Nie ma wystarczających powodów, żeby odmówić sobie biesiadowania. Nawet jeśli nie mamy zbyt wiele czasu, nawet jeśli nie mamy przesadnie wykwintnych dań i licznego towarzystwa. Zawsze warto poświęcić chwilę na celebrowanie. Powtarzamy to do znudzenia także sobie, bo przecież i nam niejednokrotnie zdarza się pędzić w niewiadomym kierunku aby osiągać nie zawsze istotne cele. Niezależnie od wszystkiego róbmy sobie przystanki. Oczywiście na miłe posiłki…

Gotowanie z Agatą i Adamem to nie byle wyzwanie. Mieliśmy skoczyć coś zjeść na mieście ale postanowiliśmy przygotować coś w domu. Tak było łatwiej. A to dlatego, że oboje są na restrykcyjnej diecie i z punktu widzenia przeciętnego zjadacza chleba nic nie mogą jeść. Do kompletu ja, niejedząca mięsa, czyniłam wieczór jeszcze bardziej skomplikowanym. Mimo wszystko spotkanie w miłym gronie  osłodziło gorycz trudnych przygotowań. Po długich dyskusjach ustaliliśmy co możemy jeść wszyscy i tak powstało „spontaniczne” menu, o tyleż radosne, że w miarę kompletne. Zapowiadał się smakowity wieczór. Tym bardziej, że w planach była jeszcze uczta kinowa. Trzeba było się więc spieszyć.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dania, które wybraliśmy nie wymagały na szczęście zbyt długich przygotowań. Najdłużej gotowały się buraczki i od wstawienia ich na parze zaczęliśmy. Jako przystawka wystąpiło bowiem CARPACCIO Z BURAKÓW NA RUKOLI. Buraczki, w polskiej kuchni, moim zdaniem niedoceniane, wtłoczone w sztywne ramy, potrafią zaskoczyć i uczynić wiele dań wyjątkowymi. Tak stało się z naszym carppacio. Jedyne co moglibyśmy naprawić to pokroić buraki na nieco cieńsze plasterki. Wszystko inne powinno zostać takie jakie było. Było bowiem znakomite.

Drugie danie, mozaikowy efekt naszych ustaleń, polegało głównie na myciu i krojeniu (trzeba było uważać,żeby nie był to jeden z kotów niezwykle zainteresowanych postępami przygotowań). Sama obróbka termiczna (cóż za określenie!) nie zajęła zbyt wiele czasu. Uwielbiam dania bogate w smaki zaskakujące kontrastami, niewymagające czasu i nadmiaru energii. Taki danie najmilej przygotowuje się w towarzystwie i można być pewnym, że dla nikogo nie okażą się zbyt trudne. A przecież chodzi nam o to, że by zachęcać do kulinarnych procederów. Zatem zachęcamy. Dla tego MAKARAON RYŻOWY Z MANGO I… warto coś pokroić…

Mimo, że dania były dość lekkie w miarę jedzenia czuliśmy się coraz bardziej nasyceni. Tym mniej brakowało nam deseru, na który zbrakło z kolei czasu. Trudno było się oderwać od urocza feerii barw,  dla wrażliwego oka nie zabrakło wrażeń, jednak czas naglił. Szalały kubki smakowe i my nie mogąc nasycić się towarzystwem jednak zdyscyplinowani udaliśmy się do kina. Nie musieliśmy już kupować popcornu co było nie tylko lada oszczędnością ale również niewątpliwym profitem dla naszego zdrowia…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Mimo tego, że posiłek minął nam w cudownej atmosferze i nie chciało nam się wychodzić w miasto do kina trafiliśmy na czas. Wtedy już było nas czworo. Tego wieczoru grali „Wstyd” Steve’a Mc Queena (to nie rodzina). Wynik 3:1. Tylko mi się podobało. Ale chyba warto było bo dyskusja pod kinem trwała 30 minut. Nie dość nam było kontrowersji na talerzu, musieliśmy wybrać jeszcze kontrowersyjny film. Propozycja dla lubiących skrajne emocje i smaki…

 

Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się pod linkami.

Photo by Adam Bondarowicz