Ostatnie szanse na nie-ekstremalne pikniki. Nasz był organizowany nieśmiało i niepewnie. Niektórym zabrakło wiary i pewności siebie. Bo może być za zimno. Na pewno będzie za zimno. Temperatura na termometrze to jedno, a odczuwać będziemy ją dużo intensywniej. Może lepiej przejdziemy się wkoło domu i zjemy coś przy stole jak ludzie. Nie, nie, nie. Dość tego filisterskiego tchórzostwa. Chcemy ognisko i to w środku lasu, który znajduje się w środku miasta, chcemy utytłać się w popiele i żeby nam wiele rzeczy zabrakło. Takich, które wydają się niezbędne.

Odważyliśmy się. Poszli ludzie (duzi i mali) i poszły psy. Wszyscy szukaliśmy przygody. Mieliśmy plecaczki, plecaki, kosze i torby pełne produktów oraz gotowych dań przygotowanych wcześniej w domu. Były z nami BUŁECZKI CYNAMONOWE, ROLADKI Z CIASTA FRANCUSKIEGO oraz kanapki z PASTĄ Z SOCZEWICY. Chlupotały nam termosy z herbatą z kardamonem, cytryną i sokiem malinowym. Inni dźwigali ziemniaczki oraz kiełbaski  do ogniska. Niektórzy sądzili, że będą w Powsińskim parku blaty kuchenne z pełnym wyposażeniem bo zabrali warzywa i inne składniki na sałatkę. (Te składniki wróciły z nimi do domu). Nie wzięli, owi niektórzy, natomiast czapek a przecież czapka to jedna z podstaw na jesiennym pikniku. Podobnie jak szalik i rękawiczki oraz talerzyki jednorazowe (najlepiej tekturowe) papier kuchenny, zapałki, scyzoryk (najlepiej szwajcarski) oraz komórka, żeby w razie nagłego zagubienia wzywać histerycznie pomocy.

Mimo wszystko Powsin wita odważnych z otwartymi ramionami. Zbudowano tu dla desperatów wiatki, wyznaczono miejsca na ognisko tak, żeby biedny mieszczuch nie musiał podejmować decyzji gdzie rozpalać. Mieszczuch przeciętny nie lubi zbytnio przemęczać się korzystając z nadmiaru wolności, wystarczy mu namiastka. Mieszczuch lubi ograniczenia. Ograniczenia umilają w Powsinie czas, bo zostajemy zmuszeni do zabawy w gronie innych desperatów a wierzcie nam lub nie, inni desperaci się przydają. Na przykład wtedy gdy nijak nie udaje Ci się zapalić ogniska.

A dla mieszczucha przeciętnego ognisko to niemała atrakcja. Ogień to pradawna siła i tajemniczy magnes. Ogień to źródło energii przypominające nam gdzie niegdyś byliśmy a gdzie dziś się znajdujemy. Mieszczuch kocha ogień. Ale mieszczuch nie jest mistrzem w ognia tego rozpalaniu. Mimo, że niektórzy zaliczyli niekrótki epizod w harcerstwie. Nijak nasz ogień prywatny nie chciał się rozpalić w miejskim lesie pełnym wilgotnego drewna. I tu przydali się inni desperaci ochoczo niosący prometejską pomoc. Użyczyli swojego ognia i wsparcia, ryzykując wiele (utratę własnego). To dzięki nim, i podmuchom z naszych steranych miejskim powietrzem płuc, ogień prywatny zapłonął. Dzieci wykazały się największą cierpliwością. A może chodziło im o kiełbaski na kijkach palone w płomieniach? Dlaczego dzieci nie wierzą, że na górze, powyżej jęzorów ognia jest najcieplej?

Konsumpcję rozpoczęto. Cudowny był ten rozgardiasz na stole z desek. Były fruwające talerzyki, MASEŁKO ZIELONE na naszej odzieży, walka o kanapki z CHLEBA NA ZAKWASIE i kończące się BUŁECZKI CYNAMONOWE . Nie było łatwo uchylać się przed szpikulcami kijów od kiełbasek i uciekać od goniącego mieszczucha dymu z ogniska (dym z ogniska nienawidzi mieszczuchów i lubi ich dręczyć). Wiele osób zostało poparzonych podczas wyjmowania ziemniaczków z żaru (doradzamy zawijanie ich w folię i nadziewanie widelcem lub patyczkiem gdy są już gotowe). My, sprytne mieszczuchy, najpierw podgotowaliśmy nasze ziemniaczki na parze (około 10 minut) w domu. Dzięki temu, mogliśmy oszczędzać, jakże cenny, czas. Mieszczuchy parzyły się również przy odwijaniu z folii BANANÓW Z OGNISKA. Na szczęście niebiański smak bananów znieczulał.

Jacy się czuliśmy dzicy i zbuntowani przeciwko konsumpcyjnemu, galeriano-sklepowemu stylowi życia. No po prostu rewolucja. Trochę się z nas podśmiewam ale też bardzo jestem dumna. Porzuciliśmy utarte ścieżki znanych nam miejskich ulic, zrezygnowaliśmy z ciepła kaloryferów i naładowaliśmy wyczerpane bateryjki aktywnością na świeżym powietrzu. Było swojsko, wesoło i „razem”. Było też bardzo smacznie. Chcemy jeszcze raz!

Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się pod linkami.

Photo by Borys/positivestudio.pl