Cieszą nas podróże… I małe i duże… Ta była wystarczająca aby zaspokoić mój apetyt bo oprócz doskonałej kompanii towarzyszył mi właśnie wyśmienity apetyt. I to nie tylko ten kulinarny. Podróże służą osiągnięciu odpowiedniego dystansu, dają perspektywę, z której wszystko wydaje się być takie jak powinno. I na to miałam szczególny smak. Apetyt zaspokoiłam…

 

 

 

 

 

 

 

 

Nie będę oryginalna. Z pierwszej swojej wizyty w Pradze, która głównie wypełniona był zwiedzaniem zabytków (skrupulatnie zaplanowane przez jakże skrupulatną Anię), został mi w głowie obraz miasta o niepowtarzalnej urodzie. Jestem oczarowana! Nie ja pierwsza i nie ja ostatnia. „Warszawska zazdrość”, która nam towarzyszyła jest zrozumiała. Imponujące jest miasto, w którym czuje się oddech historii, zapach dawnych dni, gdzie niemalże materializują się myśli minionych pokoleń. Nie chcę popadać w banał ale nie jest to łatwe. Popadnę sobie nieznacznie…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zwiedzając trzeba jeść a podróżują po siedmiu wzgórzach, na których rozciągnięte jest miasto, chłonąc zapierające dech w piersiach widoki ukazujące się oczom, głodnieje się szybko. Praga karmi swoich gości. Menu dla turystów jest jednak mało zaskakujące. Gulasz piwny, którego smak tak niestrudzenie próbowałam przenieść na polski grunt (i co mi się udało bez dwóch zdań) to było właśnie to czego się spodziewaliśmy. Nie zmartwiło nas to, że nie zostaliśmy zaskoczeni. Mieliśmy ochotę na posiłek Szwejka.  Knedlíki kynutý houskový czyki knedliki bułczano drożdżowe pasowały nam do profilu jak ulał. Był z nami również  Smażeny Syr i choć znamy jego krewniaków z Podhala daliśmy się ponieść czeskiemu odpowiednikowi. A co na deser? A na deser, żeby  nie być zbyt oryginalym Palaczinki (przepis już jutro), czyli naleśniki z powidłami śliwkowymi, podane z białym serkiem i polane czekoladą. Można? Można…

Byłam, Schodziłam, Zjadłam. Czy tam wrócę? Wrócę na pewno (o ile można coś na pewno). Mam nadzieję, że niedługo. Od tej wycieczki należę do wiernych miłośników Pragi. To miasto to dla mnie:

  • pyszne piwo
  • knedliczki i gulasz, (moim skromnym zdaniem ten, który zrobiłam był lepszy ;-) )
  • Przepiękne Stare (rok powstania -1232) i Nowe (rok powstania – 1348) Miasto (takie cyfry powalają!)
  • Mala Strana z cudnymi wąskimi uliczkami
  • uśmiechnięci i pomocni ludzie
  • bardzo dużo cudzoziemców (kiedy my doczekamy się pielgrzymek zadowolonych turystów)
  • Wełtawa, która ciągnie się przez całe miasto ( i liczne na niej mosty, w tym przecudowny Most Karola)
  • Bardzo urokliwa wyspa Kampa
  • „Marysia” na każdym rogu
  • siedem wzgórz, z których ciągną się przecudne widoki

Wędrówka po nim jest nieustającą przygodą, co krok zaskakuje jakiś piękny zaułek, plac, uliczka, skwer… Lubię być tak zaskakiwana!

Zapraszamy do korzystania z przepisów kryjących się pod linkami.

Photo by Michał