kulinarnym, które większość z nas posiada ale rozmowę z własnym organizmem. Zapytajmy siebie, czego potrzebuję. Czy może jet to TABULEHFALAFEL. Jeśli tak, to tym bardziej smacznego!

Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się pod linkami.

Photo by Iza