Nie można chyba bardziej „Razem” niż podczas Raclette. Nazwa potrawy, a raczej sposobu spożywania dań pochodzi wprawdzie od sera ale wierzcie mi, skojarzenie z serem nie oddaje całego bogactwa możliwości i smaków. Choć niewątpliwie ser bardzo się przydaje. Czy RACLETTE to potrawa? Zapewne tak, ale jest to raczej zestaw potraw stymulujący do wspólnego ich przygotowywania i sprawiedliwego zaangażowania w powstawanie posiłku. Zwłaszcza, że jest to bardzo proste…

Ale nie zawsze tak było. Kiedyś, szwajcarscy pasterze przygotowywali ser raclette na gorących kamieniach. Zapewne mieli w tym wielką wprawę jednak nam łatwiej będzie to robić na grillu połączonym z szufladkami do raclette. Taki sprzęt można kupić niemal wszędzie. Wiele osób zastanawia się czy warto w niego inwestować. Wydaje im się, że raclette szybko się znudzi i będzie potem tylko zawadzało w kuchennej szafce. Otóż pragnę to zdementować. Jeśli tylko będziemy używać urządzenia kierując się wyobraźnią  (i niewątpliwie wygodą) mamy wielkie szanse korzystać z niego przez wiele lat z radością i satysfakcją. Bo raclette to gwarancja dobrej, barwnej zabawy.

Zasada jest prosta. Każdy komponuje własne danie. Na stole leżą półprodukty, delikatnie przyprawione mięso i ryby, pokrojony ser i warzywa, dodatki w postaci sosów i pikli, sałatki. Można oczywiście pokusić się o przygotowanie potraw do grillowania jak na przykład nasze SZASZŁYKI NA RACLETTE ale obowiązku nie ma. Na naszym stole obok szaszłyków znalazły się jeszcze przygotowywane wcześniej SAŁATKA i SOS MIĘTOWY. Ważne i niezbędne jest to, żeby stół był kolorowy, a w przygotowywaniu potraw uczestniczyli wszyscy biesiadnicy. Bo razem smaczniej i bardziej raclette.

Nie byłybyśmy sobą gdyby zabrakło deseru. Wiadomo, można było sobie darować ale na szczęście nie trzeba. Jako, że raclette już samo w sobie jest sycące i zważywszy na znaczne spożycie tłustych serów dość ciężkie proponujemy aby postawić na lekkie desery. My po krótkiej przerwie zatraciliśmy się w smaku, którym obdarowała nas Lidka. PANNA COTTA z sosem z truskawek okazała się strzałem w dziesiątkę.Dla nieprzekonanych do deserów z lodówki: Pan Kot, zaskakująco lekki i orzeźwiający, może smakować naprawdę znakomicie.

Zarówno przyrządzanie, jak i spożywanie raclette odbywa się wspólnie. I to nam się podoba, bo o to przecież głównie nam chodzi. Nigdy nam się nie znudzi „razem”, nigdy nie zrezygnujemy ze „wspólnie”. Wiele razy się potykamy, gubimy w relacjach, konfliktujemy ale ciągle próbujemy. Umówmy się, ciągnie człowieka do człowieka. Posiłek to doskonała okazja, żeby się pojednać. Pobyć ze sobą i dzielić tym co mamy. Zakładając, że to co mamy jest bardzo dobre i oczywiście smaczne. Demokratyczny charakter raclette udowadnia, że każdy nadaje się do pichcenia i wcale nie trzeba od razu porywać się na skomplikowane dania. Raclette może stać się doskonałym początkiem. Udało nam się już namówić kilka osób do gotowania, zakręcić pozytywnie-kulinarnie. Może tym razem uda nam się skłonić Was do raclette. Nas ono uwiodło!

Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się pod linkami.

Photo by Kamil/magazynwrazen.pl