Gdy w Chorwacji podano mi zupę z proszku zatęskniłam za polskimi zupami. Wprawdzie moje zupy nie są typowo polskie ale i tak za nimi zatęskniłam.

Właściwie nie ma nic prostszego do wykonania niż zupa, nawet w apartamencie na wyspie Brac, gdzie kuchnia z pewnością pozostawia wiele do życzenia. Jednak ktoś postanowił mnie zmotywować pozostawiając na pięknym tarasie mini ogródek z ziołami. Zakupiłam więc w pobliskim sklepie podstawowe produkty i dzielę się z Wami moim przepisem na wakacyjną, awaryjną zupę pomidorową.

  • 0,5 l przecieru pomidorowego
  • 4 ząbki czosnku
  • 2 cebule (średnie)
  • 2 średnie marchewki
  • sól
  • maggi (tak wiem, mały grzech)
  • zioła (bazylia, oregano, lubczyk, mięta)
  • oliwa z oliwek
  • kasza jaglana

Zaczęło się od oliwy, pięknej, pysznej, wyprodukowanej na wyspie. Podsmażyłam na niej czosnek i cebulę aż się zezłociły. Potem dodałam oczyszczoną i pokrojoną w plasterki marchew. Nie miałam cukru a marchew miała osłodzić zupkę. pozwoliłam warzywom podsmażać się jeszcze 5 minut, dodałam nieco soli, maggi i zalałam całość 3 szklankami wody. Gotowałam wywar około 15 minut. Potem dodałam przecier pomidorowy i zioła znalezione na tarasie. Zupa gotowała się jeszcze 5 minut. Dodałam nieco soli do smaku, i oczywiście maggi (moja wina, moja wina…)

Kaszę wcześniej umyłam i osuszyłam. Potem prażyłam w garnku o grubym dnie (szczęśliwie taki zastałam na miejscu) a potem, gdy kasza zaczęłą pachnieć orzechami zalałam wrząca wodą (stosunek 1 porcja kaszy- 2 porcje wody). Pod przykryciem, na małym ogniu pozwoliłam kaszy wchłonąć wodę. Nie trwało to dłużej niż 15 minut.

Podałam zupę z kaszą jaglaną i świeżymi ziołami. Bardzo smakowała!

Smacznego na wakacjach!

Photo by Iza