I nas to dopadło. Rzecz będzie o dietach i choć nieco nam wstyd nie mogłyśmy się dłużej opierać. Jak wiecie zapewne nie jesteśmy wielkimi fankami diet. Do życia i jedzenia staramy się mieć stosunek racjonalny i radosny. Nie żyjemy po to aby jeść ale też nie żyjemy po to aby wyglądać choć lubimy zarówno jeść, jak i wyglądać. Preferujemy złoty środek co prezentujemy w NASZYM MANIFEŚCIE. Wydaje się, że złoty środek to gotowe rozwiązanie i należy jej tylko wprowadzić w życie i jedząc wyglądać. Ale złoty środek, podobnie jak kamień filozoficzny to niedościgniony obiekt pożądania ludzkości od tysiącleci. Obiekt pragnień, nieskończonych obliczeń i marzeń. Gdyby tylko zdobyć złoty środek można by wreszcie wtedy zapewne precyzyjnie zdefiniować szczęście. W tym wypadku gonienie króliczka jest mniej ciekawe niż złapanie króliczka. Oj przydałby się nam złoty środek.

Podsumujmy: nie wierząc w diety a wierząc w złoty środek pozostajemy nieco skonsternowane i zagubione w obliczu trudności związanych z zachowaniem stałej wagi przy jednoczesnym zdrowym i smacznym odżywianiu. Ale nie rezygnujemy. Zachęcone przez jedną z naszych koleżanek, która próbuje usilnie zrzucić parę kilo postanowiłyśmy się pokusić o niemożliwe i odnaleźć złoty środek. Będziemy się posiłkować własnym doświadczeniem, doświadczeniem mądrzejszych od nas, zdrowym rozsądkiem i dobrym planem. Trzeba od czegoś zacząć.

Jedno jest pewne, z całą stanowczością odrzucamy diety restrykcyjne, krótkoterminowe, nieurozmaicone i przesadnie niskokaloryczne. Nie wierzymy w nie a co więcej wiemy jak wiele złych konsekwencji ze sobą niosą, wśród których efekt jo-jo to najmniejszy problem. Zaczynamy od tego że odrzucamy klasyczne diety i jest to nasz punkt pierwszy. Jeżeli ktoś z naszych czytelników ma problem z wagą, prawdziwy, stanowiący zagrożenie dla zdrowia lub dobrego samopoczucia powinien się naszym zdaniem zgłosić do lekarza. Możemy polecić zaprzyjaźnionego z nami dietetyka Michała Mularczyka. Człowiek jest zaufany i sprawdzony.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

My pragniemy się zająć czymś nieco innym a mianowicie zmianą stylu życia albo raczej znalezieniem stylu życia, który nam pomoże utrzmać stałą wagę, zdrowie i dobre samopoczucie. Punkt drugi zatem to kolejne założenie, smutne i radosne zarazem: nasz złoty środek, nasza dieta, a raczej nasz nowy styl, to zadanie na całe życie. Tym większa spoczywa na nas odpowiedzialność.  Jak widzimy sprawa jest poważna. Zajmiemy się nią precyzyjnie, planowo i konsekwentnie. Założenie jest takie aby do końca roku skrystalizował się jakiś pomysł. Czy się uda? Z Waszą pomocą na pewno. Dziś pierwszy upominek dla Was. Przepis na zupę, pożywną, smaczną, łatwą, dość niskokaloryczną i kolorową. To nasz upominek,  a Wy obiecajcie, że przez cały okres poszukiwań przynajmniej jeden wasz posiłek będzie przygotowany w domu przez Was lub bliską Wam osobę. Mocno wierzymy, że najzdrowiej i bez niepotrzebnych pustych kalorii jada się w domu. Także rączki zakasujemy i robimy prostą i przepyszną ZUPĘ RYBNĄ W STYLU TAJSKIM. A jutro kolejny odcinek „ZŁOTEGO ŚRODKA”. Obiecujemy!

A oto nasz pierwszy krok:

  • 2 l wywaru warzywnego (można go przygotować o tak)
  • 3-4 marchewki
  • 400 dkg świeżego łososia
  • około 10 krewetek
  • puszka mleczka kokosowego
  • kilka namoczonych (dziesięć minut we wrzątku) grzybów Mun
  • 2 papryczki chilli
  • około 2 cm świeżego imbiru
  • jedna limonka (ewentualnie cytryna)
  • sos sojowy
  • pęczek posiekanego szczypiorku lub kolendry, albo trochę tego i tego
  • 1 mała paczka cieniutkiego makarony ryżowego

Marchewkę ścieramy na tarce o grubych oczkach, imbir na mniejszych i podsmażamy chwilę na oliwie w głębokim rondlu lub garnku o grubym dnie. Po podsmażeniu składników do garnka dodajemy bulion i doprowadzamy do wrzenia. Dorzucamy pokrojoną drobno papryczkę chilli (jeżeli nie lubimy dań ostrych dodajemy papryczki bez pestek). Zmniejszamy płomień pod wywarem, wlewamy mleczko kokosowe i dodajemy rybę (wcześniej umytą, oczyszczoną i pozbawioną ości) pokrojoną w dużą kostkę oraz pokrojone w paseczki grzyby Mun. Całość gotujemy około 5 minut. Przyprawiamy sosem sojowym, sokiem z limonki.
Makaron ryżowy przygotowujemy zgodnie z opisem z opakowania (niektóre się chwilę gotuje a inne tylko zalewa wrzątkiem). Zupę podajemy z makaronem, posypaną ziołami i ewentualnie uprażonym sezamem.
Zupa jest niezwykle „szybka”, a jeżeli mamy gotowy bulion to wprost błyskawiczna i treściwa, więc spokojnie wystarcza za cały posiłek. Smacznego.

Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się pod linkami.

Photo by Kamil/magazynwrazen.pl i Iza