Chyba już wszyscy wiedzą o mojej miłości do śniadań. Budzę się głodna a zasypiam z myślą o śniadaniu. Wielbię poddańczo poranki a towarzyszy do śniadań wybieram ostrożnie i z namaszczeniem. Eeeee… nieprawda. Właściwie wszyscy się nadają. Zatem zapraszam!

Już wiem co zjecie na jutrzejsze śniadanie a nawet jeśli się mylę wiem co zjeść powinniście. Obok PANCAKE’KÓW RAZOWYCH są to od niedawna moje ulubione ”smażyste” (analogia do „pieczystego”). Oczywiście śniadaniowe. Silnie związana jestem ze wspomnieniem z dzieciństwa, w którym występują właśnie naleśniki. Pamiętam jak dziś jak moja kochana babcia po raz kolejny poddawała się w batalii z nami dotyczącej tego co będzie na śniadanie. Proponowane przez nią kanapki (no nie mogę się do nich jakoś emocjonalnie zbliżyć) bombardowaliśmy co rano ripostą: naleśniczki albo placuszki. Babcia przegrana ale radosna zabierała się za smażenie. Najlepsze były takie (tłuściutkie) z truskawkami prosto z krzaczka lub jagódkami prosto z lasu. Tęsknię bardzo. I za babcią i za cudownymi śniadaniami, które dla nas robiła.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wracając do propozycji na dziś. Zainspirowana propozycją Dominiki z Tao zdrowia proponuję i ja coś dobrego, coś zdrowego a zarazem ładnego. Jutro rano zakasujemy rękawki piżamki, lub szlafroczka i ochoczo zabieramy się za ZŁOTE NALEŚNICZKI (ORKISZOWE Z AMARANTUSEM). A robi się je tak:

Przygotowujemy:

  • 200 g mąki pszennej orkiszowej
  • 200 ml mleka
  • 300 ml wody
  • 2 jajka
  • 50 g amarantusa ekspandowanego
  • 1/2 łyżeczki kurkumy
  • szczypta soli
  • opcjonalnie 2-3 łyżki oliwy do ciasta (pamiętajmy jednak, że wg diety dr Michała Mularczyka, nie należy łączyć tłuszczu i skrobi gdy zamierzamy poddać mieszankę wysokim temperaturom)
  • syrop klonowy
  • serek ricotta
  • truskawki/maliny/jagody
I dawaj smażymy naleśniczki na suchej patelni do naleśniczków.
A  z czym je podajemy? Z czym dusza zapragnie. My się raczyliśmy złotymi naleśnikami z ricottą i owocami i syropem klonowym. Były wyśmienite i rzeczywiście piękne.

Tajemnicza rzecz ten amarantus? Nic bardziej mylnego. Stary jest tylko przeokrutnie. Stary ale jary. Podejrzewam, że w konkursie na najzdrowsze zboże mógłby zaskoczyć niejednego i znaleźć się na podium. Często nazywany jest zbożem XXI wieku. Zawiera mnóstwo składników odżywczych, chroni przed wieloma chorobami, reguluje istotne procesy, zmniejsza niejedno ryzyk. Generalnie nieźle się popisuje ten amarantus. Aby zachęcić milusińskich do jego spożywania można rzucić argument, że spożywali go Indianie. Bo to prawda. Poza tym występuje w formie malusieńkiego „pop cornu” (oczywiście nie cornu) i właśnie w takiej formie wystąpił dziś w naszym śniadaniu. Amarantus ekspandowany, brzmi godnie…

Smacznego!

Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się pod linkami.

Photo by Iza