Stało się i należy to zaakceptować. A może wystarczy nauczyć się cieszyć nowymi pretekstami do balowania. Jak tak się prześledzi historię kultury można odnaleźć wiele śladów rytuałów związanych z oswajaniem straszności i potworności, które przez 364 dni w roku skazane są na przebywanie w ciemnym, rzadko odwiedzanym kącie. Tak więc, hello Halloween, witamy cię oficjalnie na naszym podwórku i postaramy się zaakceptować fakt, że się zadomowiłeś.


A dla tych najbardziej wątpiących i zdruzgotanych zakażaniem polskiej tradycji: jednym z pozytywów wiążących się ze wzrostem popularności helloween jest wzrost spożycia dyni. A dynię spożywać warto bo potrafi zdziałać cuda: wspomaga układ odpornościowy, pobudza trawienie, dostarcza witaminę D, redukuje tkankę tłuszczową, działa uspokajająco i wspiera nerki. A ponadto reguluje gospodarkę wodną i działa odchudzająco. Oczywiście to nie wszystko ale wydaje mi się, że wystarczy aby wątpiących przekonać. Uznajmy więc helloween za święto dyni a tym samym święto zdrowego i racjonalnego żywienia i problem z akceptacją kulturowych naleciałości mamy z głowy.

Spotkaliśmy się helloweenowo i radośnie aby sobie miło porywalizować, trochę się nastraszyć i zjeść coś przerażającego. Kuchnia „helołińska” jest bardzo pożywna i otwarta. Jada się w niej właściwie wszystko ale oczywiście niemożliwym byłoby przygotowanie wszystkiego nawet z pomocą czarnej magii. Postawiliśmy więc na „helołińskie klasyki”. Na pierwszy rzut poszła ZUPA ZE ZBUTWIAŁEJ DYNI ROSNĄCEJ NA CMENTARZYSKU. Pozornie przypominała zwykłą dyniową ale wierzcie, była dużo lepsza i  smakowała doprawdy wybornie. Wszystkie straszydła machały łyżkami i mlaskały radośnie. Na drugie podano ulubione danie czarownic: WŁOSY MEDUZY Z SOSEM PEŁNOKRWISTYM I BOBKAMI LEŚNEGO TROLLA.  Niektóre wegetariańskie stwory nie były zachwycone ale umówmy się co kogo w Helloween obchodzą wegetariańskie stwory? Danie to, lubiane również przez stworki, tryumfowało tego wieczoru a ujmowało prostotą i klasycznym smakiem. Halloween uwielbia klasykę.

Niewątpliwym przebojem była jednak SAŁATKA Z MÓZGIEM I OCZAMI GNOMA Kucharze nie chcieli ujawnić pochodzenia mózgu a inni, szanując tajemnicę kucharską, nie naciskali. Sałatka z mózgiem to danie wykwintne choć niezbyt pracochłonne. Kilka prostych zaklęć i gotowe. Z kilku kolejnych wyczarowaliśmy deser a była to przede wszystkim TARTA PAJĘCZYCA oraz (last but not least) tajemne mieszanki: KOKTAJL Z ŻUKÓW oraz NAPÓJ Z HEKTOPLAZMY. No paluszki pokrzywione lizać. Pomruki, jęki, a nawet krzyki dobiegały z gardeł gości uczty. Smakowały nam te potworności, oj smakowały. A potem…

A potem postanowiliśmy zachowywać się jak ludzie bo czas rozrywki nastał. Był to ciąg dalszy wieczoru koreańskiego , który odbyliśmy niemal w tym samym gronie wzbogadzonym jedynie nieznacznie acz korzystnie. Gry i zabawy okazały się dla pełnych brzuszysk idealne na trawienie. Skorzystaliśmy z zabaw z poprzedniego spotkania łamiąc sobie głowy i ciała w wyścigu po zwycięstwo. Przegrani mieli zostać zamienieni w robale. Darowano im łaskawie. To chyba słodko- korzenna PAJĘCZYCA zdziałała cuda. Przez żołądek do serc, nawet u tych, którzy ich ponoć nie mają.

Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się pod linkami.
Photo by Borys/positivestudio.pl