Na trzy cztery rączka do góry: Kto lubi obchodzić urodziny?…Widzę, że prawie wszyscy podnieśli. A kto się lubi starzeć?… Jakoś lasu rąk nie dostrzegam. Oto drodzy Państwo kolejny paradoks związany z rasą zwaną ludzkością. Nie wiadomo o co im chodzi. Urodzinki obchodzić to i owszem ale na temat wieku to się kłamie  w żywe oczy albo rżnie głupa, że się nie pamięta. Kobiety się o wiek nie pyta, mężczyźni są jak wino, nieważne ile się ma ale jak się człowiek czuje, nie wyglądasz na swoje lata, no co Ty, trzydzieści cztery, w życiu bym Ci nie dała! I tak dalej. Pełno jest zwyczajów i gotowych zwrotów do sprawiania sobie przyjemności wzajemnie. Nie ważne zresztą co się na ten temat naprawdę uważa. Nie liczymy wieku ani sobie ani znajomym (im prędzej) a trudne jest to tym bardziej, że wielu z nas przyjęcia urodzinowe organizuje z pasją i łatwą do odgadnięcia regularnością.

Jest typ przyjęć o wdzięcznej nazwie „że niby nic się nie stało”. Urodzinki skromne, w gronie najbliższych. Troszkę niespodzianka, troszkę nie, troszkę przepraszam, że się urodziłem. Radość może niepełna ale jak się już wspomina to super, że były. Dużo mniej to zobowiązujące niż pełna feta z tuzinami gości ale lepsze to niż nic. A poza tym, jak się tak skromnie urodziny świętuje to na pewno nie trzeba sobie dodawać aż całego roku. Może wystarczy dodać parę miesięcy ? Jak to tak? Wczoraj miałem trzy trzy a dziś już trzy cztery? Ano, mój drogi, tak. Kolejny roczek minął i proszę ja Ciebie, wszystkiego najlepszego. Chciałabym zdementować i pouczyć. Rok się dodaje niezależnie od skali huczności przyjęcia. Koniec i kropka.

Te urodziny wypadały w poniedziałek więc przyjęcie „że niby nic się nie stało” samo się narzucało. A poza tym jubilat zaliczył już w swoim życiu kilka niespodzianek więc niech nie narzeka a raczej cieszy się odpoczynkiem. Rodzina zajęła się przygotowaniami, zorganizowała kilku bliskich sercu gości i cieszyła się, że będzie mogła posmakować nieco TORTU W-Z Z MALINAMI. Dzieciaki nie miały siły do utrzymywania tajemnicy więc tajemnica nie pozostała tajemnicą tym bardziej, że PIZZUNIE Z PASTĄ Z RUKOLI wymagały pomocy i zaangażowania najmłodszych, co mocno rzucało się  w oczy i uszy. Nie dało się ukryć, że coś jest na rzeczy. A dzieciaki uwielbiają wycinanie i wałkowanie ciasta a także smarowanie i układanie na nim składników. Jest to troszkę jak zabawa z plasteliną a troszkę jak odpowiedzialne tworzenie pożywienia, więc ciekawie. I tak w miłej atmosferze, bez stresów pracowaliśmy sobie w kuchni ciesząc się, że nie odrabiamy lekcji (na przykład) lub nie odpowiadamy na „nieodpowiedziane” maile.

Goście przybyli punktualnie co pozwoliło nam nie umrzeć z głodu i ochoty na chrupanie SAŁATKI SZYBKO SZYBKO oraz PIZZUŃ. Nastąpiła rytualna wymiana uprzejmości, która zdaje się miała odniesienie do realnych uczuć oraz rozpakowanie prezentów. Przystąpiliśmy do rozmów i oczywiście jedzenia Czy było miło? Bardzo miło było i bardzo smakowicie choć niezbyt wikwintnie. Oprócz piętrowego tortu wszystkie potrawy były raczej  bezpretensjonalne i dość proste w przygotowaniu. Ten typ przyjęć to duże ułatwienie dla organizatorów. Mile widziana jest delikatna nonszalancja i lekkość bo przecież to przyjęcie „że niby nic się nie stało”. Nie musimy czekać na gości z rączkami założonymi i dymiącymi potrawami na stole. Nic się nie stanie jeśli to goście nieco poczekają. Tak czy siak będą wiedzieć, że są mile widziani…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się pod linkami.

Photo by Kamil/magazynwrazen.pl