Z radością powitaliśmy czas piknikowy. Z małym poślizgiem ale efektownie. Pola Mokotowskie, warszawski Central Park, z którego tak jesteśmy dumni to już tradycyjne miejsce naszych spotkań. Nie mówimy „nie” nowym lokalizacjom ale słabości do pól ulegamy z przyjemnością. To już kolejny rok…

Jak zwykle było cudownie. Naprawdę nie wiem na co można ponarzekać, żeby nie wypadło to zbyt cukierkowo. Nie przychodzi mi nic do głowy zatem narzekania sobie daruję. Powspominam z przyjemnością ciekawe rozmowy o niczym, żarty o wszystkim, zieloną, skoszoną trawę, słońce uparcie rozgrzewające zmęczone zimą ciała, krykieta, mecz piłki nożnej rozegrany na pocieszenie a także krótki kurs bejsbolowy. Były wygrane (i przegrane) ale przede wszystkim …grane. Bo przecież chodzi o to aby pozostać w grze. My pozostaliśmy…

Nie mogę nie wspomnieć o smakołykach. No nie mogę… Lidka uraczyła nas przecudowną ZAPIEKANKĄ ZIEMNIACZANĄ Z ŁOSOSIEM I SZPINAKIEM. Gdy zapiekanka owa dotarła na pola była jeszcze ciepła. Dzięki łaskawej temperaturze taka jeszcze przez dłuższą chwilę pozostała. Były z nami również ROLADKI „TRZY SERY” Z ŻURAWINĄ I ZIOŁAMI. Uraczono nas MAKARONOWĄ SAŁATKĄ Z SUSZONYMI I ŚWIEŻYMI POMIDORAMI (przepis za chwilę). Były mini muffinki z „La Vanille”, przepyszne croissanty z Lidla (no musiałam…) sezonowe owoce w ilości zastraszającej oraz ROLADKI Z KONFITURĄ ŚLIWKOWĄ DOMOWEJ ROBOTY (przepis już jutro).

Godziny mijały na leniwym popijaniu kawy z kardamonem, kawy bez kardamonu, na pogryzaniu owoców,  rozmowach i wcale nie wymownym milczeniu. Kto chciał się wyszaleć poruszał się intensywnie, kto wolał zastygał w bezruchu zachęcany niedzielnym lenistwem (jakież to etymologicznie właściwie – „nie-dzielać”) inni z kolei kroczyli z godnością masując bose stopy kontaktem z „żywym” podłożem. Było liberalnie, demokratycznie i ekonomicznie. Ogromny sukces!

Nie wiem na czym to polega, ale są miejsca, w których czas biegnie nieco szybciej. Ani się obejrzeliśmy a zrobiła się 20-ta i trzeba było zmykać. Wracaliśmy w szampańskich humorach. Wybiegani, wygadani, z bolącymi od śmiechu policzkami. Po raz kolejny udowodniliśmy sobie, że człowiek jest zwierzęciem stadnym a jedyny problem z tego faktu wynikający to kłopot ze znalezieniem odpowiedniego stada. Nam się udało. Dziękujemy za magiczną i smaczną niedzielę!

Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się pod linkami.

Photo by Kamil/magazynwrazen.pl