Zabijcie mnie ale za Chiny nie wypowiem poprawnie nazwy mojej ulubionej potrawy. Wykorzystam patent kochanego brata i będę nazywać je „Ali Oli”. Dodawać nie muszę, że oprócz zaskakująco trudnej nazwy makaron ten posiada same zalety. Robi się go piorunem, smakuje wyraziście, jest sycący i całkiem zdrowy. Tym razem proponuję Wam wersję z granatem. Fantazyjna, nieskomplikowana i urocza zachwyci Was i nasyci. A potrzeba do niej:

  • 250 g makaronu spaghetti (polecam razowy)
  • 125 ml oliwy (warto wykorzystać jakąś naprawdę dobrą)
  • 1 granat (bez zawleczki)
  • 4 ząbki czosnku
  • 1 szalotkę
  • 1 małą papryczkę chili (dałam suszoną)
  • sól, pieprz do smaku
  • parmezan
  • ewentualnie natkę pietruszki (uwielbiam)

Makaron, gotujemy wg przepisu na opakowaniu w osolonej wodzie (pamiętajmy, al dente). Na dużej patelni rozgrzewamy oliwę. Drobno pokrojony czosnek, szalotkę i chili wrzucamy na rozgrzaną oliwę i smażymy na złoto. Solimy i pieprzymy do smaku, wedle upodobań. Musimy uważać, żeby nie spalić zawartości patelni. Teraz czas na makaron. Wrzucamy go (gdy jest już ugotowany) na patelnię i dokładnie mieszamy. Następnie wyłączamy gaz (elektryczność) i dodajemy ziarenka granatu (wcześniej oczyszczone). Danie jest właściwie gotowe. Podajemy je (koniecznie) z parmezanem i (ewentualnie) z natką pietruszki. Ja do mojego „Ali Oli” zaserwowałam SAŁATĘ Z MAGIĄ i suszonym pomidorem. Było smakowicie czego i Wam życzę!

 

Photo by Iza